Mielczanie lepsi od lidera!

Stalowcy mają patent na Wartę. Latem pokonali ją 2-1, w niedzielę było jeszcze lepiej, a gole zdobywali Mateusz Mak i Andreja Prokić (na zdjęciu w białej koszulce). Fot. Stal Mielec

WARTA POZNAŃ – PGE STAL MIELEC. Podkarpacki zespół udowadnia, że poza domem też potrafi wygrywać.

Piłkarze PGE Stali wrócili do gry o mistrza pierwszej ligi. Byli zespołem dojrzalszym od lidera z Poznania i zasłużenie sięgnęli po 3 punkty. Pomógł bramkarz Adrian Lis, który zapomniał, że to nie 6 grudnia, gdy rozdaje się prezenty…

Lis ma 27 lat i prawdopodobnie nie popełnił dotąd tak koszmarnej pomyłki, jaka przytrafiła mu się wczoraj w 9 minucie. Nie niepokojony podał do pomocnika Stali Bartosza Nowaka, a ten wyłożył piłkę Mateuszowi Makowi. Skrzydłowy gości zdobył swojego trzeciego gola w drugim meczu, zdecydowanie najłatwiejszego, ponieważ Lisa w bramce nie było. Błąd golkipera nastąpił w okresie coraz większej przewagi Warty, która zaczynała układać sobie grę, spychając mielczan do coraz głębszej defensywy. Mając korzystny wynik, biało-niebiescy wycofali się na własną połowę i od czasu do czasu groźnie kontratakowali. Tuż przed przerwą powinni podwyższyć, lecz Grzegorz Tomasiewicz w „podcinkę” włożył za mało siły i piłkę sprzed linii zdołał wybić Jakub Kiełb.

– Stal jest groźna w tych swoich szybkich wypadach, lecz wierzę, że odrobimy straty z nawiązką i punkty zostaną w Wielkopolsce – motywował siebie i kolegów obrońca „Zielonych” przed zejściem do szatni. Jak się okazało, były to pobożne życzenia. Mielczanie prezentowali się dojrzalej od gospodarzy, którzy w końcu szczycili się posiadaniem najlepszej obrony w lidze. Za grę w defensywie cały zespół otrzymuje wysokie noty, na szczególne pochwały zasłużył jednak Mateusz Żyro. Wychowanek Legii był wczoraj nie do przejścia. Świetnie się ustawiał, grał na pograniczu przepisów, ale tego właśnie wymaga się od środkowego obrońcy.

Damian Primel miał w II połowie więcej pracy, choć interweniował tylko raz. W 77 minucie po kąśliwym strzale z daleka Mateusza Kupczaka bramkarz Stali zbił piłkę na słupek, a następnie ją złapał. Groźnie, ale niecelnie, uderzali Michał Jakóbowski i Tomasz Boczek.

Na początku II połowy Andreja Prokić pognał w swoim stylu, zostawiając za plecami obrońców Warty. Bramki nie było, gdyż podał do Tomasiewicza nie w tempo. W doliczonym czasie gry, w sytuacji trzech na jednego, Serb posłał jednak piłkę do siatki, stawiając kropkę nad „i”.

To był bez wątpienia najlepszy mecz Stali za kadencji trenera Dariusza Marca. Okazuje się, że mielczanie jednak potrafią wygrywać poza domem. Teraz nie pozostaje im nic innego, jak pójść za ciosem i przywieźć 3 punkty z Suwałk. Wciąż jest bowiem szansa nawet na 1 miejsce w tabeli przed drugą częścią sezonu.

WARTA 0
PGE STAL 2
(0-1)
0-1 Mak (9.), 0-2 Prokić (90.)

tsz

Leave a Reply

Your email address will not be published.