
RZESZÓW. Kiedy znajdą się pieniądze na przebudowę basenów? Może za 3 lata…
Multimedialna fontanna za przeszło 6 mln. zł, okrągła kładka za ponad 12 mln. zł. Jak to się dzieje, że na zbędne dla Rzeszowian inwestycje miasto pieniądze ma, a na wyczekiwaną przez mieszkańców budowę nowoczesnych basenów w Rzeszowskim Ośrodku Sportu i Rekreacji przy Pułaskiego funduszy wciąż brakuje?
Od kilku lat ROSiR jest w stanie remontu, lecz jego finalizacji, czyli realizacji najważniejszych dla mieszkańców atrakcji wodnych doczekać się jakoś nie można.
– W roku ubiegłym wykonany został węzeł ciepłowniczy z instalacją solarną, który służy do podgrzewania wody pod natryskami i w łazienkach oraz wody w basenie krytym, jak również wyremontowany został budynek sanitarno-szatniowy od strony ul. Pułaskiego – mówi Janusz Makar, dyrektor ROSiR-u.
– Obecnie trwają roboty przy budowie stacji uzdatniania wody basenowej. W planach mamy przebudowę basenów otwartych i wykonanie w nich atrakcji dla mieszkańców. Najgłębszy basen (wyczynowy) pozostanie jako typowo pływacki. Gejzery, grota wodna i dzika rzeka będą się znajdować w basenie drugim, rekreacyjnym, a brodzik zostanie podzielony na dwie części: pierwszą dla maluchów (2-3 lata) i drugi dla trochę starszych dzieci. Planowana jest również modernizacja istniejącej fontanny, która przybierze formę brodzika oraz całkowita przebudowa trybuny pomiędzy basenem wyczynowym, a kortami tenisowymi. Chcemy wybudować zaplecze dla kortów i sanitariat oraz przebudować sieci instalacji podziemnych, które maja już ponad 50 lat. W planach jest również przebudowa chodników i nowe oświetlenie.
Kiedy będzie można korzystać z atrakcji? – To kwestia przyznania nam środków na realizację prac. Z tego co wiem etap końcowy inwestycji ma przypaść ponoć na rok 2015. – tłumaczy Makar.
Na wykonanie prac potrzeba ok. 10 mln zł. Miasto chce zarezerwować na to fundusze w budżecie na 2013 r. Asekuracyjnie zastrzega jednak, że budżet może nie udźwignąć takiego ciężaru i realizacje prac trzeba będzie rozłożyć w czasie. Wszystko wskazuje więc na to, że na atrakcje poczekamy jeszcze – i to całkiem długo.
Katarzyna Szczyrek


