
RZESZÓW. Ok. 150 osób włożyło spory wysiłek w to, by inaczej niż na nabożeństwie w kościele przeżyć 14 stacji męki pańskiej.
Nocą, w padającym deszczu i śniegu pięliśmy się w górę, albo schodziliśmy w dół. Szliśmy od stacji do stacji w milczeniu, z własnymi myślami, modlitwami i intencjami. Niektórzy nieśli ze sobą samodzielnie zrobione krzyże. Trasa nie była łatwa. Do pokonania mieliśmy ponad 45 kilometrów. Musieliśmy mocno walczyć z ograniczeniami i ciała, i ducha, by dojść do Sanktuarium Maryjnego w Czudcu. Jedni zrobili to w 9, inni w 12 godzin. Prawie wszyscy jednak daliśmy radę! Poddało się niewielu, tylko kilka osób.
Uczestnicy rzeszowskiej ekstremalnej Nocnej Drogi Krzyżowej wyruszyli w 6 grupach po kilkadziesiąt osób, w czwartek, 25 bm. po mszy o godz. 18 z kościoła garnizonowego przy ul. Reformackiej. Oprócz rzeszowian na szlak wybrali się też m.in. mieszkańcy Babicy, Mrowli, Łąki, Łańcuta, Trzciany, Tyczyna. Szli fioletową trasą Ekstremalnej Drogi Krzyżowej – tą najbardziej urozmaiconą. Suma podejść wynosiła 904 metry. Dwie pierwsze stacje zlokalizowane były w Rzeszowie: w Parku Papieskim i kościele na Zalesiu. Dalsze stacje mieściły się na trasie, która wiodła przez Łany, Tyczyn, Kamieniec, Lecką, Podlas, Pogorzałę, Babicę aż do Czudca.
Zamarzaliśmy w kilka minut
Podejścia trwały długo, a czasu na odpoczynek nie było wiele. – Było dość zimno i stojąc przy stacji kilka minut bez ruchu wędrowcy bardzo szybko marzli. Pierwsi pątnicy, wśród których byli żołnierze, dotarli do Czudca już o godzinie czwartej nad ranem – poinformował ks. Krzysztof Włosowicz, kapelan 21. Brygady Strzelców Podhalańskich w parafii pw. Matki Bożej Królowej Polski w Rzeszowie.
Jak dodał, wiek podejmujących wyzwanie Nocnej Drogi Krzyżowej był zróżnicowany. – Najwięcej zgłoszeń mieliśmy od ludzi z roczników w przedziale 1970 – 1980. Najstarszy pątnik liczył sobie 67 lat, ale kondycyjnie, jako uczestnik maratonów, był znakomicie przygotowany do tej trudnej wędrówki.
Choć to nie była pielgrzymka, przez całą drogę nad uczestnikami czuwała Maltańska Służba Medyczna. Od pierwszej stacji Nocnej Drogi Krzyżowej obowiązywała nas reguła milczenia, dlatego poza stacjami nikt nie modlił się głośno. – Był za to czas na medytację i przemyślenie sobie różnych spraw – podkreśla jeden z uczestników, mieszkaniec Ropczyc.
Każdy z nas miał kryzys
Po mszy świętej już w piątek (26 bm.) o godz. 6.30 w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej Królowej Różańca Świętego, gdzie była zlokalizowana ostatnia stacja Nocnej Drogi Krzyżowej, ks. Antoni Kocoł, proboszcz parafii i kustosz czudeckiego sanktuarium zaprosił ekstremalnych pątników na gorący żurek, herbatę i kawę. Co ciekawe, choć niektórzy (w tym i autorka tego tekstu) nie mieli sił, by przejść z kościoła do budynku parafialnego, po tym śniadaniu znów nabrali mocy i szczęśliwi wrócili do Rzeszowa. A już w swoich domach każdy z ekstremalnych cieszył się, że nie poddał się ograniczeniom ciała, ani zwątpieniu ducha…
Beata Sander



One Response to "Na nogach w drodze krzyżowej do Czudca"