
Brat Benedykt Pączka z Niebylca jest pomysłodawcą i założycielem pierwszej muzycznej
szkoły w RŚA. Jego celem jest sprawienie, by dzieci zamiast po karabin, sięgały
po instrument…Fot. Facebook br. Benedykt Pączka
W Republice Środkowoafrykańskiej na nowo rozgorzał krwawy konflikt. 14 stycznia rebelianci pojawili się w Bouar, gdzie brat Benedykt Pączka z Niebylca buduje szkołę muzyczną. Kiedy kapucyn dowiedział się, że na budowie została kucharka z piątką dzieci, natychmiast tam pobiegł. Po drodze został zatrzymany przez rebeliantów. Gdy go puścili, razem z rodziną ukrył się w rowie na szambo, nasłuchując odgłosów walk…
Wojna domowa w Republice Środkowoafrykańskiej trwa od 2013 r. W lutym 2019 r. zawarto pokój, ale kilka tygodni temu walki wybuchły na nowo. – Powodem są wybory prezydenckie ogłoszone na 27 grudnia przez prezydenta Faustin-Archange Touaderę, który zresztą je wygrał. Swoją kandydaturę zgłosił też były prezydent, François Bozizé. W przeszłości przejął władzę w wyniku zamachu stanu, a później został obalony, co stało się początkiem wojny w latach 2013 – 2019 – tłumaczy Marcin Choiński, dyrektor Fundacji AKEDA, która z bratem Benedyktem buduje w Bouar szkołę muzyczną.
Sąd Najwyższy w Bangi nie zarejestrował kandydatury obalonego prezydenta z powodu oskarżeń o liczne zbrodnie przeciwko ludności. Po swojej stronie ma jednak liczne grupy rebelianckie. – Trzeba pamiętać, że w Republice Środkowoafrykańskiej region stolicy – Bangi – kontrolują siły rządowe, natomiast połowa albo i więcej kraju jest w rękach różnych grup rebelianckich, których jest 14. Wszystkie połączyły siły, próbując przejąć władzę – podkreśla Marcin Choiński. Jak zaznacza, poza stolicą i jej najbliższym regionem głosowanie w ogóle się nie odbyło, ponieważ rebelianci kontrolujący ten obszar do tego nie dopuścili.
– Brat Benedykt Pączka opowiadał, że 27 grudnia w Bouar,w której znajduje się klasztor Braci Kapucynów oraz gdzie budujemy szkołę muzyczną, od 5 rano strzelali z karabinów i granatników, akcentując, że nie akceptują tych wyborów – opowiada dyrektor Fundacji AKEDA.
W cieniu walk
Do tej pory walki toczyły się jednak w odległości ok. 8 – 10 km od Bouar. 14 stycznia rebelianci pojawili się w mieście. – Ludzie zaczęli uciekać do klasztoru. Brat Benedykt dowiedział się, że na terenie budowy szkoły, oddalonej o 2 km została kucharka, która przygotowywała posiłki dla naszych uczniów. Razem z nią jej pięcioro dzieci. Brat tam pobiegł – relacjonuje Marcin Choiński.
Po drodze zatrzymali go rebelianci. – Sprawdzili go, chcieli dokumentów, ale w końcu puścili. Sam nie wie, dlaczego. Może ktoś z nich wiedział, że jest zakonnikiem – zauważa. Duchowny wbiegł na teren budowy. Razem z rodziną ukrył się w rowie na szambo. Na filmiku, który opublikował na Facebook’u African Music School widać przerażoną matkę z dziećmi, a w tle słychać strzały.
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. – Do tej pory ludność cywilna nie była celem rebeliantów. Jest nim walka z siłami rządowymi. Wiadomo jednak, że kiedy 600 m od domów toczą się walki, ludzie się boją – stwierdza Choiński. Rebelianci starają się też siać panikę. Wysyłają SMS-y do ludzi z danej osady, wioski czy miasta z informacją, że je zaatakują. Wystraszeni mieszkańcy uciekają, a do ataku nie dochodzi. – Z tego, co mówi brat Benedykt, obecnie w Bouar jest ok. 400 rebeliantów, którzy kontrolują teren. Od czasu do czasu dochodzi do walk inicjowanych przez jedną lub drugą stronę, ale nie zbliżają się do zakonu – zapewnia dyrektor AKEDA. Niedaleko Bouar stacjonuje wojsko ONZ i rebelianci wiedzą, że gdyby przypuścili atak, musiałoby się zaangażować. Stąd też wielu kryje się za murami zakonu. – W naszym klasztorze schroniło się 2500 ludzi. Wszyscy boją się o życie. To przede wszystkim kobiety i dzieci. Potrzebujemy wsparcia – zaapelował na Facebook’u brat Benedykt. – Musimy zapewnić żywność, koce, materiały sanitarne dla 2500 ludzi. Czasowo zawieszamy budowę szkoły. Apeluję do wszystkich, dla których idea AMS jest bliska, aby wsparli nas dzisiaj. Potrzebujemy Was! – pisał jeszcze w ubiegłym tygodniu. Do tej pory liczba uchodźców wzrosła do niemal 3,5 tys.osób! Potrzeby są ogromne. W czwartek samochody ONZ przywiozły wodę. Ciężarówki Światowego Programu Żywnościowego (red. organizacji humanitarnej ONZ) dostarczyły żywność. Dla kilku tysięcy potrzebujących to wciąż za mało. – Najbardziej potrzebne są dwie rzeczy. Po pierwsze, żywność, a po drugie, środki sanitarne – mydło, czy proszek do prania. O tym się nie mówi,, ale tam też jest koronawirus, więc te środki czystości są bardzo ważne – podkreśla – dyrektor Fundacji AKEDA, która prowadzi zbiórkę na ten cel. Aby pomóc, można dokonywać wpłat bezpośrednio na konto lub przez moduł płatności dostępny przez stronę: africanmusicschool.com.
