
SIATKÓWKA. PLUSLIGA. Jeffrey Jendryk II, środkowy reprezentacji USA, który związał się dwuletnią umową z Asseco Resovią.
– Jak pan sobie radzi w czasach epidemii koronawirusa; czy sytuacja w Stanach Zjednoczonych powoli się stabilizuje?
– Jest już lepiej niż kilka tygodni temu. Wkraczamy w kolejną fazę, w której restrykcje są w znacznym stopniu zniesione. Większość miejsc, które jeszcze niedawno były zamknięte, są znów dostępne, więc to jest bardzo dobra wiadomość. Ja od jakiegoś czasu przebywam w Kalifornii i korzystam z uroków plaży. Relaksuję się, ale mam już w też w głowie przygotowania do przyjazdu do Polski.
– Czy amerykańska federacja zaplanowała jakieś zgrupowanie dla reprezentantów w tym roku mimo że wszystkie międzynarodowe turnieje zostały odwołane?
– Będziemy mieli możliwość potrenowania w najbliższym czasie, ale nie znam jeszcze wszystkich szczegółów. Z tego co słyszałem, na początku nie będziemy mogli trenować normalnie sześciu na sześciu tylko w ograniczonych grupach. Dobrze jednak, że będziemy mieli okazję potrenować i wrócić do zajęć siatkarskich.
– Jak przebiegała pana podróż z Europy do Stanów Zjednoczonych? Kiedy opuszczał pan Berlin była duża panika i strach związany z epidemią?
– Nie było paniki, ale trochę stresu przez to, że wszystko potoczyło się tak szybko. Najpierw ustalenia były takie, że zostajemy dwa tygodnie w domach w Berlinie, a później może wrócimy do treningów i gry. Nagle jednak dostaliśmy informację, że jeśli chcemy wrócić do ojczyzny, to musimy się zebrać maksymalnie w dwa dni, żeby jeszcze załapać się na samolot. Nie było więc czasu, żeby spotkać się i pożegnać z kolegami z zespołu. Sama podróż przebiegała spokojnie. Oczywiście zostały już wdrożone dodatkowe procedury związane z zachowaniem bezpieczeństwa, mierzeniem temperatury itp. Wszystko było jednak w porządku.
– Czy oferta z Asseco Resovii była dla pana zaskoczeniem? Jak wyglądały negocjacje z klubem?
– Przede wszystkim bardzo mnie ucieszyła, bo od dawna marzyłem o tym, żeby zagrać w Polsce. Moje nazwisko Jendryk sugeruje, że moi przodkowie mieli jakieś polskie korzenie. Nie wiem dokładnie, które pokolenie wstecz i z jakiego miasta wywodzili się moi krewni z Polski, ale postaram się to zbadać i coś ustalić. To świetna sprawa, że będę mógł zagrać w PlusLidze, która jest bardzo dobrze zorganizowana i wyrównana. Po doświadczeniu zebranym z gry w Berlinie myślałem o tym, żeby zagrać właśnie w Polsce. Jestem bardzo podekscytowany, że to moje zamierzenia zostały zrealizowane. Wiem o tym, że Asseco Resovia to znakomity i profesjonalny klub. Wszyscy moi rodacy, z którymi rozmawiałem o Resovii, chwalili klub i mówili o tym, że to świetne miejsce do gry. Dlatego jak tylko otrzymałem ofertę z Rzeszowa, to zależało mi na tym, żeby uzgodnić szczegóły i dołączyć do Asseco Resovii.
– W Asseco Resovii przez ostatnie lata przewinęło się kilku amerykańskich graczy, w tym aż trzech środkowych: Ryan Millar, Russell Holmes i David Smith. Włodarze klubu nie kryją swojego zainteresowania reprezentantami USA.
– Faktycznie, w Rzeszowie grali chociażby moi koledzy z kadry – Thomas Jaeschke, David Smith i Kawika Shoji. Od każdego z nich usłyszałem wiele pozytywnych opinii o klubie, co mnie bardzo ucieszyło. Koledzy powiedzieli mi, że to będzie dla mnie idealne miejsce do gry. Mam nadzieję, że kierownictwo klubu i kibice będą zadowoleni z mojej postawy i że w Rzeszowie pokażę pełnię swoich umiejętności.
– Od swoich rodaków grających w poprzednich latach w Asseco Resovii mógł pan też usłyszeć o problemach z limitem obcokrajowców na boisku. Czy nie obawia się pan takiej sytuacji, że ten limit może panu ograniczyć wymiar gry?
– Nie, nie mam takich obaw. Zdaję sobie sprawę, że może się zdarzyć taka sytuacja, ale nie widzę powodów, żeby się tym martwić. Nastawiam się na rywalizację o miejsce w składzie. To, że będziemy mieli w składzie kilku obcokrajowców i ogólnie wielu dobrych zawodników powinno wpłynąć na jakość treningów. Wychodzę z założenia, że wewnętrzna rywalizacja pozwala drużynie wskoczyć na jeszcze wyższy poziom sportowy. Decyzje kadrowe będą już należały do trenerów, którzy będą się kierować dobrem zespołu. Wierzę w projekt dotyczący budowy naszej drużyny i mocno liczę na to, że razem wiele zdziałamy w polskich rozgrywkach.
– Pewnie słyszał pan o fatalnej postawie Asseco Resovii w minionych rozgrywkach i ogólnie kilku słabszych sezonach w wykonaniu zespołu, który teraz będzie chciał się odrodzić.
