Morawiecki „zaorany” w Brukseli

Premier Mateusz Morawiecki chciał przekonać europarlamentarzystów, że w Polsce żadnego kryzysu praworządności nie ma! Zapomniał chyba jednak, że nie jest na wiecu PiS-u. Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Premier Mateusz Morawiecki totalnie ośmieszył siebie i swój rząd podczas wczorajszej debaty Parlamentu Europejskiego nad praworządnością w Polsce. Polaków nie ośmieszył, bo eurodeputowani z atencją mówili o milionach naszych rodaków, protestujących przeciw upolitycznianiu sądów i łamaniu demokracji. – Polacy zasługują na naszą solidarność – podkreślali europosłowie. – Co pan chciał osiągnąć tutaj, kłamiąc przez 40 minut? – pytali.

Wczorajsza debata w PE odbywała się pod hasłem „Kryzys praworządności w Polsce a prymat prawa unijnego” i była bardzo poważna, bo UE poważnie traktuje to, co dzieje się w Polsce za rządów Zjednoczonej Prawicy i dostrzega, jak bardzo dzieje się źle. Premier Morawiecki chciał przekonać europarlamentarzystów, że w Polsce żadnego kryzysu praworządności nie ma! Zapomniał chyba jednak, że nie jest na wiecu PiS-u i nie przemawia do „wyznawców” swej partii oraz jej prezesa Jarosława Kaczyńskiego, ale do światłych i niezależnych ludzi, którzy obserwują to, co dzieje się w naszym kraju nie w rządowej telewizji PiS, tylko opierając się na przekazach wolnych mediów i przede wszystkim ekspertów.

Wyzwanie dla jedności

Najpierw głos zabrała szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. – Ten wyrok kwestionuje podstawy Unii Europejskiej – tu mowa oczywiście o ostatnim wyroku Trybunału Konstytucyjnego J. Przyłębskiej dotyczącym rzekomej niezgodności prawa UE z polską Konstytucją. – Szefowa KE podkreśliła, że to wyzwanie dla jedności porządku prawnego i dodała, iż „Polski Trybunał Konstytucyjny, który rzucił wątpliwości na unijne traktaty, to ten sam TK, który zgodnie z artykułem 7. nie jest niezależny”. – Są obawy związane z niezależnością wymiaru sprawiedliwości (w Polsce – przyp. red.). – Bez niezależnych sądów obywatele mają mniejszą ochronę, a w konsekwencji ich prawa są zagrożone – stwierdziła U. von der Leyen. – Jest to sytuacja, która może i musi być rozwiązana. Chcemy silnej Polski w zjednoczonej Europie – podkreśliła.

Nie możemy milczeć

Zaraz potem przemawiał premier Mateusz Morawiecki. Najwyraźniej wydawało mu się, że sprytnie będzie zacząć od tego, iż niepokoje społeczne w Polsce wcale nie mają rzekomo związku z naruszaniem praworządności przez rząd. – Nierówności społeczne, inflacja, zagrożenia wewnętrzne, rosnący dług publiczny czy kryzys energetyczny przekładają się na niepokoje społeczne. Stoimy u progu kryzysu gazowego i energetycznego. Skala tego kryzysu może wstrząsnąć Europą, wiele przedsiębiorstw może zbankrutować – stwierdził szef polskiego rządu. – Trzeba liczyć się z ryzykiem domina. Żadnej z tych spraw nie rozwiążemy w pojedynkę – zauważył M. Morawiecki. Premier starał się też przekonać członków PE, że o żadnym polexicie nie ma mowy, a jego środowisko polityczne wcale do niego nie dąży. – Tutaj jest nasze miejsce, nigdzie się nie wybieramy, nie patrzymy tylko na krótkotrwałe korzyści – zadeklarował Morawiecki. – Mój rząd, większość parlamentarna, są częścią proeuropejskiej większości w Polsce – przekonywał. Jednocześnie jednak wskazał, że: – Nie możemy milczeć, gdy nasz kraj jest atakowany w sposób niesprawiedliwy. Niedopuszczalne jest używanie języka szantażu finansowego. Nie zgadzam się, żeby szantaż stał się metodą uprawiania polityki wobec kraju członkowskiego – mówił szef polskiego rządu. – Jeśli mamy z sobą współpracować, musimy się godzić na istnienie różnic. Unia nie rozpadnie się dlatego, że systemy będą się od siebie różnić – przekonywał, dodając, że „Polska w pełni przestrzega traktatów”. Dodajmy tu, że polskiemu premierowi pozwolono mówić dość długo, na co później zwracali uwagę niektórzy zabierający głos.

