– Mogę jedynie kiwnąć

Fot. Wit Hadło
Fot. Wit Hadło

ORLEN LIGA. Rozmowa z Katarzyną Warzochą, środkową Developresu.

Katarzyna Warzocha zmaga się z urazem barku i odlicza dni do operacji. Nieoczekiwanie zagrała jednak 2 tygodnie temu w Pile w meczu Pucharu Polski. Pomogła drużynie również w starciu z Atomem.
– Jak się pani czuje?

– Bywało lepiej (śmiech). Jak pan zapewne widział, nie jestem w życiowej formie. Bark dokucza, nie mogę atakować, jedynie kiwnąć, tylko ileż można kiwać? Pomagam drużynie, na ile mogę i powoli szykuję się do operacji.

– To konieczne?
– Niestety, tak. Mam uszkodzone ścięgna barku, jeszcze parę innych rzeczy. Wszystko to efekt niezaleczonych mikrourazów powstałych przez lata gry w siatkówkę. Trzeba było w końcu zrobić z tym porządek.

– Trener opowiadał, że przez lata grała pani z kontuzją, bo poszczególni lekarze stawiali błędne diagnozy.
– Nie wiem, czy tak było. Jak mówiłam, to mikrourazy, które tydzień po tygodniu nakładały się na siebie. Myślę, że wielu zawodowych sportowców boryka się z podobnymi problemami.

– Kiedy kładzie się pani na stół?
– 17 lutego. Zabieg przejdziemy u dr. Brzózki w Bielsku-Białej. Mówię przejdziemy, bo jadę tam razem z „Jadzią” (Magdaleną Jagodzińską, atakująca Developresu – red.). Będziemy się wspierać, wspólnie dochodzić do zdrowia podczas rehabilitacji. Będzie raźniej i weselej.

– Jak długo potrwa rehabilitacja?
– Przyjmuje się, że 9 miesięcy. Strasznie długo, ale mam nadzieję, że mój organizm sportowca upora się ze wszystkim w pół roku.

– Dziewięć miesięcy…
– Proszę nie kończyć. Wszyscy mi mówią: złapiesz dwie sroki za ogon (śmiech).

– Porozmawiajmy o meczu. Urwałyście seta kandydatkom do medalu, zapamiętałem pani akcję, po której zrobiło się 20-20.
– No tak, ten mały punkcik to cały mój wkład w to spotkanie (śmiech). Fajnie, że udało się postraszyć drużynę z Sopotu, która po dwóch gładko wygranych partiach lekko się zdekoncentrowała. Myślę nawet, iż można było pójść za ciosem, czwarty set zaczął się dla nas obiecująco, potem jednak pojawiły się błędy. Ale jakiś postęp w naszej grze można było dostrzec.

– W drużynie jest nerwowo? Serial porażek trwa, teraz kluczowe spotkanie w Pile, a przecież działacze wyrazili się jasno: Developres musi ukończyć sezon przynajmniej na 10 miejscu.
– Bardzo nam na tym zależy. Od dłuższego czasu zajmujemy dziesiątą lokatę i nie chcemy się obsunąć. Ciężko pracujemy, by odwrócić złą kartę.

Rozmawiał Tomasz Szeliga

Leave a Reply

Your email address will not be published.