Matura jest często nazywana świadectwem dojrzałości. Ale… do czego?

Politykę odkładam do jutra. Tymczasem trwają „boje” parlamentarne o ratyfikację planu odbudowy popandemijnej; piszę boje w cudzysłowie, bo coraz bardziej mnie to pustosłowie i patos sejmowy nużą. Ale – zobaczymy; na to, by stało się coś rzeczywiście istotnego, nadziei specjalnej nie mam.
Wobec tego kilka słów o innych sprawach. Bardzo mnie niepokoi moja tenisowa sympatia Iga Świątek, nie dlatego, że źle gra (bo wręcz przeciwnie), ale zaobserwowałem pewien jej niezwykły odruch: takie mimowolne rzucanie głową. Przedtem tego nie było, od przedostatniego meczu się nasila. Mam nadzieję, że ma w ekipie lekarza; obym się mylił, ale potrzebna jest konsultacja neurologiczna. Mój zaprzyjaźniony emerytowany profesor neurochirurg też na to zwrócił uwagę. I to jest zupełnie inny odruch niż ten, z którego słynie Rafa Nadal – myślę o jego rytualnym dotykaniu nosa i paru innych miejsc przed każdym serwem. Niepokojące.
Drugi dzisiejszy mój temat to matury. Moim zdaniem, coraz bardziej bez sensu. Wydajemy jako państwo pieniądze na czynności, które w gruncie rzeczy niczemu nie służą. Gdyby zrezygnować z obowiązkowej matury w szkołach, a wrócić do egzaminów wstępnych na uczelniach, byłoby – moim zdaniem – dużo sensowniej. Mimo wszystko spory odsetek maturzystów dalszej nauki nie podejmuje, więc po co ich męczyć? Na uczelniach egzaminowano by tylko tych, którzy pragną studiować; praw młodzieży do nauki w niczym by to nie ograniczyło, bo można by było podchodzić do tej próby dowolnie wiele razy i na dowolnej uczelni. A jeśli uczelni (niestety, tak jest w sektorze prywatnym) zależy tylko na czesnym, a egzaminu zorganizować nie chce lub nie umie, to zamiast konkursu matur – i tak w wypadku niektórych uczelni fikcyjnego – można policzyć średnią z dwóch ostatnich lat nauki.
Ja wiem, to magia słowa. Matura jest często nazywana świadectwem dojrzałości. Ale… do czego? Małżeństwo matury nie wymaga, podjęcie pracy w bardzo licznym zestawie zawodów – jak wyżej; o rodzicielstwie już w ogóle nie wspomnę. Więc może dajmy sobie spokój z tą zabawą?

Bogdan Miś, matematyk, informatyk oraz wybitny polski dziennikarz prasowy i telewizyjny. Obecnie na emeryturze.

Leave a Reply

Your email address will not be published.