
Mieszkańcy wsi buntują się przeciw włączeniu ich sołectw w struktury Sanoka. Wychodzą na ulice, aktywnie protestują
i mówią stanowcze „nie” pomysłowi burmistrza. – Nie oddamy naszej ziemi, stoimy murem za naszą wioską i będziemy jej bronić – mówią mieszkańcy sołectw, w których odbyły się protesty, a w planach już są kolejne.
Pomysłem na suburbanizację Sanoka, bo tak fachowo nazywa się proces poszerzania granic miasta, burmistrz Sanoka Tomasz Matuszewski podzielił się z miejskimi radnymi po raz pierwszy w lutym 2020 roku podczas sesji Rady Miasta. Powołując się na dane z ostatniej dekady przekonywał, że proces poszerzenia granic Sanoka będzie korzystny zarówno dla miasta, jak i dla mieszkańców.
Miasto chce przejąć dziewięć sołectw gminy wiejskiej Sanok (Czerteż, Zabłotce, Sanoczek, Płowce, Bykowce, Stróże Wielkie, Stróże Małe, Trepcza, Międzybrodzie) i jedną z gminy Zagórz (Zahutyń). Dzięki temu powierzchnia Sanoka z 38 km kwadratowych wzrośnie o kolejne 44 km. Po suburbanizacji Sanok miałby ponad 80 km kwadratowych powierzchni i liczył ponad 42 tysiące mieszkańców, czyli o pięć tysięcy więcej niż liczy teraz. Dla miasta oznacza to nowe tereny inwestycyjne i dochody z podatków.
Wizja burmistrza spotkała się jednak z ostrym sprzeciwem włodarzy gmin, których sołectwa chce włączyć w administracyjne granice Sanoka, bo jak się okazało, włodarz zapomniał ich o swoim ambitnym pomyśle poinformować, nie mówiąc już o jakichkolwiek konsultacjach także z mieszkańcami tych sołectw.
Wieś się zbuntowała
Jako pierwsi zdecydowany sprzeciw wobec planów burmistrza wyrazili mieszkańcy Czerteża, którzy nie chcą włączenia swojego sołectwa w granice Sanoka. Z plakatami i banerami urządzili pikietę, podczas której wyrazili swój stanowczy sprzeciw wobec planów dotyczących wcielenia ich sołectwa w granice administracyjne miasta. – Ten pomysł jest absurdalny i po to też wszyscy się tutaj zebraliśmy, żeby zademonstrować swój sprzeciw. Nie oddamy naszej ziemi, stoimy murem za naszą wioską i będziemy jej bronić – mówił podczas pikiety jeden z mieszkańców wsi.
Nie chcą podwyżek
Ludzie protestują m.in. dlatego, bo nie chcą podwyżek, a te są nieuniknione po włączeniu wiosek do miasta. – Moja córka mieszka w Sanoku i mam porównanie ile ona płaci tam za śmieci, a ile ja tutaj. Jakie są podatki w Sanoku, a jakie u nas – zwracał uwagę inny z mieszkańców.
– Gmina dopłaca nam do śmieci i wody, nie są to wprawdzie wielkie kwoty, ale jednak, a miasto tylko ceny podwyższa – wtórowała mu mieszkanka.
Nie jest tajemnicą, że sytuacja finansowa miasta jest bardzo trudna. Planowane zadłużenie na ten rok wynosi około 104 mln zł. Część mieszkańców wsi mówi wprost – chęć przejęcia naszych sołectw to próba ratowania przez włodarza Sanoka sytuacji finansowej miasta.
Obiecanki, cacanki
W ślad za mieszkańcami Czerteża poszli ich sąsiedzi z Zabłociec. – Burmistrz miasta obiecuje nam w swoich ulotkach drogi, wodociągi i inne rzeczy, które my już tutaj mamy – mówił podczas protestu jeden z mieszkańców Zabłociec.
– My na wejściu do miasta nic nie zyskamy, bo wszystko tu już mamy. Uważamy, że możemy jedynie stracić, dlatego się na to nie zgadzamy – dodała mieszkanka.
Podkreślają, że na wsi mieszka im się dobrze i nie chcą zmian. – Mamy spokój, tworzymy zgraną wspólnotę i będziemy bronić naszej niezależności do skutku
– kwitują mieszkańcy Zabłociec.
Stanowcze „nie” przeciwko wcieleniu Międzybrodzia do Sanoka
W sobotę protestowali mieszkańcy Międzybrodzia. – Najstarszy, rdzenny mieszkaniec pan Mieczysław, przedstawicielka młodego pokolenia Marzena i ja, miłośniczka przyrody, kulturoznawca, mieszkająca tu z mężem od 26 lat, którego dziadkowie i pradziadkowie tworzyli historię tego miejsca, mówimy stanowcze „nie” dla działań, które zniszczą bezpowrotnie miejscowość z jej walorami krajobrazowymi i spokojem tak pożądanym w dzisiejszym świecie
– mówiła podczas protestu jedna z mieszkanek Międzybrodzia.
W podobnym tonie wypowiadali się inni mieszkańcy, którzy wzięli udział w proteście. – Dobrze jest jak jest, po co to zmieniać – pytali.
Zablokują miasto?
W niedzielę z kolei protestowali mieszkańcy Bykowiec. Protesty zapowiedzieli już także mieszkańcy pozostałych miejscowości w gminie wiejskiej Sanok. Z informacji, do których dotarliśmy wynika, że planują zorganizować wspólny protest i zablokować ciągnikami miasto.
Chcą sami o sobie decydować
Mieszkańcy, poza wyższymi opłatami, jakie wiążą się włączeniem ich w struktury miasta, nie chcą również stracić możliwości bezpośredniego wpływania na kierunek rozwoju wsi i planowane, przyszłe inwestycje. Jak podkreślają, teraz to oni decydują o sobie podczas głosowań na wiejskich zebraniach, po przejęciu wsi przez miasto ten przywilej stracą.
Procedura ruszyła, przed nami konsultacje społeczne
Procedura powiększania Sanoka już się rozpoczęła. Konsultacje społeczne w tej sprawie rozpoczną się 15 lutego i w Sanoku potrwają do 26 lutego, natomiast w gminie wiejskiej zakończą się 7 marca. – Nasze stanowisko od początku jest takie same: stoimy murem za naszymi mieszkańcami. Nie akceptujemy pomysłu burmistrza, który dla nas jawi się jako rozbiór naszej gminy, któremu mówimy stanowcze „nie”. Burmistrzowi chodzi tylko o pieniądze i podatnika. Pani wójt nie odda ani jednej miejscowości
– powiedział Super Nowościom zastępca wójta i sekretarz gminy Sanok, Paweł Wdowiak.
W ramach konsultacji społecznych mieszkańcy sołectw otrzymają do wypełnienia ankiety, w których będą mogli wypowiedzieć się na temat wcielenia ich miejscowości w granice administracyjne Sanoka. Ankiety zostaną przesłane wojewodzie podkarpackiej, która ma zaopiniować wniosek do prezesa Rady Ministrów w sprawie powiększenia Sanoka i to on podejmie w tej sprawie ostateczną decyzję.
Martyna Sokołowska


