
STALOWA WOLA. Po latach błagań z każdej strony, magistrat opracował projekt rewitalizacji najbardziej urokliwych zakątków miasta.
Stalowa Wola wystartowała w rządowym konkursie na zagospodarowanie błoni nad Sanem. To najatrakcyjniejszy pod względem rekreacji teren w mieście i najbardziej zaniedbany. Podobnie z parkiem w Charzewicach, który kiedyś był własnością Lubomirskich. I nad Sanem, i wokół charzewickiego dworu rosną pomnikowe drzewa. Lata zaniedbań spowodowały, że przywrócenie im życia kosztować będzie ponad 12 mln zł.
Magistrat zabiega o rządowe pieniądze na rewitalizację terenów zielonych. Wartość prac w obu zielonych enklawach miasta oszacowano na 12,5 mln zł. Wiadomo, że miasto nie dostanie pełnej kwoty, ale obojętnie jaki zastrzyk finansowy będzie pomocny. Starych drzew z każdym rokiem jest coraz mniej i jeżeli Stalowa Wola nawet nie dostanie żadnych pieniędzy, będzie musiała własnym kosztem zmierzyć się z problemem.
Rewitalizacja nadsańskich błoni była w każdym programie wyborczym i jak dotąd żadna ekipa nawet nie próbowała coś z tym zrobić. Problemem były chociażby kwestie własnościowe. Nikt też dokładnie nie wiedział, którędy pobiegnie obiecana latami obwodnica miasta. Przebieg drogi obwodowej jest już znany, a całe błonia udało się w ostatnich miesiącach skomunalizować. Są już miejskie i można w nie inwestować. To przeszło 50 ha terenu bardzo zdegradowanego. Samo jego dwukrotne koszenie w ciągu roku to koszt bliski 100 tys. zł. Dojdą do tego umocnienia, nowe nasadzenia i mała architektura. W pierwszych planach miasta sprzed wojny był to teren wypoczynku dla mieszkańców. Nikt dziś nie myśli o torze wioślarskim, który – niestety, tylko na planie – przecinał błonia, ale jest możliwa mała żegluga po dolnym odcinku Sanu, która latami funkcjonowała.
Większej staranności wymaga podejście do parku w Charzewicach. Lubomirscy przez lata gospodarowania nasadzili w nim wiele, nawet egzotycznych drzew. Pod względem przyrodniczej różnorodności i oryginalności, jest porównywany do arboretum w Bolestraszycach. Niestety tylko pod względem oryginalnych nasadzeń, bo w rzeczywistości jest to ruina, która pochłonie wiele pracy i pieniędzy. To są oczywiście zaniedbania z poprzedniej epoki, ale nic nie zwalnia obecnych władz od odpowiedzialności za mienie komunalne. Tym bardziej mienie o historycznej wartości. Terminów prac przywracających życie obu zielonym terenom jeszcze nie ma. Poza jednym. Późną wiosną dowiemy się, kto te prace będzie sponsorował.
jam


