
STALOWA WOLA. Magistrat chciał zrobić kibicom niespodziankę, ale ta okazała się za droga dla urzędu. Kibicom pozostało oglądanie ME w przytulnej knajpianej atmosferze.
Przed Miejskim Domem Kultury miała być strefa kibica. Nie będzie, bo miasto miało przygotowane 7 tys. zł na sublicencję, a firma pełnomocna Polsatu zaproponowała „na wejściu” 154 tys. zł za same prawa do transmisji. Dojść do tego musiały koszty aparatury, infrastruktury i chociażby zabezpieczenia. Tym sposobem Stalowa Wola bez miejskiej strefy kibica stanęła w rzędzie z takimi miastami, jak Warszawa, Kraków czy Poznań. One też pokazały Polsatowi gest Kozakiewicza.
To nie pierwsze podejście Stalowej Woli do miejskiej strefy kibica. Poprzednie, dwa lata temu, gdy były Mistrzostwa Świata, skończyło się podobnie. Wtedy nawet była już gotowa aparatura, ale koszty transmisji – mówiąc po piłkarsku – powaliły miasto na kolana.
W interesach litości nie ma
Wielki telebim miał stanąć na pl. Piłsudskiego. Wygląda na to, że włodarze miasta chcieli zrobić kibicom niespodziankę. Gdy niespodzianka nie wypaliła, prezydent Lucjusz Nadbereżny o kulisach negocjacji powiedział na piątkowej sesji Rady Miejskiej. Tuż przed rozpoczęciem Mistrzostw Europy. – Wszystko ma swoje granice – włodarz miasta rozwiał nadzieje kibiców. Prawdą jest, że Polsat dopiero na kilkanaście dni przed ME ujawnił stawki za licencje na publiczne odtwarzanie wszystkich 51 meczów kontynentalnego czempionatu. Niemniej 7 tys. zł w kieszeni miejskiego wysłannika idącego na rozmowy z Polsatem może przypominać wadium, a nie kwotę do negocjacji. Posiadacz UEFA-wskiej licencji zgodę na zezwolenia odnosi do liczby potencjalnych oglądaczy. W przypadku miast, do liczby zamieszkałych. Miesiąc przed telebimem dla kibiców, kosztowałby stalowowolski magistrat ok. ćwierć miliona zł.
Dwa lata temu strefa kibica miała być na stadionie. Polsat wtedy też dysponował prawami do transmisji. Magistrat pod ówczesną prezydenturą Andrzeja Szlęzaka wiele sobie obiecywał, bowiem właściciel Polsatu bywał w Stalowej Woli „w interesach”. W interesach nie ma jednak litości i gdy doszło do rozmów, padły kwoty o których miasto też nie myślało. Aczkolwiek miasto było przygotowane na kwoty zdecydowanie wyższe od teraz oferowanych 7 tys. zł. Umarłemu kadzidło nie pomoże, ale praw do retransmisji nie wykupiły też takie miasta jak Poznań (tamtejszy magistrat ujawnił, że sprzedający chciał ok. 2 mln zł), Warszawa (w obawie przed szczytem NATO), Kraków i całe Trójmiasto. Nie stać na nią było też Wrocławia, było nie było Europejskiej Stolicy Kultury.
jam


