
SPORTY WALKI. Po ubiegłorocznym tytule wicemistrza świata, Arkadiusz Kaszuba sięgnął teraz po mistrzowski pas na Starym Kontynencie.
Arkadiusz Kaszuba z Rzeszowskiego Klubu Sportów Walki wywalczył w słowackiej Trnawie tytuł półzawodowego mistrza Europy K-1 federacji WKU w kategorii wagowej do 81 kg. Podczas gali „Perun Fight Night”, rzeszowianin pokonał dotychczasowego posiada mistrzowskiego pasa, Słowaka Adama Herchla.
O rzeszowskim zawodniku głośno zrobiło się już w poprzednim roku. Najpierw triumfował on na galach Imbiriada Fighters Night, a ukoronowaniem wysokiej formy był tytuł wicemistrza świata w formule K-1.
Pokazał polską siłę
Również w tym roku Kaszuba kontynuuje dobrą passę. Po trzech zwycięskich walkach w Czech Open, teraz triumfował na gali na Słowacji. – To był walka pięciorundowa. Twardy przeciwnik i szacunek dla niego, że wytrzymał całą walkę, aczkolwiek myślę że cały czas była ona pod moje dyktando i ostatecznie wygrałem ją na punkty. Wiedziałem, że muszę pokazać polską siłę i przywieźć ten pas. Powiem, że spodziewałem się tej wygranej. Cały czas o niej myślałem i nie było możliwości, żebym nie przywiózł tego pasa do Rzeszowa – mówi zadowolony Arkadiusz Kaszuba, dla którego jest to kolejny sukces na międzynarodowej arenie. – Zawodowych pojedynków mam w sumie niewiele. To była wymagająca walka aczkolwiek na mistrzostwach świata walczyłem z bardziej utytułowanymi rywalami, co na pewno mnie wzmocniło przed kolejnymi pojedynkami.
Już jutro do Zakopanego
Ciężko porównać te dwie imprezy. Mistrzostwa świata to jest całkiem co innego, organizuje jest największa federacja na świecie, i start tam jest naprawdę dużym wyzwaniem. W Trnawie było całkiem inaczej. Zostałem zauważany i zaproszony do tej walki. Teraz pas jest w moich rękach i bardzo możliwe, że już w niedalekiej przyszłości będą go bronił – mówi o swoich planach na najbliższą przyszłość rzeszowski zawodnik, który jednak czasu na odpoczynek nie ma zbyt wiele. – Już jutro czeka mnie wyjazd na zgrupowanie kadry do Zakopanego, które potrwa do niedziele. W połowie maja czeka mnie z kolei start w Pucharze Świata w Budapeszcie, tak więc cały czas coś się dzieje. I dobrze! – kończy optymistycznie Arkadiusz Kaszuba.
mj


