
Do redakcji „Super Nowości” zgłosili się mieszkańcy Lutoryża, którzy niedawno dowiedzieli się, że niedaleko ich domów, na prywatnej działce, powstać ma maszt telekomunikacyjny. Kilkaset osób boi się teraz, że przekaźnik negatywnie wpłynie na ich codzienne funkcjonowanie i zdrowie oraz obniży wartość okolicznych gruntów. – Nie jesteśmy przeciwko budowie masztu, lecz chcemy aby powstał on w innym miejscu – mówią protestujący.
Tego typu sprawy, co kilka miesięcy wychodzą na światło dzienne w całej Polsce. Tym razem zaniepokojeni budową masztu telekomunikacyjnego są mieszkańcy Lutoryża, którzy kilka tygodni temu dowiedzieli się o tym, że inwestycja ma zostać zrealizowana na jednej z prywatnych działek, przy DK19. Jak tłumaczą, największe obawy wzbudza fakt, że wysoki na ok. 50 metrów przekaźnik ma powstać w odległości kilkuset metrów od kościoła, szkoły oraz nowego osiedla, w którym stale przybywa domków jednorodzinnych. – Nie chcemy w tym miejscu masztu telekomunikacyjnego, gdyż obawiamy się, że będziemy poddani ciągłym i długotrwałym działaniom fal elektromagnetycznych – tłumaczy pani Aneta Perłowska, mieszkanka Lutoryża.
Co na to gmina? – W związku z tym, że operator złożył do nas wniosek o przeprowadzenie inwestycji, gmina Boguchwała opierając się o istniejące przepisy planowania przestrzennego, wydała zgodę na lokalizację inwestycji celu publicznego – wyjaśnia Krzysztof Lassota, sekretarz gminy Boguchwała. – W tej sprawie niestety nie było innego rozwiązania. W przypadku realizacji podobnego zadania w Boguchwale, chcąc pomóc mieszkańcom, wydaliśmy negatywną decyzję powołując się na zachowanie ładu przestrzennego. Inwestor zwrócił się następnie do SKO, a organ poinformował nas o tym, że naszą decyzję uchylono – dodaje.
„Gmina nie pomogła”
Mieszkańcy są rozgoryczeni tego typu retoryką gminy, ale jeszcze bardziej faktem, że przed wydaniem warunków zabudowy, nikt nie przeprowadził sensownej kampanii informacyjnej. Informacje o planowanej inwestycji wywieszano na słupach ogłoszeniowych …w trakcie epidemii koronawirusa. W ocenie mieszkańców, „wszyscy byli wtedy pozamykani w domach i każdy martwił się o swoje zdrowie, a nie myślał o jakichkolwiek inwestycjach”. – Tak naprawdę, większość mieszkańców o planowanej budowie nadajnika dowiedziała się dopiero dwa tygodnie temu od sołtysa wsi – irytuje się pani Aneta Perłowska. – Boli fakt, że wszystko działo się za plecami mieszkańców, a najgorsze jest to, że również radni gminy nie zareagowali – dodaje.
Czy mieszkańcy są całkowicie przeciwni inwestycji? – Chcemy, aby to dokładnie wybrzmiało. Nie jesteśmy przeciwko technologii, natomiast nie zgadzamy się na zlokalizowanie masztu w tym miejscu, o którym obecnie jest mowa – podkreśla Paweł Więch, mieszkaniec Lutoryża. – Chodzi o to, aby w naszym rejonie, w bliskiej lokalizacji skupiska ludności, nie doszło do sytuacji, w której eksperymentuje się na mieszkańcach. Nie wiadomo także czy w przyszłości nadajnik 4G nie zostanie przekształcony w technologię 5G – dodaje. Zdaniem mieszkańców, odpowiednim miejscem na zlokalizowanie nadajnika jest teren przy budowanej obecnie drodze ekspresowej S19.
„Będziemy walczyć”
Mieszkańcy Lutoryża mówią, że się nie poddadzą i będą walczyć o to, aby maszt powstał w innym miejscu, oddalonym od domostw. Przygotowywana jest petycja przeciwko inwestycji, której chęć podpisania wyraziło już kilkaset osób. Protestujący byli także z wizytą u starosty rzeszowskiego, lecz jak wskazują „na ten moment nie dotarły do starostwa jeszcze dokumenty w tej sprawie”. Prawdopodobnie starosta podobnie jak gmina i tak będzie musiał wydać zgodę na inwestycję. – Jeżeli nikt nam nie pomoże, to sprawę nagłośnimy w skali całego kraju – zapewnia pan Paweł. Do sprawy redakcja „Super Nowości” powróci.
Kamil Lech



27 Responses to "Mieszkańcy Lutoryża przerażeni budową masztu telekomunikacyjnego"