
Biorąc pod uwagę wiek głównych bohaterów niniejszej opowieści można by powiedzieć, że była to spóźniona miłość, niczym w piosence Andrzeja Dąbrowskiego. Ale przecież na miłość nigdy nie jest za późno. Niestety, zdarza się, że niekiedy za późno jest na rozum.
Waleria B. jest już kilka lat na emeryturze. Ponieważ jako wdowa czuła się bardzo samotna, więc postanowiła znaleźć sobie jakiegoś sympatycznego partnera. W tym celu skorzystała z portalu randkowego w Internecie i niebawem nawiązała znajomość z Karolem G. Początkowo miło im się tweetowało, aż wreszcie postanowili spotkać się w realu. W tłumaczeniu na nasz język oznacza to, że najpierw sobie ćwierkali w Internecie, a potem spotkali się na żywo.
Karol mieszkał kilkadziesiąt kilometrów od Walerii, ale niebawem pojawił się w jej miasteczku, gdzie umówili się w jednej z kawiarni, gdyż wdowa była jednak starej daty i uważała, że pierwsze spotkanie powinno odbyć się na neutralnym terenie, a nie np. w jej mieszkaniu, bo co by powiedzieli sąsiedzi. Karol G. zrobił na niej dobre wrażenie, z tym tylko, że był sporo od niej młodszy. Od razu jednak wyznał, że zawsze gustował w kobietach trochę od siebie starszych, a poza tym pani Wala jest tak czarująca, że wiek nie ma tu żadnego znaczenia.
Podczas szczerej rozmowy Karol zwierzył się ze łzami w oczach, że jest poważnie chory, ale ma szansę na wyleczenie z tym jednak, że jest to kosztowne przedsięwzięcie. Waleria B. odpowiedziała, że na taki cel pieniądze muszą się znaleźć, ona ma dość spore oszczędności i na początek pożyczyła mu 10 tysięcy złotych.
Po pewnym czasie spotkali się ponownie i Karol oznajmił, że leczenie przynosi efekty, ale musi je kontynuować. I wtedy Waleria pożyczyła mu 15 tysięcy. Tu należy dodać, że Karol obiecał, iż jak tylko wyzdrowieje, to natychmiast podejmie niezwykle intratną pracę, która na niego czeka, zwróci dług i rozpoczną nowe życie.
Wszystko zapowiadało się zatem optymistycznie, gdy nagle do Walerii B. dotarła wiadomość, że Karol nie żyje. Notka była nadana z jego telefonu i podpisana przez „Przyjaciela”, który prosił Walerię o pomoc w sfinansowaniu pogrzebu w kwocie 10 tys. zł. Zbolała kobieta odpisała, że sfinansuje pochówek, ale chce w nim uczestniczyć. W odpowiedzi przeczytała, że Karol został już pochowany, ale zapłacili za to znajomi, którym trzeba forsę zwrócić.
I wtedy Waleria B. poszła na policję, która odszukała Karola G. cieszącego się dobrym zdrowiem, gdyż nigdy nie był chory, a pożyczki pozwoliły mu na wesołe życie. Ale teraz to już mogiła. Bo choć nie będzie leżał w grobie, to będzie siedział w pierdlu.
Jan Miszczak



One Response to "Miłość prawie dozgonna"