
Rozmowa z JERZYM PODBROŻNYM, wychowankiem Polnej Przemyśl, byłym napastnikiem Legii Warszawa.
Legia Warszawa zremisowała 1-1 w Bukareszcie ze Steauą w pierwszym meczu IV rundy kwalifikacji Ligi Mistrzów. Jest szansa, że po 17 latach mistrz Polski znajdzie się w fazie grupowej najbardziej prestiżowych rozgrywek klubowych w Europie. Rewanż w Warszawie we wtorek o godz. 20.45.
– Legia zagra w fazie grupowej Ligi Mistrzów?
– Bardzo bym chciał, ale sprawa awansu wciąż jest otwarta. Legia w Warszawie musi zagrać tak, jak w drugiej połowie w Bukareszcie, gdy długo utrzymywała się przy piłce. Trzeba odebrać Steaule jej atuty, bo przed przerwą było widać, że to szalenie groźna drużyna. Ruszyli na Legię, atakowali wysoko, błyskawicznie odbierali piłkę i stwarzali sytuacje.
– Nie brak takich, co mówią, że wynik jest lepszy niż gra Legii.
– Chyba mógłbym się pod tym podpisać. Gdyby nie Duszan Kuciak, mistrzowie Polski już w pierwszej połowie staliby pod ścianą. Legia nie stworzyła tylu okazji, co Steaua, choć pamiętajmy, że w drugiej połowie bardzo się poprawiła. I to Rumuni musieli ganiać za piłką.
– Kto oprócz Kuciaka podobał się panu w Legii?
– Zawsze z uwagą przyglądam się napastnikom. Marek Saganowski zagrał dobre zawody. Szanował piłkę, osłaniał ją, miał duży udział przy wyrównującym golu. A łatwo mu nie było, bo pomocnicy mieli mnóstwo problemów.
– Dlaczego Legia tak źle gra w pierwszych 45 minutach?
– Trudno to zrozumieć. Ale ważne, że potrafi się podnieść. Tak było w Walii, Norwegii i teraz w Rumunii.
– Którego z piłkarzy wziąłby pan do Legii sprzed 17 lat, gdy graliście w fazie grupowej LM?
– Szczerze? Każdy z obecnych legionistów miałby kłopot, by załapać się do kadry. Na przykład Dominik Furman gra na pozycji genialnego Leszka Pisza. Tamta Legia była dużo silniejsza.
Rozmawiał TOMASZ SZELIGA


