Mieszkańcy nadal chcą sztabu kryzysowego

Na Res-Drob nie ma mocnych. Zakład nadal zatruwa życie mieszkańcom osiedla 1000-lecia. Fot. Wit Hadło

RZESZÓW. Przewodniczący osiedla: – Władze wojewódzkie i prezydent nie potrafią się ze sobą dogadać, a sąsiedzi Res-Drobu dalej wdychają smród i żyją w hałasie.

Mieszkańcy osiedla 1000-lecia domagają się od władz powołania sztabu kryzysowego. Twierdzą, że to jedyny dla nich ratunek przed Res-Drobem, z którego wydobywa się smród i hałas. Jednak wicewojewoda podkarpacka informuje, że decyzję w tej sprawie może podjąć jedynie prezydent Rzeszowa. Przedstawiciel ratusza przekonuje natomiast, że skoro władze wojewódzkie mają odpowiednie służby do ograniczenia działalności zakładu, to nie powinny zrzucać odpowiedzialność na miasto.

W poniedziałek Mieczysław Doskocz, przewodniczący Rady Osiedla 1000-lecia, spotkał się wicewojewodą Lucyną Podhalicz i rozmawiał z nią o uciążliwościach Res-Drobu. Wicewojewoda poinformowała, że omawiała tę sprawę z przedstawicielami Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska i ta instytucja zobowiązała się do wzmożenia kontroli w Res-Drobie. Właściciele tego zakładu otrzymali kolejną karę finansową za przekroczony hałas, to już 10 w ciągu ostatnich 3 lat. Jej wysokość jest jednak nieznaczna i przy ogromnych zyskach z uboju kurczaków nie wpłynie na sytuację tej firmy. Inspektorzy ochrony środowiska sprawdzą jeszcze ziemię, do której dostaje się sporo zanieczyszczeń z zakładu. 

Przewodniczący Rady Osiedla reprezentujący 10 tys. mieszkańców, w tym 4 tysięcy, którzy najbardziej odczuwają smród i hałas, nie może zrozumieć, dlaczego dotąd firma nie rozebrała podczyszczalni ścieków, z której czuć padlinę. To główny sprawca smrodu. Podczyszczalnia nadal funkcjonuje, mimo że powiatowy nadzór budowlany nakazał ją zlikwidować. Res-Drob odwołał się od tej decyzji do wojewódzkiego nadzoru budowlanego.

Przeczytaj pełny tekst artykułu w papierowym wydaniu Super Nowości.

Mariusz Andres

Leave a Reply

Your email address will not be published.