Miasto zabiega o kilkanaście milionów złotych na tereny zielone

Pomnikowe topole są atrakcją błoni nad Sanem. Jedni między nimi spacerują, inni traktują jako ogniskowy opał podczas dzikich biesiad. Ostatnie można jeszcze uratować. Fot. Jerzy Mielniczuk
Pomnikowe topole są atrakcją błoni nad Sanem. Jedni między nimi spacerują, inni traktują jako ogniskowy opał podczas dzikich biesiad. Ostatnie można jeszcze uratować. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Po latach błagań z każdej strony, magistrat opracował projekt rewitalizacji najbardziej urokliwych zakątków miasta.

Stalowa Wola wystartowała w rządowym konkursie na zagospodarowanie błoni nad Sanem. To najatrakcyjniejszy pod względem rekreacji teren w mieście i najbardziej zaniedbany. Podobnie z parkiem w Charzewicach, który kiedyś był własnością Lubomirskich. I nad Sanem, i wokół charzewickiego dworu rosną pomnikowe drzewa. Lata zaniedbań spowodowały, że przywrócenie im życia kosztować będzie ponad 12 mln zł.

Magistrat zabiega o rządowe pieniądze na rewitalizację terenów zielonych. Wartość prac w obu zielonych enklawach miasta oszacowano na 12,5 mln zł. Wiadomo, że miasto nie dostanie pełnej kwoty, ale obojętnie jaki zastrzyk finansowy będzie pomocny. Starych drzew z każdym rokiem jest coraz mniej i jeżeli Stalowa Wola nawet nie dostanie żadnych pieniędzy, będzie musiała własnym kosztem zmierzyć się z problemem.

Rewitalizacja nadsańskich błoni była w każdym programie wyborczym i jak dotąd żadna ekipa nawet nie próbowała coś z tym zrobić. Problemem były chociażby kwestie własnościowe. Nikt też dokładnie nie wiedział, którędy pobiegnie obiecana latami obwodnica miasta. Przebieg drogi obwodowej jest już znany, a całe błonia udało się w ostatnich miesiącach skomunalizować. Są już miejskie i można w nie inwestować. To przeszło 50 ha terenu bardzo zdegradowanego. Samo jego dwukrotne koszenie w ciągu roku to koszt bliski 100 tys. zł. Dojdą do tego umocnienia, nowe nasadzenia i mała architektura. W pierwszych planach miasta sprzed wojny był to teren wypoczynku dla mieszkańców. Nikt dziś nie myśli o torze wioślarskim, który – niestety, tylko na planie – przecinał błonia, ale jest możliwa mała żegluga po dolnym odcinku Sanu, która latami funkcjonowała.

Większej staranności wymaga podejście do parku w Charzewicach. Lubomirscy przez lata gospodarowania nasadzili w nim wiele, nawet egzotycznych drzew. Pod względem przyrodniczej różnorodności i oryginalności, jest porównywany do arboretum w Bolestraszycach. Niestety tylko pod względem oryginalnych nasadzeń, bo w rzeczywistości jest to ruina, która pochłonie wiele pracy i pieniędzy. To są oczywiście zaniedbania z poprzedniej epoki, ale nic nie zwalnia obecnych władz od odpowiedzialności za mienie komunalne. Tym bardziej mienie o historycznej wartości. Terminów prac przywracających życie obu zielonym terenom jeszcze nie ma. Poza jednym. Późną wiosną dowiemy się, kto te prace będzie sponsorował.

jam

Leave a Reply

Your email address will not be published.