Mieszkaniec Baryczki zabrał tajemnicę wybuchu do grobu

Z domu, w którym doszło do wybuchu, została dosłownie ruina, w której nie można było już mieszkać. Fot. Wit Hadło
Z domu, w którym doszło do wybuchu, została dosłownie ruina, w której nie można było już mieszkać. Fot. Wit Hadło

BARYCZKA, NIEBYLEC. Mężczyzna pomimo starań i wysiłków lekarzy z centrum leczenia oparzeń w Łęcznej, zmarł.

Co prawda to jeszcze nie koniec sprawy wybuchu domu w Baryczce, ale wszystko wskazuje na to, że zostanie ona umorzona. Jedyna osoba, która przebywała wówczas w domu, a więc Bronisław K. (73 l.), zmarła w szpitalu. Śledczy sprawdzali m.in. wersję, o której mówili mieszkańcy miejscowości, a mianowicie o tym, że to starszy mężczyzna w związku z licytacją przez komornika domu miał go wysadzić w powietrze. Czy w takim razie Bronisław K. zabrał tajemnicę wybuchu do grobu?

Do wybuchu przez rozszczelnienie butli z gazem doszło 14 czerwca. Stężenie gazu wewnątrz pomieszczeń było tak ogromne, że wystarczyło choćby zaświecenie światła czy odpalanie papierosa, żeby doszło do wybuchu. Tyle że śledczy ze Strzyżowa sprawdzają, czy to nie sam Bronisław K. spowodował wybuch, bo z relacji mieszkańców Baryczki wynika, że wielokrotnie wypowiadał takie groźby, ponieważ dom, w którym mieszkał, miał być zlicytowany przez komornika.

Przesłuchanie niewiele dało
Mężczyzna przebywał w centrum leczenia oparzeń w Łęcznej i miał poparzone 37 proc. powierzchni ciała. Pozostawał w stanie śpiączki i policjanci nie mogli go przesłuchać. Na wakacjach odzyskał świadomość, ale: – To, co powiedział mężczyzna podczas przesłuchania, nic istotnego nie wniosło do sprawy – mówi Dorota Roman, szefowa Prokuratury Rejonowej w Strzyżowie. Następnie ponownie wprowadzono go w śpiączkę farmakologiczną, ponieważ jego stan zdrowia uległ znacznemu pogorszeniu. Nigdy już nie udało się go wybudzić.

– Mężczyzna niedawno zmarł. Mamy już dokumentację od biegłego z zakresu pożarnictwa, ale poprosimy jeszcze o jej uzupełnienie. Dojdzie także do przesłuchania jeszcze różnych osób – dodaje szefowa prokuratury.

Ogromne zniszczenia domu
Wszystko jednak wskazuje na to, że sprawa zostanie umorzona i nigdy nie dowiemy się, czy to był nieszczęśliwy wypadek, czy celowe działanie. A należy przyznać, że to było nie byle jakie zdarzenie. Na miejscu wybuchu, a więc przy drodze krajowej nr 9, pojawiło się dwanaście wozów strażackich, czterdziestu pięciu strażaków, karetki, śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, policjanci. Droga została częściowo zablokowana, ale też siła wybucha była ogromna. Pół domu momentalnie się rozsypało. W sąsiednim budynku uszkodzonych zostało 11 szyb, dwa samochody, odłamki szkła powbijały się w elewację. Na podwórze pofrunęły m.in. firanki, obrusy, czajnik i futryna z drzwi. Kilkadziesiąt metrów dalej, w rowie za drogą krajową nr 9, leżało z kolei okno.

Grzegorz Anton

Leave a Reply

Your email address will not be published.