PIŁKA NOŻNA. II LIGA. Podkarpaccy trenerzy tonują nastroje po udanej inauguracji. – Z każdym kolejnym tygodniem o niespodzianki będzie trudniej – przekonują.
Naszpikowany piłkarzami z bogatą przeszłością GKS Tychy przegrał w obecności 6 tysięcy swoich kibiców z Wisłą Puławy. Skazywana na pożarcie Siarka Tarnobrzeg zdemolowała na wyjeździe Puszczę, która przed sezonem wzmocniła się zawodnikami z zaplecza ekstraklasy. – Pierwsza kolejka przyniosła kilka zaskakujących rozstrzygnięć, ale na wyciąganie wniosków jest stanowczo za wcześnie – podkreśla Tomasz Tułacz, znany podkarpacki szkoleniowiec, który za pół roku zdobędzie licencję UEFA PRO.
Ciekawie wyglądała konferencja prasowa po meczu w Niepołomicach. – To, co się stało przyrównałbym do pojedynku bokserskiego. Staraliśmy się grać w piłkę, ale to Siarka wyprowadzała ciosy – w taki sposób trener gospodarzy Łukasz Gorszkow opowiadał o trzech bramkach straconych już przed przerwą. Opiekun tarnobrzeżan Włodzimierz Gąsior był w odmiennym nastroju, ale również i on wydawał się być totalnie zaskoczony obrotem wydarzeń. – Cóż, takie wyniki na początku sezonu się zdarzają. Życzę wam, żebyście się pozbierali. Doskonale wiem, jak się czujecie, bo nieraz znajdowałem się w podobnym położeniu – pocieszał gospodarzy.
Brak presji może pomóc
Siarka została pierwszym liderem II ligi, a przecież latem to właśnie w tym klubie dokonano kadrowej rewolucji. Gdy w ratuszu przykręcono kurek z pieniędzmi, trzeba było odmłodzić zespół. Na „Żubry” zapolowała drużyna ze średnią wieku przekraczającą ledwie 23 lata.
– Wątpię, żeby o tak dużej rotacji decydowały tylko i wyłącznie sprawy finansowe. Czasem jednak radykalne przewietrzenie szatni jest potrzebne – przyznaje Tomasz Tułacz. Gdy on prowadził Siarkę, miał do dyspozycji zawodników dużo bardziej doświadczonych i zapewne z wyższymi kontraktami. – Tamten zespół musiał wygrywać. Z obecnej Siarki ściągnięto presję i to może pomóc w osiąganiu dobrych wyników. Poza tym to nie jest tak, iż w Tarnobrzegu nie ma dziś ogranych zawodników. Domański, Kościelny czy Martuś to nieprzypadkowi piłkarze – dowodzi.
Twardo po ziemi stąpa również szkoleniowiec Stali Stalowa Wola Jaromir Wieprzęć. – Zabawa dopiero się rozpoczyna. Z każdym kolejnym spotkaniem o niespodzianki będzie trudniej – nie ma wątpliwości trener drużyny, która w premierze sezonu też zgarnęła 3 punkty.
Dobre transfery Mielca
Tomasz Tułacz to wciąż trener do wzięcia. Nie będąc uwiązany pracą w klubie, jeździ po kraju, oglądając mecze ekstraklasy, pierwszej i drugiej ligi. W niedzielę był świadkiem, jak Legia rozprawiła się z Górnikiem Łęczna, wcześniej zawitał na derby Krakowa. Trener z Mielca wysoko ocenia transfery swojej Stali. – W miejsce tych, którzy odeszli, sprowadzono graczy z wyższych lig: Zalepę, Prokica i Bierzałę. Problemem będzie natomiast zastąpienie Głaza. Podobały mi się też ruchy działaczy Stali Stalowa Wola, choć wiadomo, iż drugiego Sekulskiego nie znaleźli. Pozytywne jest to, jak w tym klubie zareagowali po utraconej szansie na awans. Za moich czasów w Tarnobrzegu zrobiono z tego tragedię Posejdona – przypomina wydarzenia z czerwca 2014 roku. – Nasze drużyny dobrze rozpoczęły, ale pamiętam, że dwa lata temu Stal Rzeszów pierwszy mecz przegrała w siódmej kolejce, a na końcu spadła do trzeciej ligi – dodaje.
Kto, zdaniem Tułacza, wygląda w tym sezonie na faworyta? – Na papierze najmocniejsze są Tychy i Raków, ale mnie najbardziej podoba się konsekwencja Błękitnych Stargard Szczeciński. Widać, że tej drużynie pomogły batalie w Pucharze Polski.
Tomasz Szeliga


