Na granicy możliwy każdy scenariusz

Tak wyglądało wczoraj w południe nieczynne przejście graniczne Kuźnica – Bruzgi. Fot. Twitter Liveuamap

Do czasu zamknięcia tego wydania Super Nowości migranci stłoczeni po białoruskiej stronie wyłączonego z ruchu granicznego przejścia w Kuźni, nie podjęli próby sforsowania go. Trudno jednak przewidzieć, co przyniosą kolejne godziny
i dni. Migrantów do przejścia doprowadziły białoruskie służby. Są potwierdzone informacje, że migranci są przez nie okłamywani, że Polska zgadza się na ich wejście na teren RP i że zostaną stamtąd przewiezieni do Niemiec. Polskie służby strzegące granicy nie kryją, że muszą być przygotowane na każdy scenariusz.

Najpierw mowa była o tym, że koczujący przy linii granicznej po białoruskiej stronie migranci mają w nocy z niedzieli na poniedziałek (z 14 na 15 listopada) zamiar sforsować zasieki i siłowo dostać się do Polski. Tak się jednak nie stało. Za to wczoraj rano obóz migrantów opustoszał, bo zostali oni przeprowadzeni i przewiezieni przez służby białoruskie w okolice zamkniętego z powodu kryzysu migracyjnego przejścia granicznego Bruzgi – Kuźnica. Ich liczba nie jest dokładnie znana, część mediów informuje o kilkuset migrantach, część o kilku tysiącach.

Strzały po białoruskiej stronie

Jak podał rzecznik koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn wśród koczujących po białoruskiej stronie imigrantów rozpuszczane są plotki, jakoby Polska miała się zgodzić na ich wejście na teren RP przez przejście Kuźnica – Bruzgi, a z terenu RP mają być przewiezieni do Niemiec. Zdaniem Żaryna, plotki te uwiarygadniają białoruskie służby. Tymczasem strona polska nie ma zamiaru otwierać przejścia w Kuźnicy. Strzegą go żołnierze oraz funkcjonariusze SG i Policji. Przedstawiciele tych służb nie kryją, że są przygotowani na każdy scenariusz, w tym na siłową próbę przekroczenia przez migrantów granicy. Na miejscu są armatki wodne i śmigłowce polskich służb. Od wczorajszego ranka po białoruskiej stronie granicy słychać strzały. Mówi się o tym, że to białoruskie służby strzelają „ślepakami” i że to kolejny element prowokacji reżimu Łukaszenki.

Inna taktyka ws. dziennikarzy

Wszystko co wiemy o sytuacji na granicy z Białorusią, pochodzi z oficjalnych komunikatów polskich służb i materiałów filmowych, które one publikują. Przypomnijmy, że zgodnie z założeniami na części terenu przygranicznego z Białorusią polscy dziennikarze nie mają wstępu do strefy, gdzie teraz rozgrywają się dramatyczne sceny. Białoruski dyktator Łukaszenka przyjął w tej sytuacji inną taktykę. Po białoruskiej stronie granicy obecni są tak dziennikarze miejscowi, sprzyjający reżimowi, jak i dziennikarze z Rosji oraz dziennikarze stacji CNN i BBC.

Deklaracja Łukaszenki

Jednocześnie białoruski dyktator zadeklarował wczoraj, że Białoruś chętnie odeśle imigrantów do ich ojczyzn, jeśli tylko wyrażą oni taką chęć. Podkreślił jednak, że: – Nie mają dokąd wracać. Nie mają tam gdzie mieszkać i rozumieją, że nie mają czym nakarmić swoich dzieci – mówił cytowany przez państwową agencję informacyjną BiełTA. Łukaszenka dodał także, że: – Polska potrzebuje dziś tego konfliktu. My nie chcemy żadnego konfliktu na naszej granicy państwowej. To jest dla nas całkowicie niekorzystne – stwierdził. Tymczasem Paweł Szefernaker, wiceminister MSWiA w rozmowie z dziennikarzami Interii zauważył: – Należy ostrożnie podchodzić do tego typu deklaracji – i trudno mu tu odmówić racji.

Monika Kamińska

15 Responses to "Na granicy możliwy każdy scenariusz"

Leave a Reply

Your email address will not be published.