
OLSZANICA. Wciąż nie wiadomo, dlaczego mieszkaniec Olszanicy został zamordowany.
Jest już opinia z krakowskiego zakładu medycyny sądowej w sprawie zabójstwa mieszkańca Olszanicy. Śledczy z policjantami ustali różne rzeczy, ale… przełomu nadal nie ma i nawet nie wiadomo, dlaczego ktoś zabił człowieka, który tak naprawdę nikomu nie wadził. Być może 61-latek był świadkiem pewnego zdarzenia i dlatego musiał zginąć.
18 października 61-letni mieszkaniec Olszanicy wyszedł z domu do lasu. Nie wracał, więc rodzina zgłosiła zaginięcie. Podczas poszukiwań w lesie dwóch jadących quadem GOPR-owców zaatakował niedźwiedź. Ratownicy zdołali uciec, jednak zwierzę swoim agresywnym zachowaniem przerwało akcję w lesie. Wkrótce 61-latek został znaleziony martwy w masywie leśnym nieopodal Olszanicy. Wiadomo, że mężczyzna miał rany cięte nóg i przedramienia. Co więcej, ciało miało wiele ran drążących, czyli inaczej mówiąc kłutych na twarzy i głowie. Połamane były również kości czaszki.
Do zabójstwa użyto noża i kolczaste narzędzie
– Opinia biegłych potwierdza, że doszło do zabójstwa, ale będziemy wnosić o jej uzupełnienie. Biegli stwierdzili m.in., że mężczyzna ma na głowie i dłoniach rany zadane ostrym – tnącym narzędziem, prawdopodobnie nożem. Ale ma także inne rany, które zostały zadane, jak stwierdzili biegli, kolczastym narzędziem. Jakim? Tego nie wiemy. Ustaliliśmy, że mężczyzna nie miał żadnych konfliktów, był dobrze postrzegany przez inne osoby. Badamy różne wersje, w tym m.in. takie, że zabójcą lub zabójcami mogą być kłusownicy lub przemytnicy, a mężczyzna był świadkiem jakiegoś zdarzenia i dlatego zginął – mówi Maria Chrzanowska, szefowa prokuratury w Lesku.
Grzegorz Anton



2 Responses to "Mężczyzna zginął, bo mógł być świadkiem jakiegoś zdarzenia"