
Z Evą Minge – światowej sławy projektantką, która przyjechała w miniony czwartek do Rzeszowa na pokaz nowej kolekcji – rozmawia Halina Kossak.
– Niektórzy mówią o Pani „projektantka kontrowersyjna”. Skąd to określenie?
– No właśnie, mówią o mnie kontrowersyjna… Chyba dlatego, że się dostałam do Paryża, Mediolanu, Nowego Jorku, Moskwy i to jest chyba takie kontrowersyjne. Ja rozumiem, że mogę mieć kontrowersyjny wygląd. Moje tatarskie korzenie zobowiązują. Rozumiem, że mogę ubierać się kontrowersyjnie, bo nie lubię być szarym ptakiem, by nie zginąć w tłumie i namawiam do tego wszystkich, natomiast w projektowaniu nie zauważyłam żadnych większych kontrowersji. Kontrowersyjne mogą być też moje wypowiedzi, ale żyję na prowincji, unikam jupiterów, jestem tam gdzie muszę, staram się ciężko pracować. Myślę, że to jest kontrowersyjne, że 10 lat temu projektantka z Polski zaczęła robić karierę międzynarodową. Myślę, że tym, którzy to mówili, chodziło o inne kontrowersje, ale ja będę szczera – nie widzę nic kontrowersyjnego w tym, co robię. Na pewno są to rzeczy oryginalne, z własnym DNA, które pozwoliło tym rzeczom zaistnieć, ponieważ za każdym razem na pytanie „Dlaczego tak trudno przebić się na świecie?”, a pytałam różnych znawców mody, odpowiadali: „Polska moda jest odtwórcza”, czyli nie jest kontrowersyjna.
– Jaka jest Pani nowa kolekcja?
– Bardzo kobieca, stawiam głównie na kontrast, tkaninę, kolory ziemi i nieśmiertelną czerń.
– Co jest w niej perełką?
– Wspomniana czerń i rudości, choć cała kolekcja jest taką perełką, bo trudno powiedzieć, jak się ma sznur korali, który z nich jest najważniejszy. Uważam, że każdy. Preferuję wszystkie rzeczy, a najważniejszym ich elementem pozostaje kobiecość.
– Kto jest główną adresatką?
– Kobieta, która jest osobą zdecydowaną, kobieta sukcesu – niekoniecznie ze względu na ekonomię. To ma być kobieta szczęśliwa, spełniona, kobieta, która nie chce zginąć w tłumie.
– Co Panią inspiruje?
– Muzyka i dobra kuchnia. Poza tym to jest gdzieś we mnie, rodzi się, to są chwile i sekundy. Była kiedyś taka bajka „Pomysłowy Dobromir”, gdzie bohaterowi kamień skakał po głowie. Mnie czasem tak właśnie stukają pomysły.
– Oprócz ubrań projektowała Pani inne rzeczy, m.in. do domu. Które z nich najwięcej znaczą?
– Kocham wszystkie, ale najbardziej dumna jest z pikowanej wanny. Każdy element, który tworzę – łącznie z małą filiżanką – jest mi bliski, to taka druga moja wielka miłość: interior design i architektura.
– Pani ulubiony styl, poza oficjalnymi sytuacjami…
– Szczerze? Był długi okres, kiedy chodziłam w dżinsach, biegałam w spodniach dresowych i butach typu bojówki, ale od jakiegoś czasu obudziła się we mnie kobieta i ubieram się w rzeczy z mojej kolekcji, ale robię to tak, by np. fajny żakiet połączyć z fajnymi spodniami dresowymi i założyć do tego szpilki, żeby nie zawsze dżinsy łączyć z trampkami. Coraz częściej chodzę w wysokich butach. To jest taki moment w moim życiu, kiedy odkryłam w sobie kobiecość, bo przez wiele lat, kiedy będąc mamą małych, a potem większych synów, miałam świadomość, że jestem matką i ojcem, bo sama ich wychowywałam, więc chciałam ubrać się wygodnie, wyskakując np. po zakupy. Dziś jestem mamą dorosłych synów, to oni obudzili we mnie kobietę. Kiedy mój starszy syn wysłał mi pół roku temu dwie pary Louboutin – zresztą na wysokiej szpilce – to zrozumiałam, że chce widzieć mamę z powrotem w otoczce kobiecości. Ale kolory mam cały czas takie same. Ubieram się w czernie, rudości, kolory ziemi, khaki, zielenie, choć ostatnio zwróciłam uwagę na fuksje, amarant i róż. Ale to tylko w drobnych dodatkach.
