
W małej podmiejskiej wiosce utworzono plac zabaw dla dzieci. Jeszcze do niedawna takie miejsca były domeną miast, ale teraz coraz częściej powstają także na wsi. I właśnie na jednym z takich placów doszło do zdarzenia, które zszokowało tubylców. W rolach głównych wystąpili dorośli.
Od pewnego czasu na placu tym zaczął pojawiać się zaraz po powrocie z pracy Tomasz G. ze swym pacholęciem. Było to o tyle zaskakujące, że do tej pory bywała tu zwykle jego żona Alicja. Ale kiedyś Tomasz powiedział, że chętnie ją wyręczy, gdyż dojeżdża do pracy w mieście, siedzi w murach przez wiele godzin, więc pobyt na świeżym powietrzu dobrze mu zrobi. Żona była zachwycona, ale do czasu.
Przebywający na tym placu zabaw rodzice, w większości matki, zwróciły uwagę, że Tomasz G. wyraźnie adoruje Krystynę S., młodą mężatkę, która także przychodziła tam ze swoim dzieckiem. Szybko więc zaczęto plotkować, że Tomasz i Krystyna mają romans, o czym wiedzą już prawie wszyscy, bo wieś mała, z wyjątkiem jego żony i jej męża. Drwiono nawet, że „puszczają do siebie oko, spuszczając z oczu swoje dzieci”. Na razie wszystko odbywało się jednak w granicach przyzwoitości, choć od plotek aż huczało. Kulminacja nastąpiła w zupełnie nieoczekiwanych okolicznościach i zaskoczyła wszystkich.
Zdarzyło się, że Tomasz G. wrócił do domu lekko wstawiony, po czym wyszedł wieczorem, tłumacząc żonie, że musi zaczerpnąć świeżego powietrza. Kobieta przyjęła to z niechęcią, ale nie sprzeciwiła się. Tymczasem Tomasz, zamiast na przechadzkę, udał się na… plac zabaw, gdzie czekała już nań Krystyna S., która z kolei oznajmiła swemu mężowi Bogdanowi, że boli ją głowa i chce pospacerować.
Tomasz miał przy sobie dużą butlę whisky, którą w szybkim tempie opróżnili, po czym wzięło ich na amory. Z akt sprawy nie wynika, czy do zbliżenia doszło na huśtawce, czy też na karuzeli, ale prawdopodobnie nie w piaskownicy. Pech chciał, że zobaczyła to jedna z sąsiadek, która życzliwie powiadomiła żonę Tomasza. Ta z kolei natychmiast pobiegła po męża Krystyny i już po chwili oboje wkroczyli na plac zabaw dla dzieci, na którym zabawiali się pijani dorośli, czyli ich współmałżonkowie.
Alicja miała ukryty przy sobie tasak, którym zaatakowała Krystynę, ale w jej obronie mimo wszystko stanął mąż Bogdan, ratując ją przed ciężkimi urazami. Nie miał natomiast litości dla Tomasza, którego pobił i gdyby sąsiedzi w porę nie wezwali policji, to na placu zabaw mogło dojść do jatki. I teraz sądy będą miały kupę roboty, bo szykują się sprawy karne oraz rozwodowe.
Aż chciałoby się powiedzieć: oj, dzieci, dzieci…
JAN M.



3 Responses to "Na placu zabaw"