
Hruszowicki pomnik stoi nielegalnie 20 lat. Postoi następne dwadzieścia?
– Zastanawiam się, czy nie zrobić naszym władzom takiego psikusa i nie postawić gdzieś pomnika ku czci „bohaterów” z SS – mówi z przekąsem młody przemyślanin. – Jak już stanie, to napiszę do ministra Kunerta, że pod pomnikiem pochowany jest bardzo porządny SS-man i pomnik mu się wszak należy! Przypomnę panu ministrowi, że przecież zależy nam na dobrych stosunkach z naszym sąsiadem, Niemcami – uśmiecha się ironicznie. „Pomysł” przemyślanina to oczywiście ponury żart, który powstał na kanwie perturbacji wokół pomnika poświęconego „bohaterom” z OUN/UPA, który od 20 lat znajduje się na wiejskim cmentarzu w Hruszowicach (gm. Stubno). O jego usunięcie walczy jak dotąd bezskutecznie podkarpacki europoseł z PiS, Tomasz Poręba. Bezskutecznie, bo wiele wskazuje na to, że nasze władze boją się zrobić cokolwiek, by rozebrać nielegalne upamiętnienie poświęcone członkom organizacji uznanej w naszym kraju za zbrodniczą.
Tomasz Poręba na temat pomnika pisał już w zeszłym roku. Pisał gdzie tylko mógł, bo i do starosty przemyskiego, i do wójta gminy Stubno, i do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. – Fragmenty kamienne i tablice z brązu zostały przywiezione ze Lwowa, a na zbudowanym przez siebie cokole umieścił je mieszkaniec Hruszowic, były członek UPA – informował wówczas T. Poręba. – Obiekt w kształcie łuku chwały z godłem Ukrainy w centrum zawiera napis „Chwała bohaterom UPA, bojownikom o wolną Ukrainę” – dodawał oburzony. Europarlamentarzysta PIS podkreślał także, że pomnik powstał bez porozumienia z jakimikolwiek władzami, bez zgody Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków oraz nie jest miejscem niczyjego spoczynku, tylko najzwyczajniej obiektem sławiącym OUN/UPA, które zostały uznane przez nasze pastwo za organizacje zbrodnicze. Pisząc o tym wszystkim do sekretarza ROPWiM, Andrzeja Kunerta, Poręba wspominał też, że jego poprzednik, śp. Andrzej Przewoźnik, który zginął w katastrofie smoleńskiej, chciał podjąć zdecydowane działania w celu usunięcia pomnika, ale nie zdążył tego zrobić, zanim zginął tragicznie.
Rok temu szumne deklaracje
Wówczas, nieco ponad rok temu, odpowiedź ministra Kunerta na pismo posła Poręby była dla tego ostatniego satysfakcjonująca. – Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa wyraża stanowisko w pełni zgodne ze stanowiskiem pana posła w kwestii charakteru pomnika w Hruszowicach. Nie jest zlokalizowany na jakiejkolwiek mogile i nie służy upamiętnieniu ofiar cywilnych, natomiast pełni funkcję upamiętnienia gloryfikującego zbrodniczą formację zbrojną, jaką była UPA, odpowiedzialną za śmierć dziesiątek tysięcy bezbronnych Polaków i ofiar innych narodowości – pisał do europosła A. Kunert, dodając, że: – ROPWiM zamierza podjąć zdecydowane działania zmierzające do likwidacji pomnika w Hruszowicach oraz innych podobnych obiektów, których powstanie odbyło się poza procedurami prawnymi obowiązującymi w Rzeczypospolitej Polskiej.
Nieznani sprawcy umieścili napisy
Napisane jasno i zdecydowanie, ale minął rok, a pomnik jak stał, tak stoi. No może niezupełnie, bo w zeszłym miesiącu niewykryci dotąd sprawcy umieścili na nim wykonane za pomocą szablonu napisy: „Śmierć katom Wołynia i Donbasu”, „Falanga” oraz wulgarny wyraz odnoszący się do UPA. Policja została zawiadomiona, szuka sprawców, ale na dobrą sprawę brak tu poszkodowanych, bo pomnikiem nikt oficjalnie się nie opiekuje. – Bo jest to nielegalny pomnik – przypomina starszy mężczyzna, który kiedyś mieszkał w Hruszowicach. Tymczasem wśród internautów nie brak zadowolonych, że pomnik pomazano. – Skoro władze udają, że pomnika ku czci zbrodniarzy u nas nie ma, to ktoś im przypomniał, że ciągle jest i czas z nim zrobić porządek – pisano na forach.
