
PODKARPACIE, RZESZÓW. Winni całego zamieszania są… urzędnicy.
– Dlaczego my mamy płacić 600 zł miesięcznie za błąd urzędnika? – pyta Wiesław Czado, współwłaściciel budynku przy ul. Piłsudskiego (naprzeciwko ZUS-u). W 2007 roku miasto sprzedało prywatnemu właścicielowi sąsiadujący z jego kamienicą parking do samej ściany budynku, nie zważając na istniejące tam schody. Teraz właściciel parkingu żąda ich zburzenia bądź opłaty 600 zł miesięcznie za korzystanie, bo właśnie na tyle wycenia dodatkowy utarg, jaki mógłby mieć z większego parkingu.
Współwłaściciele nie zgadzają się na jego warunki, bo to nie oni wybudowali te schody. – Jak można było sprzedać działkę po ścianie, gdzie są okna i teraz nie ma możliwości jakiejś zabudowy? Przecież w przypadku budowy czegoś większego będziemy się zaraz procesować – skarży się Pan Czado i ma pełną rację. Zgodnie z prawem parking ten powinien zostać sprzedany z zachowaniem 4-metrowej granicy do budynku, co zresztą dobrze obrazuje linia starego krawężnika.
Niedopatrzenie?
Z drugiej jednak strony trudno też dziwić się właścicielowi parkingu, że rości sobie prawa do swojego majątku. – Tu nie chodzi o pieniądze. Ojciec nie po to kupił ten plac, żeby stał tak jak obecnie. W momencie sprzedaży terenu te schody istniały w takim kształcie jak obecnie. Możliwe, że urzędnicy nie dopatrzyli w dniu sprzedaży jak wygląda stan faktyczny. A jeśli przyjechali to może po prostu machnęli na to ręką, bo nie chcieli zawracać sobie głowy tymi schodami – mówi Grzegorz Jurasz, syn właściciela. Co więcej, miasto sprzedało tę działkę nie powiadamiając o tym współwłaścicieli budynku. – Zrobili to “po cichaczu”, tak że myśmy się o tym dowiedzieli drogą pantoflową – mówi Pan Czado.
Winnych nie ma
Próbowaliśmy się dowiedzieć w Urzędzie Miasta jak doszło do tak niefortunnej sprzedaży, ale jedyne informacje uzyskaliśmy w Wydziale Geodezji: – Ja się nie zajmuję tym, czy to było możliwe. Mogę panu tylko potwierdzić fakt, że granica działki między budynkiem a parkingiem biegnie po ścianie budynku przy ul. Piłsudskiego 22. Sprzedaż nieruchomości wymaga woli dwóch stron, umowy i obecności notariusza. Ja zakładam, że jak ktoś kupuje to wie co kupuje, a teraz jeśli domaga się od innych osób profitów za korzystanie ze swoich rzeczy to ma takie prawo – wytłumaczył nam Piotr Korczykowski.
Pat na parkingu, pat w sądzie
Patowa sytuacja, do jakiej doprowadziło miasto, nie jest jednak możliwa na dłuższą metę, bo plan zagospodarowania tego terenu wyraźnie pokazuje, że nie ma możliwości żeby te schody istniały. Właściciel parkingu, który planuje tu inwestycje, sprawę do sądu przeciwko mieszkańcom budynku skierował już 2 lata temu, ale jej bieg utrudnia fakt, że jednym ze współwłaścicieli kamienicy jest żydówka, której miejsce zamieszkania nie jest znane i jest problem z uznaniem pełnomocnictwa.
Arkadiusz Rogowski



17 Responses to "Miasto źle sprzedało teren. Teraz mieszkańcy mają problem"