
Kiedy jedni podczas mrozów chowają się pod ciepłym kocem z kubkiem gorącej herbaty w dłoniach, morsy cieszą się z idealnych warunków do mroźnych kąpieli. Morsowanie bije w tym sezonie rekordy popularności. Morsują starsi i młodsi, mężczyźni, kobiety i dzieci, bo, jak zgodnie podkreślają – morsowanie to sport dla każdego.
O rosnącej popularności morsowania mogliśmy przekonać się w ostatni weekend, kiedy Polańczyk, za sprawą III Światowego Zlotu Morsów, stał się światową stolicą morsowania. W Bieszczady przyjechali miłośnicy mroźnych kąpieli z całego Podkarpacia, w sumie około 300 osób z kilkunastu klubów. Były też ekipy z lubelskiego i mazowieckiego. Uczestnicy wspólnie morsowali w wodach Jeziora Solińskiego, chodzili po rozżarzonych węglach, a po wszystkim grzali się w baliach z ciepłą wodą i saunach.
Skąd wzięło się morsowanie? Aby odpowiedzieć na to pytanie należy cofnąć się do starożytności, bo jak donoszą źródła, już wtedy znano dobroczynne właściwości chłodnych kąpieli. Najstarsze wzmianki o kąpielach w zimnej wodzie w celach leczniczych pochodzą z Egiptu i są datowane na 2500 lat p.n.e. Wykorzystując zimno leczono wtedy m.in. stany zapalne i urazy. Z dobroczynnych właściwości takich kąpieli korzystali także Rzymianie. W termach mieli urządzone specjalne pomieszczenie z basenem z zimną wodą zwane frigidarium, w którym urządzali kąpiele w celach leczniczych.
W Polsce najstarszą organizacją zrzeszającą sympatyków morsowania jest założony w 1975 roku Gdański Klub Morsów. Dzisiaj prawie w każdym mieście i miasteczku istnieją kluby zrzeszające amatorów zimnych kąpieli. Do Polaków należy także rekord Guinnessa w największej liczbie osób biorących jednocześnie udział w morsowaniu. Został ustanowiony w 2015 roku podczas Międzynarodowego Zlotu Morsów w Mielnie. Jednocześnie do wody weszło wówczas 1799 osób.
Morsowali, zanim stało się to modne
W Sanoku działa klub Wesołe Morsy Hipotermia. Dzisiaj zrzesza kilkadziesiąt osób, które regularnie morsują, ale początki, jak wspomina Piotr Banasiewicz, jeden z Wesołych Morsów, były bardzo skromne. – Wszystko zaczęło się pięć lat temu 1 stycznia. Chciałem jakoś inaczej zainaugurować nowy rok, bo do tej pory wspólnie z grupą znajomych urządzaliśmy sobie wycieczkę rowerową. Wybór padł na morsowanie – wspomina nasz rozmówca.
Dołączył do znajomego, który jako jeden z pierwszych morsował w Sanoku. Wspólnie weszli do lodowatej wówczas wody w Sanie. Już na następnym morsowaniu do ekipy dołączyła kolejna osoba, później kolejne, a resztę zrobił Facebook. – Ludzie dowiedzieli się o tym, że morsujemy z mediów społecznościowych. Zaczęli z ciekawości przychodzić nas oglądać, z czasem sami zaczęli wchodzić do wody, nie trzeba było ich specjalnie namawiać i tak nasza grupa zaczęła się rozrastać – opowiada Piotrek.
Dzisiaj grupa „Wesołych Morsów” liczy 60 osób. Zrzesza osoby w każdym wieku. Morsują mężczyźni, kobiety i dzieci, często całe rodziny. Powstała pierwsza ręcznie malowana flaga i nazwa – jak zaznacza Piotrek – ku przestrodze wychłodzenia – HIPOTERMIA. – Bo morsowanie to nie tylko zabawa, ale też pewne ryzyko wychłodzenia organizmu jeśli się nie uważa i przedobrzy – przestrzega.
Mają swoje logo – wesołego morsa, i swój klubowy kolor – seledynowy. – Nikt takiego wówczas nie miał na południu Polski. Większość klubów stawia na popularne barwy: niebieski, czerwony, pomarańczowy, dzięki temu możemy się wyróżnić – uśmiecha się nasz rozmówca.
Nie tylko endorfiny, ale i zdrowie
Morsowanie to nie tylko dobra zabawa, ale także korzyści zdrowotne. Porównuje się je do krioterapii, czyli leczenia zimnem, a lista pozytywnych efektów, jakie niesie ze sobą regularne zanurzanie się w zimnej wodzie, jest bardzo długa. Przede wszystkim morsowanie hartuje organizm, poprawia krążenie i zwiększa wydolność układu krwionośnego. Ma też świetny wpływ na naszą skórę, bo dzięki morsowaniu możemy pozbyć się alergii i…zbędnych kilogramów.
Morsowanie ma też zbawienny wpływ na naszą psychikę i samopoczucie. Po wejściu do zimnej wody wydziela się między innymi hormon – endorfiny – zwany „hormonem szczęścia”.
Ale nie tylko, obecnie w dobie pandemii koronawirusa morsowanie to także profilaktyka i dbanie o odporność organizmu, ale też sposób na pozostanie aktywnym mimo lockdown’u. – W związku z zamknięciem obiektów sportowych ludzie szukają alternatywy, którą daje im obecnie morsowanie. Zahartowanie organizmu pozwala też lżej przejść chorobę i złagodzić jej skutki – podkreśla Piotr Banasiewicz.
Kto może morsować i jak zacząć?
Zanim wejdziemy do zimnej wody należy skonsultować się z lekarzem i sprawdzić, czy stan naszego zdrowia pozwala nam na morsowanie. Zimnych kąpieli unikać powinny osoby, które cierpią na problemy kardiologiczne, choroby układu krążenia, nerek, epilepsję, czy nadciśnienie.
Jeśli jednak okaże się, że możemy bez przeszkód korzystać z uroków zanurzania się w zimnej wodzie, należy się do tego odpowiednio przygotować. Przede wszystkim skompletować odpowiedni ubiór. Podstawą są dobre buty do morsowania, które będą chronić nasze stopy przed skaleczeniami i ślizganiem sie po kamieniach. Można też zaopatrzyć się w neoprenowe buty lub skarpety, które zwiększają komfort poruszania się po nierównym, kamienistym dnie. Warto zadbać też o termoaktywną czapkę, która zabezpieczy głowę przed utratą ciepła, i porządne rękawiczki. Obowiązkowo należy mieć też ze sobą ręcznik i suchą bieliznę na zmianę, która przyda się po wyjściu z wody.
Do morsowania należy także odpowiednio przygotować organizm. Osoby mniej odporne na zimno mogą zacząć oswajać organizm z niską temperaturą, stosując w domu chłodne prysznice. Można też na początek spróbować suchego morsowania, czyli morsowania w śniegu.
Niezależnie od tego, jaką formę obcowania z zimnem wybierzemy, należy pamiętać o odpowiedniej rozgrzewce, która pobudzi krążenie i pamiętać o tym, aby do wody wchodzić powoli, stopniowo, bo zbyt szybkie i gwałtowne zanurzenie może spowodować szok termiczny, czyli tzw. hipotermię. Debiutujące morsy wchodzą do wody na kilkanaście sekund, doświadczone mogą spędzić w kąpieli nawet kilka minut.
Martyna Sokołowska



One Response to "Morsowanie to nie moda. To styl życia"