
MIELEC. Postawienie samochodu w centrum starówki często bywa niemożliwe.
– Zaparkowanie samochodu na Rynku graniczy z cudem – skarżą się mielczanie. Podobnie wypowiadają się radni, mówiąc, że centrum starówki stało się jednym wielkim parkingiem. Padają propozycje załatwienia problemu m.in. poprzez wprowadzenie tymczasowego parkowania. Prezydent Janusz Chodorowski (70 l.) nie chce jednak o tym słyszeć. – Ja na Rynku zawsze znajduję miejsce dla mojego samochodu – przekonuje.
W pierwotnej wersji mielecki Rynek po rewitalizacji miał być całkowicie wolny od spalin. Jednak po protestach, głównie kupców, prezydent Janusz Chodorowski (70 l.) przystał na jednokierunkową ulicę otaczającą Rynek. Konsekwencją dopuszczenia ruchu są parkingi, które jednak – jak twierdzą mieszkańcy – są zajęte i to w zasadzie 24 godziny na dobę.
Parkometry, a może znak drogowy?
– Z tego co wcześniej było mówione wynikało, że parkingi na Rynku miały być tymczasowe i służyć tylko klientom punktów handlowych – podkreśla radna Elżbieta Moskal (55 l.). – Ale chyba jest inaczej, bo samochody stoją tam na okrągło. Nawet w niedziele i w święta, kiedy nie ma handlu, cały Rynek jest nimi obstawiony. Może problem ten załatwiłyby parkometry. A może ktoś powinien pilnować, żeby te auta tam ciągle nie stały – proponuje.
Radny Edward Małek (51 l.) przyznaje, że z prośbą o pomoc zwracają się do niego przede wszystkim ludzie, którzy na Rynku prowadzą działalność gospodarczą. – Oni walczą o to, żeby parkingi tam funkcjonowały doraźnie, tymczasowo – zaznacza. – Być może znak drogowy nakazujący postój do 30 minut załatwiłby sprawę. Trzeba coś zrobić, bo Rynek nie powinien być miejscem, gdzie samochody stoją 24 godziny na dobę – dodaje Małek.
Parkingi muszą być ogólnodostępne
Prezydent Janusz Chodorowski (70 l.) jest zaskoczony skargami na brak możliwości zaparkowania na Rynku: – Nie można kategorycznie stwierdzić, że nie da się tam zostawić samochodu – uważa. – Ja bez problemów tam zaparkowałem, mam na to świadków. A to, że parkingów jest niewiele, to oczywiste. Tak samo jak to, że często są one zajęte. Ale oczywistą oczywistością jest to, że przyzwyczailiśmy się do tego, że musimy podjechać pod sklep.
– Parkingi na starówce zostały wybudowane za pieniądze z Brukseli – dodaje. – W projekcie unijnym zostało zapisane, że będą one ogólnodostępne. Parkometrów postawić tam więc nie możemy. Z kolei utrzymywanie służb, które by pilnowały, żeby kierowcy płacili za parkowanie, byłoby znacznie droższe od tego, czego mieliby pilnować. Dlatego szedłbym raczej w odwrotną stronę i przeznaczałbym parkingi na… usługi typu kawiarenki i lodziarnie.
Paweł Galek


