
SANOK. Burmistrz obiecuje skatepark.
Będzie skatepark – obiecuje sanockiej młodzieży burmistrz Wojciech Blecharczyk. Sęk w tym, że już raz to zrobił. Dokładnie cztery lata temu, kiedy stanął do wyścigu o fotel gospodarza miasta. Czy tym razem dotrzyma obietnicy?
Z budowy jak dziś wiemy nic nie wyszło, bo jak tłumaczył nam Wojciech Blecharczyk, zabrakło pieniędzy. W tym roku pieniądze się znalazły, dokładnie 140 tysięcy złotych. Tyle w tegorocznym budżecie miasta radni zabezpieczyli na budowę obiektu do ekstremalnej jazdy na rowerach, rolkach i deskorolkach. Młodzież wiadomość przyjęła jednak z rezerwą. – Już raz nam obiecywali i nic z tego nie wyszło. Dla mnie to zwykła kiełbasa wyborcza – ocenia chłodno Patryk Wacławski ze stowarzyszenia Pure Label, które walczy o budowę skateparku w Sanoku. – Od ponad 10 lat walczymy o skatepark. Szukaliśmy pomocy w różnych miejscach, także u burmistrza. Z każdego odsyłali nas z niczym. Nie uwierzę w skatepark, dopóki nie zobaczę placu budowy – dodaje Krzysiek Żytka, sanocki skejt.
Koszt budowy średniej klasy obiektu to około 150 tys zł. Chłopaki mają pomysł, gdzie mógłby powstać i jak wyglądać. – Projekt i wykonanie bierzemy na swoje barki, to pozwoli zmniejszyć koszty. W lecie mogliby z niego korzystać zwolennicy deski, rolek czy rowerów, w zimie nawet snowboardu i skifree. Mamy dostęp do śniegu z lodowisk, więc moglibyśmy organizować widowiskowe zawody i w ten sposób promować nasze miasto. Pomysłów mamy masę, ale potrzebujemy pomocy. Bez dobrej woli władz miasta nie uda nam się nic zrobić – mówią.
Miał być skatepark, jest parking
Nadzieja na wymarzony obiekt wróciła, gdy do gry weszło Towarzystwo Gimnastyczne Sokół z Sanoka. Po kilkuletnim procesie z władzami miasta, który warto zaznaczyć, kosztował podatników 400 tysięcy złotych, decyzją sądu członkowie Towarzystwa odzyskali teren po dawnym lodowisku Torsan. Zaraz po tym zorganizowali konkurs na zagospodarowanie tego miejsca. Wyłonili nawet zwycięzcę, 19-letniego Patryka Wacławskiego z Sanoka. Jego projekt zakładał utworzenie na płycie byłego lodowiska skateparku. – Jestem jak najbardziej za. To miejsce ma służyć przede wszystkim młodzieży – mówił wtedy Bronisław Kielar, prezes Sokoła.
Prace na Torsanie ruszyły niemal zaraz po wyłonieniu zwycięskiego projektu. Obiekt został ogrodzony, robotnicy wycięli niepotrzebne drzewa, zrobili też wjazd na płytę. Sęk w tym, że zamiast skateparku powstał tam… parking. – Musimy jakoś zarobić na skatepark – argumentował Bronisław Kielar. Pytany o to, co z obietnicą, którą dał młodzieży, odpowiadał. – Skatepark można urządzić na działce wyżej. Ale działka, o której mówi prezes Sokoła, należy do miasta, a samorząd wcale nie zamierza się z nią rozstawać.
Chcesz jeździć, płać
Tymczasem sanoccy skejci jeżdżą gdzie się da, po ulicach, murkach, schodach i poręczach. Kłopot w tym, że robią to nielegalnie i muszą płacić mandaty, które nakładają na nich strażnicy miejscy. – Nie jestem przestępcą czy bandytą, ja po prostu kocham jeździć. Nie wyobrażam sobie życia bez deski. A gdzie mam jeździć, skoro od lat nie możemy doprosić się o kawałek placu i kilka ramp? – pyta Krzysiek.
Ktoś rozebrał skatepark
Pierwszy skatepark powstał w Sanoku na przełomie 2001/2002 roku. Skejci zbudowali go sami. Służył miłośnikom sportów ekstremalnych do września 2006 roku, kiedy przed meczem 1/16 Pucharu Polski pomiędzy Stalą Sanok a ówczesnym Mistrzem Polski Legią Warszawa ze względów bezpieczeństwa ktoś rozebrał konstrukcję. – Zrobili to szybko i bez naszej wiedzy. Nikt nie pytał nas o zdanie, nikt nie pofatygował się, aby zapytać nas o zgodę czy chociażby zwrócić nam nasze części – relacjonuje Krzysiek. – Nie odzyskaliśmy nic. Metalowe części ktoś sprzedał na złom, drewniane spalił. I to był koniec naszego skateparku – kończy.
Martyna Sokołowska


