
PIŁKA NOŻNA. BARAŻE O II LIGĘ. Rozmowa z Michałem Twardowskim, napastnikiem Olimpii Zambrów, rywala Stali Rzeszów.
Michał Twardowski to najlepszy strzelec Olimpii Zambrów, która jest przeciwnikiem Stali Rzeszów w barażach o II ligę. Mało kto wie, że „Twardy” kilka lat temu był jedną nogą w klubie z ul. Hetmańskiej.
– Kto wygra baraże i dlaczego będzie to Olimpia?
– Prowokuje mnie pan (śmiech). Zwyciężymy, bo za daleko zaszliśmy, żeby teraz zaprzepaścić szansę. Mam jednak świadomość, że na tym etapie wynik jest sprawą otwartą. W tym dwumeczu wydarzyć może się wszystko.
– Wczoraj usłyszałem, że Olimpia nie jest zainteresowana awansem…
– I uwierzył pan? To plotki. Za dużo potu wylaliśmy, żeby na finiszu odpuścić. Zarząd klubu, prezydent Zambrowa i oczywiście my, piłkarze, chcemy wrócić do drugiej ligi.
– Ludzie mówią: po cholerę im ta druga liga, skoro na mecze przychodzi 200 osób.
– Z frekwencją rzeczywiście nie jest najlepiej, a to dlatego, że Zambrów podzielony jest na kibiców Jagiellonii Białystok i Legii Warszawa. Ci ludzie nie mogą się porozumieć, na mecze Olimpii przychodzą raz jedni, raz drudzy. Zdarza się, że gramy ważne spotkanie, a z trybun słyszymy piosenki wychwalające Legię. Specyficzna sytuacja, prawda? Choć ostatnio coś jakby drgnęło. Na najważniejszym meczu z Olimpią Elbląg kibice się zjednoczyli, czuliśmy ich wsparcie. Sam stadion jest kameralny, pomieści tysiąc osób. Za to płyta boiska – palce lizać!
– Gdy rozmawialiśmy cztery lata temu, rozstawał się pan z Resovią, ale mówił: może jeszcze tu wrócę. I wraca pan do Rzeszowa, tylko w zupełnie innej roli.
– Mam nadzieję, że ten powrót okaże się szczęśliwy, bo stolicę Podkarpacia darzę ogromnym sentymentem. Powiem szczerze: już nie mogę się doczekać soboty.
– Co pan wie o Stali?
– Rzeszowianie mają kim straszyć w ataku, strzelają sporo goli. Musimy zwrócić na to uwagę.
– To dobrze, że pierwszy mecz gracie w Rzeszowie?
– Owszem. W przypadku niekorzystnego wyniku, straty będziemy odrabiać u siebie. A w Zambrowie nie przegraliśmy w tym sezonie ani razu. Znam stadion Stali, grałem tam dwa razy. Zapewniam, że nie przyjedziemy po to, żeby się bronić. Mierzymy w zwycięstwo.
– W Stali jest sporo wychowanków, w Olimpii można ich zliczyć na palcach jednej ręki. Mnóstwo tam natomiast piłkarzy ze szkółki Jagiellonii. Czy to oznacza, że te kluby mocno współpracują?
– Chodzi o coś innego. Olimpia to po prostu atrakcyjne miejsce pracy, dobrzy zawodnicy nie mają dylematów i chętnie przybywają do klubu, który jest tak świetnie poukładany. Co do wychowanków – rzeczywiście nie ma ich zbyt wielu, przeciwko Olimpii Elbląg zagrało dwóch, ale jeden okazał się bohaterem (22-letni Michał Kuczałek zdobył gola dającego zambrowianom remis i 1. miejsce w lidze – red.).
– Liderem zespołu jest najbardziej doświadczony, mający za sobą występy w ekstraklasie Mariusz Dzienis?
– U nas nie ma lidera, każdy zawodnik jest tak samo ważny. Olimpia bazuje na znakomitej atmosferze, to – moim zdaniem – najistotniejszy czynnik naszego sukcesu.
– W decydującym meczu z Olimpią Elbląg przegrywaliście, ale jednak zdołaliście się podnieść. To by wskazywało, iż jesteście mocni psychicznie.
– Zawsze gramy do końca. Elblążanie przyjechali pewni swego, rozpowiadali, że wygrają w cuglach. Przeliczyli się.
– Na jakim poziomie stoi trzecia liga podlasko-warmińsko-mazurska?
– Utarło się, że jest najsłabsza, ale to nieprawda. My, Olimpia Elbląg czy Drwęca Nowe Miasto Lubawskie nie powinniśmy mieć kompleksów. Nie mam porównania z ligą lubelsko-podkarpacką, bo chwilę już tam nie występowałem. Jednak sądząc po tym, jak zacięta była rywalizacja, przypuszczam, iż czołowe drużyny prezentują zbliżony poziom.
– Jest pan najlepszym strzelcem Olimpii. Ale czy wciąż tak szybkim jak wtedy, gdy grał w Resovii?
– Mimo upływu lat, nic się nie zmieniło (śmiech). Szybkość to mój atut.
– To prawda, że pan poluje?
– Tak, jestem właśnie na stażu myśliwego. Teraz polujemy na dziki i kozły.
– Może to naiwne pytanie, ale nie ma pan rozterek moralnych?
– Nie mam. Nie waham się strzelać, gdy jestem przed bramkarzem na boisku ani będąc na ambonie. Skąd to zainteresowanie? Pochodzę z Augustowa, na tamtych terenach, wśród lasów i jezior, to normalne zajęcie.
– W Stali nie płacą piłkarzom na czas. To może mieć znaczenie w barażach?
– Pieniądze nie zawsze odgrywają najważniejszą rolę. Spodziewam się, że działacze obiecają piłkarzom Stali dodatkowe pieniądze za pokonanie Olimpii, więc rywale mogą być jeszcze bardziej zdeterminowani. Ale w sumie, na dwoje babka wróżyła. Równie dobrze ta cała sytuacja może rzeszowian zdemotywować. Widzę, że niewiele się w tym klubie zmieniło. Cztery lata temu byłem jedną nogą w Stali, rozmawiałem z jej szefami w piątek, a w poniedziałek miałem się stawić na treningu. Działacze okazali się jednak mało przekonujący. Wtedy zgłosiła się Resovia. W Zambrowie zajmujemy się wyłącznie grą w piłkę, kasa wpływa na nasze konta regularnie.
Rozmawiał Tomasz Szeliga



One Response to "Myśliwy z Zambrowa zapoluje na Stal"