– Z tego co zostało mi przekazane – poprzedni sezon był bardzo pechowy, ale teraz mamy nowy cel, żeby osiągnąć jak najwięcej się da w PlusLidze. Musimy wszyscy mocno pracować i zobaczymy ile będzie w stanie razem zdziałać. Osobiście nastawiam się na ciężką pracę i niezależnie od tego, czy będę grał we wszystkich meczach czy nie, będę mocno dopingował drużynę, żeby wygrała jak najwięcej meczów. Czuję się pewnie jeśli chodzi o swoją grę i to, co mogę dać zespołowi od siebie. Jestem mocno podekscytowaną grą w Asseco Resovii i chcę pokazać swój amerykański talent do gry.
– Pod względem pewności siebie jest pan też zbudowany grą w reprezentacji USA, w której praktycznie co roku robi pan postęp i dostaje więcej okazji do gry.
– Na mojej pozycji w kadrze gra wielu znakomitych zawodników, więc rywalizacja między nami o miejsce w składzie jest bardzo duża. Jestem przyzwyczajony do walki o grę i mam już taką mentalność, że podstawą jest ciężka praca, która później przydaje się na boisku.
– Gra pod presją, która w Rzeszowie jest zawsze na wysokim poziomie, to też pewnie żaden problem dla Amerykanina?
– Wymagania kibiców wobec drużyny powinny być jak największe i nie ma w tym nic dziwnego. Wszyscy z nas sportowców są walczakami przyzwyczajonymi do rywalizacji i gry pod presją. Ja osobiście uwielbiam ten dodatkowy dreszczyk emocji, adrenalinę i wysokie oczekiwania ze strony fanów. Dzięki temu mam większą motywację, żeby jeszcze ciężej pracować i udowodnić wszystkim, że potrafię grać na wysokim poziomie. Również z tego powodu chciałem sprawdzić się w Asseco Resovii i w PlusLidze, żeby poczuć właśnie większą presję niż w Berlinie.
– Czy jest pan w kontakcie z trenerem Alberto Giulianim?
– Tak, wymienialiśmy się wzajemnie wiadomościami. Ostatnio byłem bardzo zajęty, bo musiałem sobie poukładać kilka spraw w Stanach i przemieścić się. Jestem jednak w kontakcie z trenerem, który wiele oczekuje od naszej drużyny i to mnie też bardzo cieszy.
– Jak zapatruje się pan na rywalizację w PlusLidze, która w przeciwieństwie do ligi niemieckiej jest bardzo wyrównana i wiele drużyn walczy o miejsce w fazie play-off?
– To jest właśnie jeden z głównych powodów, dla których interesowała mnie gra w Polsce. Spodziewam się, że w PlusLidze niemal wszystkie mecze, to duża bitwa z obu stron. Moi koledzy z reprezentacji USA, którzy grali w polskich klubach w zeszłym sezonie, opowiadali mi o dużej rywalizacji o miejsca dające awans do fazy play-off i o niedużej różnicy punktowej między zainteresowanymi zespołami. To pokazuje, że w PlusLidze każdy mecz i punkt ma duże znaczenie i że praktycznie każda drużyna jest w stanie wygrać dany mecz. Dla sportowca to wielka sprawa, żeby w każdym meczu ligowym mocno rywalizować o zwycięstwo i punkty. Spodziewam się, że meczom będą towarzyszyć duże emocje i ogień. Rywalizacja powinna być bardzo zacięta najpierw o miejsce dające prawo gry w rundzie play-off, a potem o mistrzostwo Polski.
– Czym się pan wyróżnia na boisku i jakie ma pan zainteresowania poza siatkówką?
– Na boisku jestem typem pracusia, który ciężko pracuje, a w meczach wyzwala z siebie dodatkową agresję, żeby sięgać piłek zarówno w ataku, jak i w bloku. Bardzo lubię dostawać wiele piłek w ataku, żeby pomóc zespołowi także w tym elemencie i zdobyć jak najwięcej punktów. Lubię też okazywać emocje i dać dodatkową energię zarówno kolegom z zespołu, jak i kibicom, którzy potrafią mnie nakręcić. Poza boiskiem lubię podróżować i odkrywać nowe miejsca. Dlatego jak tylko będę miał taką możliwość, to zamierzam lepiej poznać Rzeszów i okolice. Chciałbym jak najwięcej dowiedzieć się o Polsce, poznać kulturę tego kraju, może też nauczyć się chociaż trochę języka. Na pewno przed przyjazdem do Rzeszowa obejrzę jak najwięcej nagrań na youtubie. Poza tym lubię jogę i gry komputerowe, które są popularne wśród sportowców i na pewno w drużynie znajdę kolegów do gry. Jest bardzo wiele rzeczy, które lubię robić i staram się bardzo aktywnie spędzać czas, zwłaszcza jeśli pozwala na to pogoda. Zdaję sobie sprawę, że w trakcie rozgrywek w Polsce czeka nas też zima. Jestem jednak na to gotowy.
– Pasjonuje się pan koszykówką i ligą NBA, która jest bardzo popularna także w Polsce?
– Prawdę mówiąc, nie bardzo, ale chętnie wymienię się z kolegami z zespołu poglądami na temat ich ulubionych drużyn NBA. Poza tym pochodzę z Chicago, które jak wiadomo miało legendarny zespół z najlepszym koszykarzem wszech czasów Michaelem Jordanem. Teraz na fali jest film dokumentalny „The Last Dance” o ostatnim sezonie mistrzowskim „Byków” w z Chicago. Ja się wychowałem właśnie w tych miejscach, które są pokazywane w filmie. Pamiętam też wielkie emocji, kiedy mogłem znaleźć się i potrenować w słynnej hali w Chicago.
rm


