
STALOWA WOLA. – Bóg, wybierając świętego z grona Polaków, wzywa was, żebyście szli po drodze wytyczonej przez Jana Pawła II – przekazuje Floribeth Mora Diaz, cudownie uzdrowiona ze śmiertelnej choroby za wstawiennictwem świętego.
Dwa tygodnie temu , podczas mszy kanonizacyjnej niosła do ołtarza w Watykanie relikwie krwi Jana Pawła II. W niedzielę z mężem i dwoma synami przyjechała do Stalowej Woli. Z mieszkańcami miasta spotkała się w najmniejszym stalowowolskim kościele akademickim. Spotkanie musiało być transmitowane na zewnątrz, a po nim odbyło się jeszcze jedno. – Nie wiem, dlaczego Bóg wybrał mnie. Trzeba o to spytać świętego Jana Pawła II – odpowiedziała na jedno z pytań prawnik z Kostaryki.
Do Polski przyleciała prosto z Rzymu. Jej wizyta była jednak przygotowywana dużo wcześniej. Propozycja odwiedzin w Stalowej Woli została zgłoszona jeszcze w lutym. Floribeth Mora Diaz zamierza do 17 czerwca odwiedzić ok. 40 polskich miejscowości. Wybiera te, w których są parafie prowadzone przez księży werbistów, albo jest szczególny kult Jana Pawła II.
Zamknęła oczy, by nie zapomnieć intencji
– Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus – przywitała się po polsku z zebranymi. Brawa za językową polskość zachęciły przybyłą do osobistych zwierzeń. W kwietniu 2011 r. doznała krwotocznego udaru mózgu. W klinice lekarze ratując życie pięćdziesięciolatce odkryli tętniaka mózgu. Niestety, umiejscowiony był tak, że nie nadawał się do operacji. Została wypisana do domu, wcześniej dowiedziawszy się, że został jej miesiąc życia. Poprosiła najbliższych, by modlili się z nią. Prośby do Boga o dobrą śmierć kierowała za pośrednictwem Jana Pawła II, którego beatyfikacja się zbliżała. W dniu wyniesienia Polaka Papieża na ołtarze usłyszała głos: „Podnieś się. Nie lękaj się. Idź”. Posłuchała. – Już wtedy wiedziałam, że to cud – wspomina dziś. – A wcześniej modliłam sie do takiego zwykłego, szarego zdjęcia Jana Pawła II w jednej z gazet.
O cudownym uzdrowieniu powiedziała dopiero po tygodniach. Nikt wokół nie mógł w to uwierzyć, a zwłaszcza lekarze. Ci, wypisując ją z kliniki i informując o miesiącu życia, dali do ręki skierowanie na badanie tomograficzne za… 7 miesięcy. Jak widać, nie tylko w Polsce jest to praktykowane. – Było to i smutne i śmieszne – mówi dzisiaj Floribeth. Później były badania i niedowierzania w wielu seriach i klinikach. W końcu jej powrót do zdrowia został uznany za cud i w dniu ogłoszenia terminu kanonizacji Jana Pawła II, obwieszczono to światu. Finałem była msza kanonizacyjna, podczas której „bała się ogromnie i niosąc relikwie zamknęła oczy, by nie zapomnieć wszystkich intencji”, z którymi jechała do Stolicy Piotrowej.
Krajem świętego zauroczona
Polska jej się bardzo podoba, nie tylko przez to, że po naszej ziemi chodził święty. Przemierza kraj wszerz i wzdłuż. Do Stalowej Woli trafiła przez przypadek, ale czy osoba dotknięta cudem może wierzyć w przypadki? „Przypadek” sprawił, że gospodarze najmłodszej stalowowolskiej parafii mają kolegów nie tylko w Polsce. O. Franciszek Filar, werbista który teraz towarzyszy Floribeth Mora Diaz w podróży po Polsce skontaktował się wcześniej z proboszczem parafii pw. Jana Pawła II i dlatego najmniejszy kościół był wczoraj najbardziej zatłoczony.
Jerzy Mielniczuk


