
RZESZÓW. – Inwestor wszedł, ale ryb nie odłowił. Jak tak można? – pytają oburzeni mieszkańcy ul. Jana Stączka na Załężu.
– To zwykły bandytyzm w biały dzień – oburzają się mieszkańcy Załęża, gdzie firma wynajęta przez Urząd Miasta zasypała ziemią nieduży staw przy ul. Jana Stączka. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że zrobiła to bez oglądania się na żyjące w nim ryby, a tych było sporo. Teren ma zostać sprzedany przez miasto.
– Myśmy się przygotowali, że strażacy wypompują tę wodę, a my weźmiemy te ryby i przewieziemy albo do zbiornika w Trzcianie albo do Wólki Niedźwiedzkiej. No ale inwestor wszedł, a ryb nie odłowił. Ja nie wiem gdzie jest jakiś nadzór nad tym, gdzie są ekologowie – mówi Bronisław Jakubowski, który mieszka nieopodal zasypanego stawu. Ocenia, że żyło w nim około 200-300 kg ryb.
Zupełnie inaczej przedstawia całą sprawę kierownik prac. Według niego ryb nie było dużo – 20 może 30. – Część się złapało, a część przeganiamy na drugą stronę i będziemy odławiać. Jakiś gość chce je sobie zabrać do stawu – mówi pan Kielar wskazując na stojącego po drugiej stronie mężczyznę. Tyle, że ten nic o tym nie wie i wręcz wybucha śmiechem, gdy go o to pytamy.
Po południu na terenie stawu rozgorzała gorąca dyskusja. – Jak to tak można? – pytali mieszkańcy. Pojawiła się nawet straż miejska oraz pracownicy z ochrony środowiska. – Oczywiście, że ryb nie można tak po prostu zasypać. Ale musimy ustalić na spokojnie kolejność robót, co tak naprawdę tutaj zrobiono – mówi Marcin Miąsik, po. Dyrektora Wydziału Gospodarki Komunalnej. Tłumaczy również, że w stawie pełniącym funkcję zabezpieczenia przeciwpożarowego ryb nie powinno być w ogóle, co jednak nie zwalnia pracowników firmy z odpowiedzialności za trzymanie się standardów ochrony środowiska.
***
Wersje są zatem dwie i to bardzo rozbieżne. Z tego co my zobaczyliśmy na miejscu, bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz oburzonych mieszkańców ul. Jana Stączka, bowiem tuż przed godz. 11 ani w stawie, ani wokół niego nie było widać już żadnej ryby. Do tematu będziemy wracać.
Arkadiusz Rogowski



10 Responses to "Miasto zasypało staw. Razem z rybami"