Minimalna średnia za godzinę to nic za narażanie życia

– W obliczu koronawirusa i zagrożenia jakie ze sobą niesie pieniądze muszą zejść na plan dalszy. Oczywiście, że część z nas się boi. Ważne, żeby zachować wszystkie procedury, bo pogotowie potrzebne jest nie tylko w związku z koronawirusem – mówi Marek Janowski. Fot. Anna Moraniec

PODKARPACIE. NFZ podniósł stawki  za przewóz chorych zakażonych koronawirusem z 15 zł do 20 zł na godzinę.

NFZ wycenia dobową pracę karetki pogotowia ratunkowego z personelem medycznym na około 4000 złotych. W przypadku wyjazdów związanych z epidemią koronawirusa – tylko na 960 zł ryczałtu dobowego za gotowość i 120 zł za wyjazd, w przypadku karetki z jednym ratownikiem, zaś w przypadku karetki z dwoma ratownikami ryczałt wyniesie 1920 plus 150 za wyjazd. I to wszystko po zmianach, bo jeszcze kilka dni temu stawka dobowa była wyceniona na 720 zł i mowa była tylko o pracy jednego ratownika, ba, kierowcy albo kierowcy sanitariusza (nie ma już takich stanowisk w ratownictwie medycznym). 

W dobowy koszt karetki wliczają się pensje personelu, ale też paliwo, zużycie leków, odzież i maski ochronne, koszty obsługi administracyjnej. Zabezpieczenie jednego ratownika medycznego przed zakażeniem koronawirusem to koszt, delikatnie mówiąc, ponad 250 zł. A odzież ochronna jest przecież jednorazowa. Nie ma też przepisów regulujących, jak duża ma być liczba personelu medycznego w karetce transportowej, ale zazwyczaj są to dwie osoby. Obsadzenie karetki jedną osobą, w przypadkach innych niż np. transport pacjenta na dializę, bywa po prostu niebezpieczne. W pojedynkę nie da się znieść chorego po schodach, co jakiś czas zdarzają się też przypadki ucieczki osób transportowanych, więc ratowników powinno być dwóch.

Czy ratownicy są gotowi na ponoszenie dodatkowego ryzyka (ich praca i tak jest mocno stresująca), za powiedzmy sobie, niewielkie, żeby nie mówić skandalicznie niskie środki? – Powiem tak, transporty są wykonywane z odpowiedzialności obywatelskiej, mamy znajomych, którzy pojechali i pracują w Północnych Włoszech, pojechali tam, bo chcieli pomóc w obliczu tego co tam się dzieje. Trzeba przyjąć, że w Polsce to teraz wojna z czasem. Podporządkujemy się, to przetrwamy. Trzeba też przyznać, że wiele osób podchodzi do tego odpowiedzialnie. W dobie zagrożenie trzeba zrezygnować z knajpek, galerii, itp. Kwarantanna to kwarantanna. Jeżeli chodzi o pieniądze, to nie czas na obrażanie się. Oczywiście pieniądze zaproponowane są śmiesznie małe. Ale o tym będziemy myśleć potem. Na ten moment musimy dbać o zachowanie wszelkich procedur. Gdyby jeden z nas się zaraził wyłączony zostanie zespół osób, nie będzie pogotowia, a przecież koronawirus to nie wszystko. Pogotowie jeździ  do chorych z wypadków, z zawałem, udarem  i wielu innych – mówi Marek Janowski, przewodniczący Zarządu Regionu Podkarpacie Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Ratowników Medycznych.

Do transportu zakażonych koronawirusem pacjentów przeznaczonych jest na Podkarpaciu 5 karetek. Kolejna jest dedykowana do pobierania próbek od potencjalnie chorych osób przebywających w kwarantannie domowej.

Leave a Reply

Your email address will not be published.