Misjonarze nie są pracownikami najemnymi
Wojna raczej szybko się nie skończy. – W środę doszło do próby podbicia stolicy Bangi, ale atak odparto, głównie dzięki temu, że rząd wspomagają rosyjscy najemnicy. Rosjanie wypuścili drony i przeprowadzili ostrzał z powietrza i tym zatrzymano natarcie. Na 19 stycznia zaplanowano oficjalne ogłoszenie wyborów. Spodziewamy się zaognienia sytuacji, bo wiadomo, że rebelianci nie zaakceptują wyników i na pewno będą chcieli to wyrazić – mówi nasz rozmówca. – Być może ponownie przystąpią do szturmu na stolicę.
Czy zakonnicy i pozostający tam polscy wolontariusze mogą stamtąd uciec? – dopytujemy.
– Bracia zostają ze swoją ludnością – to było jasne od początku – nie ma wątpliwości Marcin Choiński. – Na przełomie listopada i grudnia różne firmy francuskie, które tam działają, niektóre organizacje pomocowe pakowały się i wyjeżdżały z kraju, bo spodziewano się zamieszek. Natomiast misjonarze – jak powtarza brat Benedykt – nie są pracownikami najemnymi, więc zostali – uśmiecha się.
– W czasie poprzedniej wojny, w 2014 r. doszło do próby szturmu na klasztor i zabrania stamtąd ludzi. Brata Benedykt wyszedł do rebeliantów i został przez nich mocno potraktowany karabinami. Myślał, że go rozstrzelają. Poturbowali go, ale przeżył. Ludzi też zostawili w spokoju – wspomina Marcin Choiński. Jest więc możliwość, że spróbują, ale nawet mimo takich przeżyć, kapucyn ani myśli zostawiać swoich uczniów oraz ich rodzin. – W tej chwili jest tam jedynym białym misjonarzem, reszta braci w klasztorze to miejscowi. Od kilku miesięcy przebywają tam też czterej muzycy – wolontariusze uczący gry na trąbce, perkusji, saksofonie i gitarze. Ich wyjazd w tym momencie jest niemożliwy, bo wszystkie drogi są odcięte – zaznacza nasz rozmówca. W trakcie rebelii zajęcia nadal się odbywają, ale muzycy pracują z młodzieżą w klasztornej kaplicy.
Gitara zamiast karabinu
Pierwsza w RŚA szkoła muzyczna działa od 2015 r. – Mamy około 100 uczniów w wieku od 6 – 7 do 18 lat. Dzieciaki chodzą do szkoły publicznej, gdzie uczą się normalnych przedmiotów, a do nas przychodzą koło godz. 14.30. Najpierw dostają ciepły posiłek – również dzięki darczyńcom z Polski – bo zdarza się, że przez 2 – 3 dni nic nie jedzą – wyjaśnia Marcin Choiński. Potem są zajęcia. Przez ostatnie lata lekcje prowadzono na terenie klasztoru Kapucynów, natomiast od września zajęcia zaczęły się już odbywać na placu budowy, który niebawem stanie się pierwszą w kraju szkołą muzyczną. – Czasowo wstrzymaliśmy zbiórkę na budowę szkoły, bo apel brata Benedykta jest ważniejszy, ale gdy tylko sytuacja się uspokoi, wrócimy do tej inicjatywy – zapewnia dyrektor Fundacji AKEDA. Głównym celem jest stworzenie miejsca, w którym utalentowane dzieci z ubogich rodzin otrzymają profesjonalną edukację muzyczną, a ta w przyszłości da im pracę. To również szansa na to, żeby najmłodsi, choć na chwilę zapomnieli o trudnej rzeczywistości. Brat Benedykt – założyciel African Music School – powtarza, że chce, „by zamieniono karabin na instrument, by dzieci, zamiast po kałasznikowa, sięgały po gitarę, saksofon, trąbkę…”
Wioletta Kruk



4 Responses to "Misjonarz z Niebylca w centrum wojny. Prosi o pomoc"