Na osiedle wróci spokój

Spółdzielnia ścięła już żywopłot, a budynek w którym osiedlowe pijaczki urządziły sobie melinę, zostanie wkrótce wyburzony. Fot. Martyna Sokołowska

Skończy się gehenna mieszkańców jednego z sanockich osiedli. Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Sanoku wydał decyzję o rozbiórce budynku po dawnym sklepie, w którym grupa miejscowych pijaczków urządziła sobie melinę.

Po sierpniowej kontroli stanu technicznego budynku przeprowadzonej na wniosek Sanockiej Spółdzielni Mieszkaniowej, właściciela gruntu, na której stoi, Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego w Sanoku wydał zgodę na jego wyburzenie. – Budynek nie nadaje się do remontu, decyzja o jego rozbiórce została już przekazana Sanockiej Spółdzielni Mieszkaniowej – powiedział nam Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego Paweł Patronik. W Sanockiej Spółdzielni Mieszkaniowej usłyszeliśmy, że po wyburzeniu obiektu na placu powstaną dodatkowe miejsca parkingowe dla mieszkańców osiedla. Najprawdopodobniej wyrównany i utwardzony plac z przeznaczeniem go na mały parking – powiedział nam Janusz Galant z Sanockiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

W końcu się udało

Mieszkańcy bloków sąsiadujących z budynkiem zasiedlonym przez okolicznych pijaczków od kilku lat walczyli o jego rozbiórkę. Pisali pisma i petycje, zbierali podpisy poparcia wśród mieszkańców sąsiadujących ze sklepem bloków, do tej pory bez skutku. Na ich prośbę w sprawie także my interweniowaliśmy u zarządcy tego miejsca, co opisywaliśmy na łamach Super Nowości. – W końcu się udało – komentują mieszkańcy. – Kiedy jeszcze było ciepło, ci ludzie wracali do budynku wieczorami, baliśmy się, że przed zimą na dobre się tam zadomowią. Na szczęście budynek wkrótce zniknie i będzie już spokojnie – powiedziała nam jedna z mieszkanek osiedla.

Właściciel wyjechał, sklep został

Sprawa ciągnęła się od kilku lat. Kiedyś w budynku mieścił się osiedlowy sklepik. Po rozwiązaniu umowy z właścicielem sklepu, który dzierżawił działkę, spółdzielni zobligowała go do rozebrania budynku, ten jednak tego nie zrobił. Właściciel zamknął biznes, wyjechał i ślad po nim zaginął. Budynek stał pusty aż do czasu, kiedy zamieszkało w nim kilku osiedlowych pijaczków, którzy zmącili spokój mieszkańców osiedla. Jak relacjonowali mieszkańcy, byli głośni, nachalni i agresywni. Nie pomagały interwencje policji ani straży miejskiej, ani nakładane przez mundurowych mandaty. 

Martyna Sokołowska

Leave a Reply

Your email address will not be published.