Przez rok minister zdanie radykalnie zmienił
Tomasz Poręba ponownie napisał do ministra Andrzeja Kunerta i dostał odpowiedź. Wprawiła ona europarlamentarzystę w zdumienie, bo ROPWiM zmieniła całkowicie, jak to się mówi „front”. – Przedstawiona w liście argumentacja ilustruje niemoc ROPWiM w tej sprawie. Widać, że po ubiegłorocznych, stanowczych deklaracjach, dziś minister Kunert i jego urząd szukają sposobu na wycofanie się z wcześniejszego zdecydowanego stanowiska – zauważył. – To smutne, że polskich władz wciąż nie stać na działania, w wyniku których z polskiej ziemi znikną budowle jak ta w Hruszowicach, gloryfikujące oprawców niewinnych Polaków, brutalnie mordowanych tylko dlatego, że byli Polakami – komentuje Poręba. A pan minister Kunert pisze, że z pomnikiem nic się nie da zrobić, bo pod nim spoczywają szczątki członków UPA, zaś informację tę sekretarz ROPWiM miał otrzymać od mniejszości ukraińskiej w Polsce. Zaskakujące jest, że informacja ta pojawiała się teraz, podczas gdy na temat pomnika wielokrotnie mówiono i pisano, że nie jest miejscem niczyjego spoczynku i nikt tego nie próbował dementować.
Lepiej siedzieć cicho?
Dalsza część odpowiedzi A. Kunerta na apel T. Poręby jest także, delikatnie mówiąc, zastanawiająca. Minister sugeruje europosłowi, że upublicznienie przez niego treści odpowiedzi na jego list nie byłoby korzystne. – To mnie dziwi najbardziej, ponieważ ten temat jest przedmiotem debaty publicznej i trudno ukrywać stanowiska zaangażowanych w sprawę instytucji. Jako poseł czuję się zobligowany do informowania opinii publicznej o tak istotnych sprawach – zauważa Tomasz Poręba.
Sekretarz ROPWiM posuwa się jeszcze dalej w swoich, o ile tak można powiedzieć, obawach. Uważa on bowiem, że „pojawiła się realna groźba działań władz obwodu lwowskiego zmierzających do usunięcia szeregu polskich upamiętnień na terenie swojego obwodu lub ich ważnych elementów, m.in. Szczerbca znad bramy Cmentarza Obrońców Lwowa. – Istnieje także obawa przed działaniami „nieznanych sprawców”, wymierzonymi w miejsca spoczynku polskich ofiar z rąk członków OUN i UPA, urządzonych przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa – pisze A. Kunert.
Pomnik zbrodniarzom czy grób ludzkim szczątkom?
Wygląda zatem na to, że nasze władze otwarcie przyznają się do strachu przed bojówkami ukraińskich nacjonalistów i deklarują „chodzenie na paluszkach” byle tylko ich nie rozdrażniać. W imię „stosunków dobrosąsiedzkich” zamierzają godzić się na nielegalne pomniki ku czci zbrodniarzy. – Mój Boże, co się u nas dzieje? Jakby człowiek sobie byle jaką komórkę postawił nielegalnie, to kazaliby mu rozebrać w trymiga i grzywną ukarali – zauważa młody przemyślanin. – Ale pomnik gloryfikujący morderców może sobie stać! Bo nasze podobno suwerenne i demokratyczne państwo boi się usunąć samowolę budowlaną. To wstyd i kpina z obywateli – dodaje.
W zasadzie niespecjalnie dziwi, że minister Kunert sugerował posłowi Porębie, by ten treści jego listu nie upubliczniał. Treść ta bowiem naprawdę nie świadczy dobrze o kondycji naszego państwa, ani o ROPWiM. Pan minister Kunert na pewno lepiej od nas wszystkich wie, czym się różni mogiła od pomnika. W naszej kulturze ludzkie szczątki, nawet szczątki zbrodniarza, są traktowane z szacunkiem i nikt u nas nie protestuje przeciw grobom niemieckich żołnierzy, nikt nie żąda ich usuwania z naszych cmentarzy. Tylko na tych grobach nie jest napisane, że byli bohaterami i, że „chwała im”. Jeśli zatem pod pomnikiem w Hruszowicach jest ktoś pochowany, to powinien mieć grób. Grób, a nie pomnik ku czci! Nie ma się zatem co zastawiać ludzkimi szczątkami.
Monika Kamińska



7 Responses to "Minister boi się nacjonalistów?"