
MIELEC. Prezydent Daniel Kozdęba bardzo krytycznie o miejskim stadionie.
O tym, że w pomieszczeniach wewnątrz przebudowanego stadionu królują pleśń, grzyb i wilgoć, a w niektórych miejscach starej dylatacji woda leje się przez cały rok, mówi się od dość dawna. Można było o tym również przeczytać w Super Nowościach. Na ostatniej sesji Rady Miasta głos w tej sprawie zabrał prezydent Daniel Kozdęba i… w bardzo ostrych słowach ocenił sztandarową inwestycję swoich poprzedników.
Fatalne warunki, w jakich przychodzi trenować mieleckim lekkoatletom, potwierdziła Komisja Sportu i Rekreacji Rady Miasta, która kontrolowała pomieszczenia pod stadionem od strony ul. Kusocińskiego. Z jej raportu wynika to, co było wiadomo od dawna: na ścianach są wykwity pleśni i grzyba, a w trzech miejscach starej dylatacji woda leje się przez cały rok.
„Dzieciaki trenują w pleśni i w grzybie”
Szokujące są zwłaszcza wnioski lekarza sportowego, Janusza Ździebło, który wspólnie z radnymi oglądał lokale pod stadionem. Otóż oświadczył on, że intensywny trening w takich warunkach wpływa negatywnie na wydolność organizmu, układ oddechowy, nasilają też alergię i astmę. Paradoks polega na tym, że problemy te dotyczą obiektu, który za ok. 42 mln zł przebudowano zaledwie trzy lata temu. Temat stanął na ostatniej sesji Rady Miasta.
– W pomieszczeniach pod stadionem dzieciaki trenują w pleśni i w grzybie. Warunki do uprawiania sportu są tam fatalne i szkodzą zdrowiu – grzmiał radny PiS, Jakub Cena. – Ja wiem, że to nie jest problem świeży i cały czas powraca, ale dopuszczamy młodzież do treningów w warunkach naprawdę szkodliwych. Jeśli dbamy o sport, to inwestujmy w sposób mądry i zajmijmy się tą sprawą jak najszybciej… Nie wiem, z czego pan prezydent się śmieje.
„Slalomem po bieżni pomiędzy wiaderkami”
– Ja się nie śmieję, tylko krzywię – definiował swoją reakcję prezydent Daniel Kozdęba. – Krzywię się, bo o posiedzeniu komisji sportu na stadionie dowiedziałem się z mediów. Problem znam doskonale. Pamiętam jak dziś, kiedy robiłem zdjęcia dzieciom, które biegały tam slalomem po bieżni pomiędzy wiaderkami, do których kapała woda z sufitu.
Od początku mego urzędowania tutaj zajmujemy się usterkami na stadionie i na dobrą sprawę zamiast teraz zająć się inwestycjami, które są potrzebne miastu, wyciągamy na prostą dziadostwo. Nasze wydziały inwestycyjne zamiast zająć się konkretnymi tematami, to sądują się z podmiotami, które przebudowywały stadion, a które nie były dopilnowane – dodał prezydent.
Do słów krytyki Kozdęby nie odniósł się ani były prezydent Janusz Chodorowski, ani jego zastępca Bogdan Bieniek, choć obaj jako radni miejscy byli obecni na sali obrad.
Paweł Galek



3 Responses to "„Musimy wyciągać DZIADOSTWO na prostą!”"