MEN chce produkować technopatów

piotr samolewiczKilka dni spędziłem w Sandomierzu. Miasta leżącego na nadwiślańskiej skarpie nie trzeba zachwalać od czasu, gdy spopularyzowała je telenowela „Ojciec Mateusz”. Doceniając zasługi ojca Mateusza, trzeba jednak stwierdzić, że w Sandomierzu nie jest najważniejszy telewizyjny ksiądz z rowerem.

O wiele ważniejszy jest kulturowy klimat tego grodu, na który składają się perły architektury. W mieście nad Wisłą spotykają się: sztuka romańska, gotyk, renesans, barok i klasycyzm. Wszystkie te zabytki tworzą harmonijną całość, świadczą o ciągłości naszej historii i tradycji.

Wycieczkę do Sandomierza polecam głównie urzędnikom MEN, którzy ograniczyli listę lektur szkolnych w gimnazjach, usunęli z niej m.in. arcydzieło literatury światowej „Pan Tadeusz”. Polecam im zwłaszcza doły, parowy i jary Wyżyny  Sandomierskiej. Jest ich tak wiele, że tworzą istny labirynt, skomplikowany układ z krzyżującymi się nawet pięcioma i sześcioma drogami. W tych labiryntach, gdyby nie drogowskazy i przydrożne kapliczki, można łatwo się zgubić, pomieszać kierunki świata.

Takimi drogowskazami w życiu Polaków była zawsze literatura, która wskazywała im, jak żyć, jak być dobrym obywatelem, jak troszczyć się o Polskę i o nią spierać, jak odczuwać i rozumieć piękno. Teraz urzędnicy MEN chcą pozbawić Polaków tych życiowych i estetycznych drogowskazów. Chcą ich zredukować do roli technokratów (a raczej technopatów) i konsumentów, tłumacząc to tym, że literatura piękna jest kulą u nogi w marszu do nowoczesności.

Ich argumentacja jest oczywiście chybiona, bo przecież przedwojennym i powojennym inżynierom w projektowaniu i budowaniu wspaniałych mostów, domów i statków nie przeszkadzał ani Sienkiewicz, ani Mickiewicz. W czym dziś Sienkiewicz i Mickiewicz mieliby przeszkadzać informatykom i biotechnologom, doprawdy trudno powiedzieć. Chyba tylko w stawaniu się wykorzenionymi Europejczykami.

Piotr Samolewicz

One Response to "MEN chce produkować technopatów"

Leave a Reply

Your email address will not be published.