Sieje pan zamęt i podziały

Zabierający głos po Morawieckim przedstawiciele demokratycznych państw dosłownie „zaorali” szefa polskiego rządu. Szef Europejskiej Partii Ludowej (EPP) Manfred Weber powiedział doń wprost: – Sieje pan zamęt i podziały. Osłabia pan Unię Europejską, ta polityka pomaga Rosjanom, Władimirowi Putinowi. Niech pan przestanie, niech pan z tym skończy – zaapelował do Morawieckiego Weber. A tymczasem pojawił się także wpis EPP na Twitterze: – Wyrażamy solidarność z Polakami, którzy sprzeciwiają się rządowej próbie podważenia fundamentów UE – napisano, dodając na końcu „panie Morawiecki, żadnych kłamstw tym razem”. – Słuchaliśmy tego, czego domagano się na polskich ulicach. Polska to znacznie więcej niż tylko PiS – powiedziała z kolei przewodnicząca Postępowego Sojuszu Socjalistów i Demokratów (S&D) Iratxe Garcia Perez. – Jesteśmy świadomi, co ci ludzie myślą. – podkreśliła europosłanka. – Prowadzi pan swój kraj na niebezpieczną ścieżkę. (…) Dziś z bólem patrzę, jak pański rząd zagraża jedności, którą świętowaliśmy wspólnie – powiedziała do Morawieckiego Ski Keller z grupy Zielonych . – Nawet jakby mówił pan godzinę, to słuchałbym w ciszy i skupieniu. Ale pan nie mówił o wyroku TK – zauważył Guy Verhofstadt z grupy Renew Europe. – To mi przypomina coś bardzo przerażającego z końca XVIII w., kiedy tak wielki kraj, jak Polska, zniknął z mapy Europy. To była mieszanka złego zarządzania, zagrożenia zewnętrznego i zdrady konserwatystów, którzy nie chcieli zaakceptować nowoczesnej polskiej konstytucji – podsumował. – Odczuwam wstyd, że po raz kolejny przez pana działania mówimy tu o Polsce – mówił z kolei Marek Belka z frakcji S&D. – Przemówienie premiera Morawieckiego to potok kłamstw. Ani Komisji, ani Unii nie wolno się przyzwyczajać. Czas na bycie zaniepokojonym już minął – podkreślił Belka, dodając że za politykę unijną odpowiada Zbigniew Ziobro, a „jedyne widzimisię to antyeuropejskie obsesje Jarosława Kaczyńskiego”.

Jutro głosowanie

Wystąpienie Morawieckiego popierali, co było do przewidzenia, europosłowie PiS, m.in. Joachim Brudziński, Beata Szydło i Patryk Jaki. Nie wyglądało na to, by kogokolwiek przekonali. – Nie podoba wam się ten rząd, chcecie przywrócić marionetki, które zgadzają się na wszystko, co mówicie. Ale mój kraj jest niezależny – powiedział ten ostatni, dodając, że „utrzymywanie praworządności jest ważne, ale ważniejsza jest równość” i po raz kolejny udowadniając, że nie „ogarnia”, gdzie zasiada i po co. Debata trwała 5 godzin. Głosowanie w sprawie polskiej ma się odbyć w PE w czwartek.

Monika Kamińska

52 Responses to "Morawiecki „zaorany” w Brukseli"

Leave a Reply

Your email address will not be published.