
Kto i dlaczego boi się rozebrać pomnik w Hruszowicach, który czci „bohaterów” z UPA?
– Bohaterom UPA. Chwała bojownikom za wolną Ukrainę – tak brzmi napis na prawie 4-metrowym pomniku w Hruszowicach (gm. Stubno, pow. przemyski). Od kilku tygodni jego usunięcia domaga się europoseł Prawa i Sprawiedliwości Tomasz Poręba, a także Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Pewności czy tak się właśnie stanie wciąż jednak nie ma, bo lokalne władze nie poczuwają się do takiego obowiązku. Nie brakuje też obrońców kontrowersyjnego pomnika. Czy będziemy świadkami kolejnej politycznej wojny?
Przypomnijmy, że Ukraińska Armia Powstańcza (UPA) wymordowała w latach 1943-44 na Wołyniu i Galicji Wschodniej około 100 tys. Polaków. Metody jakie przy tym stosowała wręcz nie mieszczą się w głowie (m.in. przecinanie ciała piłą do drzewa). Historycy nie mają wątpliwości, iż Zbrodnia Wołyńska była ludobójstwem.
Pomnik jest nielegalny
Tymczasem w 1994 roku na hruszowickim cmentarzu komunalnym ktoś postawił pomnik ku czci „bohaterów” z UPA. Ma on kształt bramy wysokiej na około 4 metry, której połowy połączone są u góry metalowym herbem Ukrainy. Najważniejszy jest jednak napis na tablicy u podnóża pomnika: „Bohaterom UPA walczącym o wolną Ukrainę”. Na zbudowanym przez siebie cokole umieścił je prawdopodobnie mieszkaniec Hruszowic, były członek UPA.
– To nie pomnik, a nielegalna budowla, oddająca hołd UPA. Budowla powstała bez żadnych pozwoleń, nie uświęca żadnych ofiar, a napis jest nie do przyjęcia w kontekście rzezi Polaków dokonanej przez UPA na Wołyniu. Ta formacja wymordowała ponad 100 tys. osób tylko dlatego, że byli Polakami. Była to zbrodnia ludobójstwa. Działalność tej nacjonalistycznej formacji nie powinna być nigdzie w Polsce upamiętniana – uważa Tomasz Poręba.
Apel i odezwa
O pomniku w Hruszowicach europoseł PiS dowiedział się niedawno podczas jednego ze spotkań z mieszkańcami Przemyśla i niemal natychmiast zaapelował o jego usunięcie do starosty przemyskiego, wójta gminy Stubno oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
Na jego apel odpowiedziała jak na razie tylko ta ostatnia. – Rada wyraża stanowisko w pełni zgodne ze stanowiskiem pana posła w kwestii charakteru pomnika. Nie jest zlokalizowany na jakiejkolwiek mogile i nie służy upamiętnieniu ofiar cywilnych, natomiast pełni funkcję upamiętnienia gloryfikującego zbrodniczą formację zbrojną, jaką była UPA, odpowiedzialną za śmierć dziesiątek tys. bezbronnych Polaków i ofiar innych narodowości – odpisał Porębie sekretarz ROPWiM Andrzej Kunert. Zapowiedział też „zdecydowane działania” Rady w tej sprawie.
Argument Ukraińców
Niektóre środowiska wolą jednak pomnika nie ruszać. – Stoi już kilkanaście lat i do tej pory nikt nie protestował. Podnoszenie kwestii jego likwidacji jest próbą powrotu do złych relacji polsko-ukraińskich w kwestii upamiętnień, które miały miejsce w latach 90-tych – mówi dla dziennika „Polska The Times” prezes Związku Ukraińców w Polsce Piotr Tyma. Jego zdaniem likwidacja pomnika „nakręci ponowną spiralę” wzajemnej niechęci między sąsiadami.
Słowa prezesa ZUwP mogą dziwić, bowiem w uchwale Rady Głównej Związku Ukraińców w Polsce w 70. rocznicę tragedii wołyńskiej czytamy m.in. że „nic nie usprawiedliwia nawet jednego unicestwionego życia i choćby najmniejszej krzywdy. (…) nic nie usprawiedliwia wzajemnej wrogości, pchającej aż do przelewu bratniej krwi”, a także wezwanie do władz Ukrainy i Polski, „aby uczyniły wszystko dla godnego upamiętnienia ofiar, a w szczególności pochówku tych, których miejsc wiecznego spoczynku jeszcze nie ustalono”. Czy zatem pomnik ku czci UPA, w dodatku na ziemi jej ofiar, jest godnym ich upamiętnieniem?
Strach przed „zadymą”
Nasuwa się też pytanie dlaczego pomnik w Hruszowicach nie został jeszcze rozebrany? Jak tłumaczy obecny wójt gminy Stubno Janusz Słabicki, jeszcze w latach 90-tych okoliczni mieszkańcy podpisali na zebraniu wiejskim protokół, w którym stwierdzają, że pomnik im nie przeszkadza. – Podpisało się pod nim 90 proc. mieszkańców, którzy nie życzyli sobie zadymy – mówi nam Słabicki.
I właśnie strach przed „zadymą”, „zamieszaniem”, „międzynarodową wojną” jest najczęściej przywoływanym przez wójta powodem, dla których pomnik wciąż stoi. – Sam mam do niego negatywny stosunek, ale szanuję wolę mieszkańców i nie chcę wszczynać wojenki – mówi Słabicki. Poza tym uważa, że to nie do niego, lecz do Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego należą decyzje w sprawie pomnika. – Nie do końca tak może być jak mówi wójt – odpowiada Kazimierz Bartczak, dyrektor PINB. – Tu chodzi o napis na pomniku, a nie o sam pomnik, a ja sprawą napisów nie będą się zajmował. My na razie szukamy sprawców pomnika – tłumaczy.
Co dalej?
– Gloryfikowanie oprawców na terytorium Polski jest czymś nie do pomyślenia, ale ja nie mam możliwości wypływania na zlikwidowanie pomnika, a mogę jedynie o to apelować – przyznaje Tomasz Poręba. Jest jednak bardzo prawdopodobne, że jego apel przyniesie skutek, bowiem Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa zapowiedziała „zdecydowane działania zmierzające do likwidacji pomnika”. Podobne interwencje w sprawie usunięcia upamiętnień UPA i OUN (Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów) podejmowała już choćby w przypadku Jarosława Starucha „Stiaha” w pobliżu wzgórza Monastyr na Roztoczu, tablicy na cmentarzu komunalnym w Przemyślu czy pomnika na górze Chryszczata w Bieszczadach. Oby tylko strach przed zadymą nie okazał się silniejszy niż pamięć o ofiarach UPA.
Arkadiusz Rogowski



6 Responses to "Mordercy Polaków mają pomnik na polskiej ziemi!"