Modernizacja mieleckiej areny była błędem?

Czy aby na pewno opieranie nowych konstrukcji stadionu na starym, wątpliwej jakości betonie było dobrym rozwiązaniem? Zdjęcie z czerwca 2011 r. Fot. Autor
Czy aby na pewno opieranie nowych konstrukcji stadionu na starym, wątpliwej jakości betonie było dobrym rozwiązaniem? Zdjęcie z czerwca 2011 r. Fot. Autor

MIELEC. Czy ok. 42 mln zł, które z kieszeni podatników wydano na przebudowę stadionu, były pieniędzmi wyrzuconymi w błoto?

Niecałe trzy lata po modernizacji mieleckiego stadionu zaczynają dominować opinie, że inwestycja ta była złym rozwiązaniem, że lepiej byłoby budować nowy obiekt. Takie stanowiska wzmacniają niekończące się naprawy pogwarancyjne a to bieżni, a to siedzeń, a to znów czegoś innego. Czarę goryczy przelała ostatnia kontrola lokali pod stadionem, która potwierdziła wszechobecnie panujące tam: wilgoć, pleśń i grzyb.

Zanim zapadła decyzja o przebudowie okrutnie zdewastowanego i kompletnie nienadającego się do użytku stadionu, przez Mielec przetoczyła się dyskusja na temat tego, czy nie lepiej byłoby budować nowy obiekt od podstaw. Ówczesne władze miasta na czele z prezydentem Januszem Chodorowskim były jednak nieugięte i przeforsowały modernizację.

Prace pierwotnie wyceniono na 36,5 mln zł, ale ze względu na gorszy od zakładanego stanu starych trybun koszty wzrosły do ok. 42 mln zł. Nastąpiło też opóźnienie o 7 miesięcy (31 sierpnia 2013 r.). Nowy obiekt, który, choć jest kameralnym (mieści ok. 7 tys. kibiców), to prezentuje się efektownie i uznawany jest za jeden z najpiękniejszych na Podkarpaciu.

„Prowizorka, żadnych certyfikatów bezpieczeństwa”
O ile z zewnątrz mielecka arena prezentuje się efektownie, to wewnątrz, czyli w pomieszczeniach, w których głównie trenują lekkoatleci, mówiąc wprost – jest dramat. – Jest tam m.in. halka kulomiotów, z której korzystał nie tak dawno Jakub Giża, wicemistrz świata w pchnięciu kulą. Lokal ten jest zwykłą prowizorką, nie posiada żadnych certyfikatów bezpieczeństwa – alarmuje Jakub Cena z Komisji Sportu i Rekreacji Rady Miejskiej.

– Jest to zrobione na zasadzie „aby Polska nie zginęła”, ale jest „odhaczone”, że to miejsce do tego typu treningu jest pod stadionem – irytuje się radny. – Jakby było mało, na ścianach segmentów od strony ul. Kusocińskiego są wykwity pleśni i grzyba, a w trzech miejscach starej dylatacji woda leje się przez cały rok. Zdaniem lekarzy, trening w takich warunkach wpływa negatywnie na wydolność i układ oddechowy, nasila alergię i astmę.

„Mielec znów drogo uczy się na swoich błędach”
Jakub Cena sugeruje, że przebudowa stadionu była złą opcją. – Obecne problemy są wynikiem tego, że modernizując stary stadion, korzystano z jego infrastruktury, próbowano ją poprawiać, a przecież wszyscy wiemy, jak budowano w PRL-u, jakiej jakości był wtedy beton. Niestety, Mielec po raz kolejny bardzo drogo uczy się na swoich błędach. Dlatego cieszę się, że tej samej pomyłki nie popełnimy w przypadku hali sportowej.

Zygmunt Kołodziej, który był dyrektorem Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, kiedy stadion budowano, dziś unika komentowania całej sytuacji: – Różne opinie można tworzyć – zaznacza. – Być może należało budować nowy stadion od podstaw, a być może remontować stary. Podjęto takie, a nie inne decyzje. Dziś temat jest już zamknięty.

Paweł Galek

3 Responses to "Modernizacja mieleckiej areny była błędem?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.