Miało być tak pięknie

„Nie daj się wylosować!” – krzyczały do nas przez ostatnie 15 lat reklamy Otwartych Funduszy Emerytalnych. A że reputacja ZUS-u była, mówiąc delikatnie, wątpliwa, łatwo uwierzyliśmy w „emerytury pod palmami”. Dzisiaj, po tych kilkunastu latach widzimy, że na emerytury w ciepłych krajach mogą sobie pozwolić co najwyżej osoby zarządzające naszymi składkami, bo przecież 10 mld prowizji, jakie pobrały OFE za tzw. zarządzanie, to całkiem spora sumka.

A zarządzać nimi nie było wcale tak trudno, jakby się to mogło wydawać, bo reguły i ryzyko inwestowania od samego początku jasno regulowała ustawa. Tam, gdzie OFE mogłyby dla przyszłych emerytów zarobić najwięcej, czyli na giełdzie, inwestować mogły maksymalnie 40 proc. ich oszczędności, a zdecydowaną większość lokowały w bezpiecznych obligacjach i innych papierach gwarantowanych przez Skarb Państwa. To właśnie dlatego różnice w zyskach między poszczególnymi towarzystwami były znikome, a konkurencja rozgrywała się raczej na poziomie prowizji dla akwizytorów. Na emerytalne kokosy nie było zatem szans, ale o tym mało kto mówił.

Zastanawiające jest również to, że dopiero po 12 latach władza zauważyła, że tak skonstruowane OFE zwiększają zadłużenie publiczne. Jak to możliwe, że ówczesny premier Jerzy Buzek, jeden z architektów II filaru, jest dziś w jednej partii z Jackiem Rostowskim, czyli jednym z największych krytyków OFE? Cóż to za tolerancyjna i otwarta partia!

A może właśnie tak to było od samego początku zaprojektowane? Zbierać składki, zarobić te parę groszy dla emerytów (bo OFE mimo wszystko są na plusie), a jak przyjdzie do wypłacania emerytur to zwijamy interes, bo to się już mniej opłaca? Co się stanie teraz z prawie 300 mld zł oszczędności? Patrząc na coraz poważniejsze problemy budżetowe nie jest wykluczone, że zostaną wykorzystane do załatania bieżącej dziury w ZUS-ie, czyli de facto przejedzone.

A miało być tak pięknie.

Arkadiusz Rogowski

7 Responses to "Miało być tak pięknie"

Leave a Reply

Your email address will not be published.