„Miś” wiecznie żywy

Człowiek w masce konia – zdjęcie zrobione w kwietniu 2020 r. na jednej z tarnobrzeskich ulic. Fot. Bogdan Myśliwiec

Przejaskrawiony obraz rzeczywistości PRL stworzony przez Stanisława Bareję i Stanisława Tyma wciąż bawi. Jednak w dobie pandemii, gdy przyszło nam stać w kolejkach, oglądać puste półki i podporządkować się reglamentacji niektórych towarów, zrobiło się zupełnie nieśmiesznie…

Powiedz mi, po co jest ten miś? – pyta w filmie Barei prezes klubu „Tęcza”. – Otóż to, nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz, co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości – odpowiada Ochódzki i podaje najkrótszy sposób na biznes: – Prawdziwe pieniądze robi się na drogich, słomianych inwestycjach…

I dziś nie brak takich, którzy stosują się do powyższej, „misiowej” lekcji.

Misterna intryga i kręta fabuła

O „Misiu” mówi się często jako o zbiorze luźnych skeczy, jednak intryga w filmie Barei jest prawdziwie misterna. Punktem wyjścia są problemy z paszportem – a więc dokumentem, który za czasów PRL podlegał wyjątkowej kontroli władzy – pisze Robert Birholc na portalu culture.pl. – Kiedy prezes klubu sportowego „Tęcza” Ryszard Ochódzki próbuje razem z grupą zawodników przekroczyć granicę, zostaje zatrzymany w kraju, ponieważ w jego paszporcie brakuje kilku kartek. Mężczyzna nie ma wątpliwości, że za zniszczeniem dokumentu stoi jego była żona Irena. Kobieta nie chce dopuścić, aby Ochódzki dostał się do Londynu i opróżnił konto, które przed laty wspólnie założyli. Bohater postanawia znaleźć sobowtóra. Dzięki pomocy przyjaciela, producenta znanego z realizacji pseudo-patriotycznych ramot udaje się w końcu odnaleźć odpowiedniego kandydata. Jest nim Stanisław Paluch, prosty węglarz wyglądający – gdyby nie bujna fryzura – całkiem jak prezes klubu „Tęcza”. Palucha obłaskawia aspirująca aktorka, Aleksandra, której Ochódzki obiecał rolę w filmie samego Polańskiego.

Oczko się odlepiło. Temu misiu.

„Miś” to świat, w którym sztućce w barach mlecznych są przytwierdzane do stolików łańcuchami. W kiosku sprzedaje się mięso spod lady. A żeby wejść na taras widokowy na lotnisku, trzeba kupić od konika nieaktualny bilet. Te sceny miłośnicy Barei, potrafią odtworzyć z dokładnością co do przecinka.

Podobnie jak cytaty: „Cholera jasna! Won mi tu stąd, jeden z drugim! Będzie mi tu kłaki rozrzucał! Panie! Tu nie jest salon damsko-męski! Tu jest kiosk RUCH-u! Ja… Ja tu mięso mam”, albo: „Kawa i wuzetka są obowiązkowe dla każdego! Bijemy się o Złotą Patelnię!”, „Klient w krawacie jest mniej awanturujący się”. „Jak byłem młody to też byłem Murzynem i też grałem w kosza”, „Konie łby pospuszczać. Czy konie mnie słyszą”. „Z twarzy podobny zupełnie do nikogo”, „Przyszłem wcześniej, gdyż nie miałem co robić”, „Bardzo porządna dziewczyna. – Trudno, co zrobić”. „Wszystkie Ryśki to porządne chłopy”. „Ja rozumiem, że wam jest zimno, ale jak jest zima to musi być zimno, tak?”. Nie sposób zapomnieć o haśle: „Parówkowym skrytożercom mówimy nie!” czy nowomowy: „- Jedziecie do stolicy kraju kapitalistycznego. Który to kraj ma być może nawet tam i swoje… plusy. Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów!”.

Wojna o papier toaletowy

– Film Barei nie jest jednak wyłącznie portretem minionego okresu historycznego. Pewne aspekty satyry, chociażby drwina z lizusostwa („łubu-dubu, łubu-dubu niech nam żyje prezes naszego klubu”), obłudy czy cwaniactwa – pozostają niezmiennie aktualne – uważa Birholc i trudno się z nim nie zgodzić.

Choć przez lata trochę zapomnieliśmy, jak to było… Po 1989 roku, gdy zaczęła się ustrojowa transformacja w Polsce, PRL-owskie absurdy przeszły do lamusa. Przypomniał nam je jednak wyjątkowo dotkliwie czas obowiązkowej narodowej kwarantanny. Wykupywanie ze sklepów wszystkiego, co stoi na półkach. Robienie zapasów z tego „co rzucili” i wojna o papier toaletowy. Pokolenie urodzone w latach 90. ub. roku i młodsi, pierwszy raz w życiu poznali, co znaczy reglamentacja towarów, zobaczyć puste sklepowe półki, doświadczyć, co znaczy być przymuszanym do czegoś. Obowiązkowe maseczki i rękawiczki. Wyznaczone miejsca siadania w autobusach i kościołach. Zamknięte instytucje kultury, odwołane rozgrywki sportowe. Brak możliwości wyjścia z rodziną, znajomymi do baru, czy restauracji. Mandaty za przemieszczanie się bez usprawiedliwionego powodu. Zakazy biegania, spacerowania, a nawet wejścia do lasu. Możliwość wyjścia z domu wyłącznie na spacer z psem, po zakupy lub do lekarza. Wyznaczenie godzin obsługi seniorów w sklepach.

Wirusy, plusy i minusy

Mnogość zakazów i nakazów, które ograniczyły naszą wolność w ostatnich tygodniach, staną się pewnie kiedyś inspiracją dla następców Barei i Tyma, co pozwoli nam pośmiać się z trudnego czasu, w którym przyszło nam teraz żyć, na tyle, na ile to będzie możliwe. No i chodzi też o to, aby wszystkie minusy obecnej sytuacji nie przysłoniły nam plusów. Bo tak jak wirusy były są i będą, tak i każdy czas miał, ma i będzie miał swoje plusy i minusy…

Małgorzata Rokoszewska

Leave a Reply

Your email address will not be published.