
MIELEC. – Gdyby rankingi uwzględniały także warunki pracy i poziom płac, to nasz szpital co roku klasyfikowałby się na szarym końcu – twierdzi Iwona Burdzy.
Szpital Powiatowy w Mielcu w najnowszym rankingu dziennika „Rzeczpospolita” zajął 35. miejsce wśród lecznic publicznych, broniąc tym samym pozycję lidera na Podkarpaciu. – Gdyby uwzględniano poziom wynagrodzenie i warunki pracy, to pewnie znaleźlibyśmy się gdzieś na szarym końcu – uważa Iwona Burdzy, wiceprzewodnicząca Zakładowej Organizacji Związkowej Pielęgniarek i Położnych w mieleckim szpitalu
– Bardzo się cieszę, że wciąż udaje nam się obronić pozycję lidera wśród publicznych szpitali podkarpackich – mówił Leszek Kołacz (59 l.), dyrektor szpitala w Mielcu. – Jako mieszkaniec tego województwa bardzo cieszyłbym się, gdyby z roku na rok szpitali sklasyfikowanych z naszego regionu przybywało. Teraz sa ich trzy: nasz, tarnobrzeski i przeworski. Nie muszę nikomu mówić, że od wielu lat sytuacja finansowa w służbie zdrowia nie jest komfortowa, ale nie tylko dajemy radę, ale staramy się również rozwijać – dodał.
„Biurokracja coraz większa, czasu dla pacjenta coraz mniej”
– Budynek szpitala wygląda pięknie, ale pracuje się w nim trudno – komentuje Iwona Burdzy, wiceprzewodnicząca Zakładowej Organizacji Związkowej Pielęgniarek i Położnych w mieleckiej lecznicy. – Gdyby w tego typu klasyfikacjach były punkty np. za warunki pracy i poziom wynagrodzeń, to pewnie znaleźlibyśmy się na szarym końcu.
– Ranking „Rzeczpospolitej” polega na tym, że każdy ze szpitali sam wypełnia sobie ankiety, w których określa poziom swoich usług medycznych, dostęp do różnych badań, wyposażenie itp. Tutaj czynnik ludzki, czyli personel, odgrywa niewielką rolę. Akredytacja, certyfikaty – to są te wymogi, które mają iść w kierunku poprawy dostępności pacjentów do usług medycznych, ale z drugiej strony my, jako personel, musimy się do tego dostosowywać.
– Bo biurokracja się powiększa. Teraz dochodzi komputeryzacja, więc wklepywanie w komputer dodatkowych informacji. A czasu dla pacjenta coraz mniej. Podczas ostatniego strajku nie wszystkie pielęgniarki opuściły swoje miejsca pracy, bo po prostu nie mogły. To tylko pokazuje jak te normy zatrudnienia w szpitalu są zaniżone – dodaje Iwona Burdzy.
Paweł Galek


