
Rodzice uczniów Szkoły Podstawowej nr 2 w Kolbuszowej napisali do nas list, w którym skarżą się na „maseczkowy terror”. W piśmie tym czytamy m.in. o zastraszaniu dzieci, które nie chcą zasłaniać ust i nosa, ich piętnowaniu i izolowaniu od rówieśników. – Z płaczem wracają do domów – piszą rodzice. O komentarz poprosiliśmy Jerzego Sitko, dyrektora Dwójki. Stanowisko w tej sprawie przedstawiła też Rada Rodziców.
Decyzją dyrektora Jerzego Sitko i Rady Pedagogicznej od kilku miesięcy uczniowie Dwójki mają obowiązek zasłaniania ust i nosa. Dotyczy to jednak tylko części wspólnych szkoły, czyli np. korytarza. Na lekcjach dzieci nie muszą nosić maseczek. Zdaniem rodziców, którzy napisali do nas list, uczniowie, którzy nie chcą zasłaniać twarzy, są piętnowani:
„Noszą maseczki, bo się boją”
– Dziecko jest sadzane w kącie z zakazem rozmowy oraz zabawy z kolegami i koleżankami. Nikt nie może do niego podejść bliżej na 2 m. – czytamy w liście rodziców. – Nauczyciele nie reagują, mówią, że „muszą wykonać polecenie…”, a bezbronne dziecko po kolejnym upomnieniu pozostaje w sytuacji bez wyjścia. Takie piętnowanie kilkulatka może być tragiczne w skutkach, długofalowe i niestety znacznie groźniejsze niż aktualna pandemia.
– Rodzice boją się reagować jawnie z uwagi na obawę przed szykanowaniem ich dzieci. Część uczniów, która nie może nosić masek ze względów zdrowotnych, nosi je z obawy na poniżenie. Na wielu lekcjach lekcje rozpoczynają się od zastraszania dzieci śmiertelnym zagrożeniem. Niech każdy z rodziców wyobrazi sobie teraz co czujemy, kiedy nasze dzieci przychodzą do domu z płaczem i mówią, że są izolowane – czytamy w liście.
„Nauczyciele proszą, nie izolują”
Jerzy Sitko, dyrektor szkoły, nie ma sobie nic do zarzucenia. – Do naszej szkoły uczęszcza 634 uczniów – podkreśla. – Kiedy obejmowałem stanowisko dyrektora obiecałem zapewnić im bezpieczeństwo. Ale nie tylko im, ale i nauczycielom. Wielu z nich jest blisko sześćdziesiątki i pracuje tu na pierwszej linii frontu. Dlatego proszę się nie dziwić, że boją się o zdrowie, nie tylko swoje, ale i swoich rodzin. Tym bardziej, że mamy tu zakażenia.
– Jestem atakowany, sam nie wiem za co. Bo przecież rzadko zwracam osobiście uwagę uczniom na brak maseczek. Od tego są nauczyciele dyżurujący i wychowawcy klasy. Oczywiście grzecznie zwracają uwagę na zakrywanie ust i nosa w odpowiedni sposób. Jeśli tego nie ma, to proszą o dystans. Proszą, a nie izolują, jak w tym liście twierdzą rodzice.
Rada Rodziców za dyrektorem
– Na lekcjach uczniowie nie muszą nosić maseczek. Mają taki obowiązek na częściach wspólnych. Łatwiej jest bowiem zlokalizować zakażenie w klasie niż np. na korytarzu. Ja te zasady rozumiem i wydają mi się sensowne, szczególnie dziś. Myślę, że uniknęliśmy w szkole najgorszego, gdzie nawet zdalne nauczanie byłoby niemożliwe – dodaje dyrektor.
Stanowisko w tej sprawie przesłała nam też Rada Rodziców Dwójki: – Wspólnie z dyrekcją uznaliśmy, iż mając na celu bezpieczeństwo pedagogów, dzieci, oraz ich rodzin przychylamy się do obowiązku zakrywania ust i nosa w częściach wspólnych szkoły – czytamy w piśmie. – Szkoła jest miejscem, które ma nauczyć dzieci odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale też za innych. Pozwalając dzieciom na dowolność w sprawie noszenia maseczek doprowadzamy do wprowadzenia chaosu i utraty autorytetu pedagogów.
Paweł Galek



12 Responses to "Maseczkowy terror w szkole?"