
RZESZÓW. Mieszkańcy są przerażeni tym, że na wzgórzu może powstać kilkanaście bloków.
Pełna sala ludzi, mocne słowa w kierunku prezydenta i argumenty przeciwko budowie wieżowców – tak wyglądało wtorkowe spotkanie mieszkańców os. Zalesia. Zorganizował je poseł Wojciech Buczak, ale pojawili się radni PO, PiS i Rozwoju Rzeszowa. Co budzi tyle emocji? Urząd Miasta wydał decyzję o warunkach zabudowy dla 5 budynków o wysokości 16-19 m oraz 8-kondygnacyjnych wieżowców przy ul. Spacerowej. Mieszkańcy stanowczo sprzeciwiają się takiemu pomysłowi.
– Protestowaliśmy wielokrotnie. Próbowaliśmy nawiązać dialog z panem prezydentem. Niestety nasze argumenty zderzały się z odpowiedzią pana prezydenta pt. uderzył pięścią w stół i mówił budować, budować, budować – mówiła Elżbieta Niedzielska ze stowarzyszenia „Spacerówka”. Jako stowarzyszenie zaskarżyli do Samorządowego Kolegium Odwoławczego decyzje dla pierwszych 5 bloków i dziś odwołują się od kolejnych. Mieszkańcy Zalesia wybrali to osiedle ze względu na te tereny rekreacyjne. – Gdybyśmy mieli świadomość, że powstanie tam wysoka zabudowa, większości nas by tu nie było nie ma złudzeń Niedzielska.

Podkreślają też, że obszar, na którym planowana jest budowa bloków w całości objęty jest zabudową jednorodzinną. Działki inwestycyjne nie posiadają bezpośredniego dostępu do drogi publicznej. Dojazd do nowych bloków odbywałby się wąską ul. Spacerową. Jak twierdzą mieszkańcy, już dziś rozminięcie się tu dwóch samochodów jest nie lada wyzwaniem. – Co będzie, gdy dojdą kolejni mieszkańcy? -pytają. – Tu nie ma chodnika, a dzieci czy matki z wózkami muszą tędy chodzić – dodają. Jedna osoba została potrącona. – To była godz. 18-19, szłam na spacer z psem. Zero pomocy, sprawca zbiegł, wylądowałam na pogotowiu. Ja się boje o swoje zdrowie – nie ukrywa mieszkanka osiedla. – Tam nie ma chodnika, nie ma oświetlenia! Przejście z punktu a d punktu b to jest kłopot! A ze mną nikt nie chce rozmawiać! Usłyszałam argument od prezydenta Ferenca, że stoję na drodze do rozwoju miasta – mówi rozżalona. – Czy ktoś nam da gwarancję że jeśli wybuduje się tam te wieżowce, dostaniemy infrastrukturę, która zapewni nam bezpieczeństwo? – pytają rzeszowianie. A możliwości poszerzenia istniejącej drogi nie ma.
To nie wszystko. Działki położone poniżej planowanej inwestycji już teraz, gdy pada deszcz, są zalewane, a zgodnie z wnioskiem inwestora „deszczówka” z „blokowiska” ma być odprowadzana „po gruncie”. Można się jedynie spodziewać, do jakiej sytuacji dojdzie. – Powstanie potok, a woda płynąc pomiędzy domami, będzie się wlewać do piwnic i garaży – mówią rzeszowianie.
Co z planem zagospodarowania przestrzennego?
Istotny problem to brak planu zagospodarowania przestrzennego. – Ponadto przy ul. Spacerowej i Robotniczej jest niska zabudowa. Jakim cudem urzędnicy wpuszczają tak wysokie budynki? Ten obszar został celowo poszerzony do takiego promienia, by znalazły się w nim bloki przy ul. Sikorskiego – informuje Elżbieta Niedzielska. Jak mówi, to nadal są też tereny rolnicze. – Jest wiele naruszeń i nieścisłości. Jesteśmy przerażeni tym co się dzieje, bo nie wiemy jak SKO ustosunkuje się do naszych zarzutów i co będzie dalej – wyznaje. Nawet jeśli uchyli te decyzje, za jakiś czas inwestor może złożyć kolejny wniosek.
