Miał szczęście, bo robił to, co lubił

– Pamiętam, kiedy mówił, że sobie nie wyobraża życia po przejściu na emeryturę. Nie potrafiłby siedzieć przed telewizorem w kapciach – wspomina córka Jerzego Dyni, rzeszowskiego dokumentalisty podkarpackiego folkloru, dziennikarza i jazzmana. Wczoraj minął rok od jego odejścia. Miał 85 lat. Fot. Archiwum prywatne

Radiowiec, redaktor telewizyjny, artysta, muzyk, dokumentalista folkloru i publicysta – tym profesjom poświęcił ponad 50 lat życia. Bez przesady można stwierdzić, że był tytanem pracy. – Był pracoholikiem. Nie mogę powiedzieć, że nie. Często nie było go w domu – wpadł, zjadł i gonił dalej. Na jakieś nagrania, albo w teren – opowiada córka. Jerzy Dynia urodził się w 1935 r. w Stanisławowie. Był absolwentem II Liceum Ogólnokształcącego i Państwowej Średniej Szkoły Muzycznej II st. w Rzeszowie oraz Akademii Muzycznej w Krakowie.

Zawsze w ruchu

Skupiał się na upowszechnianiu tradycyjnej muzyki ludowej. Nagrywał kapele i zespoły folklorystyczne. Przez kilkanaście lat był redaktorem Rozgłośni Polskiego Radia w Rzeszowie, a przez ostatnie 4 lata pracy w tej placówce, szefem redakcji muzycznej. Współpracował również z TVP3 Rzeszów. W drugiej połowie lat 80. był dyrektorem naczelnym ówczesnej Państwowej Filharmonii im. A. Malawskiego w Rzeszowie, grał też w zespole Old Rzech Jazz Band.
– Wiedzę miał bardzo szeroką, był pasjonatą – nie kryje rodzina. Działał przy realizacji ogólnopolskiego programu telewizyjnego „Mapa folkloru”, tworzył również cykliczne audycje „Spotkania z folklorem”, przedstawiające ludowe kapele, śpiewaków, zespoły śpiewacze oraz grupy obrzędowe. Prezentował w nich również większość przeglądów folklorystycznych czy konkursów sztuki ludowej, które odbywały się na terenie Podkarpacia. – Bywało, że prosił moją mamę, żeby nagrywała jego programy. Bardzo pilnował, żeby wszystko, co dokumentował, po nim zostało – mówi córka dziennikarza.
Nie przerwał swojej działalności po przejściu na emeryturę. – Pamiętam, kiedy mówił, że sobie tego nie wyobraża. Nie potrafiłby siedzieć przed telewizorem w kapciach. Musiał coś robić. Non stop gdzieś jeździł, nagrywał programy, festiwale – wspomina córka. Za swoją niestrudzoną pracę otrzymał prestiżową nagrodę im. Oskara Kolberga i dwukrotnie regionalne nagrody im. Franciszka Kotuli.

Co dawało mu siłę

Od 2002 r. realizował kolejny cykl programów pt. „Mapa folkloru Podkarpacia”, którego celem było przypominanie postaci najstarszych twórców ludowych – wiejskich muzykantów, tancerzy, śpiewaków, którzy do tej pory działali w naszym regionie. Powstał w ten sposób niepowtarzalny zbiór zapisów utrwalający obraz dawnej, odchodzącej w przeszłość wsi. Jerzy Dynia do końca życia pracował z energią. – Był ciągle w ruchu, między ludźmi, chyba to dawało mu siłę – mówi wnuczka Natalia. Miał przy tym naturalny dar swobodnego występowania przed kamerą i mówienia do mikrofonu. Przykuwał uwagę i potrafił zainteresować. – Pracował dużo, ale sam też tak mówił, że ma to szczęście, iż robi w życiu to, co lubi – dodaje Natalia.
Od 2003 r. na łamach „Echa Rzeszowa”, miesięcznika wydawanego przez Towarzystwo Przyjaciół Rzeszowa, zaczęły ukazywać się felietony Jerzego Dyni zatytułowane „Z mojej loży”. Z tekstów przebijała fascynacja kulturą, muzyką i szacunek dla tradycji. W 2010 r. ukazała się również książka „Rzeszów z mojej loży” będąca zbiorem felietonów, jakie ukazywały się w ciągu 8 lat na łamach Echa. Część druga wyszła w roku 2015. Pisał również artykuły do miesięcznika „Nasz Dom – Rzeszów”.
Prywatnie lubił jeździć na działkę, traktował to wypoczynkowo. – Miał ciszę i spokój. Wydaje mi się, że w ogóle nie lubił siedzieć w domu – stwierdza wnuczka. – Jeśli chodzi o rodzinę, był osobą opiekuńczą, dbającą o więzi. Zawsze się wszystkim interesował, pytał o szkołę. Mimo ogromu zajęć, codziennie znajdował czas na wspólny obiad z rodziną – dodaje.

Przyzwoity szef

Dziennikarz był także autorem zbioru melodii ludowych „Muzyka wiejskich kapel z Podkarpacia”. – Był bardzo inteligentnym, pracowitym i wartościowym człowiekiem. Miał ambicje i kulturę osobistą – mówi Tadeusz Karczmarz, jego wieloletni przyjaciel i kolega z zespołu Old Rzech Jazz Band. Pan Tadeusz poznał Jerzego Dynię wiele lat temu, kiedy zaczął grać w jednej z rzeszowskich restauracji. Studiowali też razem w Krakowie. – Nawet jeździliśmy razem samochodem czy pociągiem, choć on studiował u innego profesora – mówi klarnecista. – Miał swoje mankamenty, jak każdy, ale nadrabiał zaletami – śmieje się. Był dobrym organizatorem życia muzycznego, potrafił pokazać się w oficjalnych sytuacjach w dziedzinie kultury. – W okresie, kiedy zaczął pracować w radiu miał już bazę, którą mógł wykorzystać w załatwianiu pewnych spraw związanych z zespołem i organizacją imprez. To go „wkręciło” – mówi Karczmarz.
Jerzy Dynia był również współzałożycielem Zespołu Pieśni i Tańca „Rzechy” z Rzeszowa oraz kierownikiem muzycznym, autorem opracowań i aranżacji dla zespołu „Bandoska” działającego w Wojewódzkim Domu Kultury w Rzeszowie. W 2020 r. był jurorem podczas 18. Międzywojewódzkiego Przeglądu Grup Obrzędowych „Wątki Folkloru Ludowego” w Starym Dzikowie. Zasiadał w jury Festiwalu Piosenek Katarzyny Sobczyk „O Złotą Różę Małego Księcia” w Tyczynie.
Często można go było spotkać w teatrze lub kinie. Z przyjemnością uczestniczył w życiu kulturalnym Rzeszowa. Uwielbiał spotkania z ludźmi i długie rozmowy o życiu kulturalnym miasta. W 2016 r. powstał o nim film, który pokazuje kulisy realizacji programu „Spotkania z folklorem”, prezentuje wypowiedzi współpracowników dziennikarza i jego osiągnięcia.

Kinga Siewierska

Leave a Reply

Your email address will not be published.