– Czy synowie coś doradzają albo krytykują projekty?
– Starszy syn interesuje się modą, ma więcej butów, marynarek i koszul niż ja, nazywamy go w domu mister gadżet. Jednak studiuje prawo i świetnie radzi sobie w biznesie. Studiuje dziennie, a przy tym pracuje. Jest dla mnie ogromną podporą. Gdy przywożę ze świata jakieś szalone buty, np. ostatnio Johna Galliano, to on jest najszczęśliwszy na świecie, w odróżnieniu od młodszego syna, który ma 19 lat i woli wszystko co męskie, co proste, bez ozdób. Jemu wystarczy jedna kurtka, jedna para butów i jest awantura, że muszą być trzy ze względów zdrowotnych. Lubi sport, ale w przyszłości będzie weterynarzem. Moda kompletnie go nie interesuje i jakby mama nie zrobiła zakupów, on chodziłby cały czas w tych samych ciuchach.
– Czy zna Pani Podkarpacie?
– Dosyć słabo, muszę przyznać. Zawsze sobie obiecuję, że przyjdzie taki moment… Mieszkam w pięknej okolicy, więc polską przyrodę najlepiej znam w moim rodzinnym mieście lub tam, gdzie mieszkam. Jeśli jadę w góry, to do Zakopanego. Myślę, że jest jeszcze taki czas przede mną, bym Polskę lepiej zwiedziła. Myślę, że Podkarpacie jest pięknym miejscem, ale wymaga więcej reklamy, tak jak to robi w tej chwili Dolny Śląsk, by wszyscy zobaczyli, jak piękne są te okolice, bo siłą rzeczy gdzieś tu jestem, przemieszczam się, więc sporo widzę i warto by to pokazać. Wydaje się, że jest to Polska C, D, a ja zawsze uważam, że cała Polska to Polska A, a stolica jest dla mnie poza klasyfikacją i nie powiem, czy powyżej, czy poniżej.
– Rozumiem więc, że chce Pani poznać lepiej nasze województwo…
– Tak, z całą pewnością. Mam nadzieję, że wystarczy mi czasu i że nie umrę tak szybko.
Uwagi i rady projektantki
Moda jest przewrotna i powinniśmy się nią bawić. Ubrań nie traktujmy jak puzzle, które można układać tylko w jeden wzór. To klocki, z których da się budować na wiele sposobów.
Projektowanie i moda to nie fanaberia, a ekonomia. Trzeba mieć nosa do tego, co będą chciały klientki. Dziś już kończę dokumentację w rysunkach na zimę 2014. Bardzo często wyprzedzam czas.
W tworzeniu mody potrzebny jest talent i umiejętności ekonomiczne.
Ubieramy się gorzej niż za komuny, kiedy panie dziergały, przerabiały, było coś z niczego. Teraz wyglądamy zbyt podobnie, przewidywalnie i poprawnie jeśli chodzi o katechizm modowy.
Brakuje nam kreatywności i odwagi, na które można sobie pozwolić, zwłaszcza poza sytuacjami służbowymi.
Próbujmy być kreatorami swojego wizerunku, najlepszy jest na to czas urlopu. Przestańmy tak bardzo myśleć, co jest teraz modne.
W dzieciństwie już szukałam pomysłów. Jak miałam drewniany piórnik, jak wszyscy, wypalałam na nim ozdoby, malowałam go lakierem do paznokci.
By tworzyć, na pewno muszę być wypoczęta, szczęśliwa. Tylko dobry dotyk i dobra energia dają efekt.
Chciałabym spełniać marzenia moich klientek. Czasem trzeba zejść z nieba, przyjechać do Rzeszowa i zobaczyć, czy rzeszowianki są zadowolone.









2 Responses to "Moje tatarskie korzenie zobowiązują"