– Jestem przekonany, że jest możliwa tylko jedna decyzja: unieważnienie tych warunków zabudowy. Jeśli będzie inna, trzeba pójść drogą prawną i walczyć dalej. Każdy rozsądny człowiek powie, ze taka inwestycja nie powinna być realizowana. Rada miasta ma kompetencje do tego, żeby w tej sprawie zobowiązać władze Rzeszowa – twierdził poseł Wojciech Buczak. Mówił o konieczności przekonania radnych miasta, by były uchwalone miejscowe plany zagospodarowania. Pytanie, czy faktycznie radni mogą wiele zrobić? – Nie jest prawdą, że radni mogą tu wiele zdziałać. Studium uwarunkowania przestrzennego obejmując całe miasto jest podstawą planowania w mieście. Decyzja o warunkach zabudowy nie musi się z nim zgadzać. Decyzję wydaje Wydział Architektury i radni nic do tego nie mają. Czy nam się to podoba czy nie. Wydział ma pewien margines swobody – tłumaczył przewodniczący rady miasta Rzeszowa, Andrzej Dec – sam również przeciwny inwestycji. Nie zgadza się z tym radny Jerzy Jęczmienionka. – Oni nie mogą swobodnie decydować, czy wydać decyzję. W art. 65 stawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym jest 5 warunków, które muszą być łącznie spełnione – zaznaczył. – Moim zdaniem miasto nie ma pomysłu na stworzenie racjonalnej polityki przestrzennej miasta. Dochodzi do tego, że pojawia się deweloper i gdzie chce i jak chce dostaje warunki zabudowy – zauważył radny Jęczmienionka.
W przypadku planu zagospodarowania przestrzennego radni też niewiele mogą zrobić. Najpierw musi być uchwała o przystąpieniu, poprzedzona analizą. Już w przeszłości tak uchwałę podjęto, rozpoczynając cały proces. Jak tłumaczył przewodniczący Dec, prawo jest jednak takie, że nawet jeśli prezydent jej nie wykona, nic się nie stanie. – Nawet gdyby się zdecydowali, opracowali analizę i uchwałę, prezydent i jego ludzie mogą go [red. plan zagospodarowania przestrzennego] opracowywać latami. Deweloperzy złożą odwołania i znowu to wydłuży ten proces – wyjaśnia.
Co więc jest potrzebne, żeby tę sytuację rozwiązać? – Dobra wola – stwierdził radny Marcin Fijołek. – Gdyby ona miała miejsce kilka miesięcy temu, rok temu, gdy dyskutowaliśmy o tym na sesjach rady miasta, gdy z naszej inicjatywy pojawiały się uchwały wzywające prezydenta do opracowania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Gdyby prezydent powiedział wtedy swoim urzędnikom: „za rok chcę mieść miejsc plan zagospodarowania na Zalesie”, dzisiaj pewnie tego spotkania by nie było – mówił otwarcie Marcin Fijołek. – Jeśli pokażemy, że z naszej strony jest determinacja, to jedyna szansa, żeby ta sprawa została załatwiona – dodał.
Na początku tygodnia poprosiliśmy o komentarz w tej sprawie Urząd Miasta. – Wuzetkę może uzyskać każdy. Jesteśmy zobligowani do jej wydania – usłyszeliśmy. – W tym dokumencie określa się, jakie warunki trzeba spełniać, aby ewentualnie budowa mogła powstać. To wstępny etap. Dopiero później można się starać o pozwolenie na budowę. Żeby je uzyskać, trzeba być właścicielem terenu no i spełnić wymagania, które są zawarte w wuzetce – wyjaśniał Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa. Jak twierdzi, decyzja o warunkach zabudowy nie jest równoznaczna z tym, że powstaną tam bloki. Niestety mieszkańcy Zalesia są co najmniej sceptyczni wobec tych informacji.
Wioletta Kruk



10 Responses to "Mieszkańcy: – Nie chcemy wieżowców za Zalesiu!"