
CHODACZÓW. Stuletnia strażnica kolejowa czeka na odbudowę.
Między Tryńczą a Grodziskiem Dolnym znajduje się ponad stuletnia strażnica kolejowa, o której istnieniu do tej pory wiedzieli tylko nieliczni. W ubiegłym roku gmina Tryńcza nieodpłatnie przejęła zabytek od spółki PKP. Dzięki dofinansowaniu, o które urzędnicy się starają, zaniedbany budynek ma szansę stać się ciekawą atrakcją na mapie turystycznej Podkarpacia.
Charakterystyczną, z wyglądu przypominającą mały zamek strażnicę kolejową widział każdy pasażer, który chociaż raz jechał pociągiem na trasie Przeworsk – Stalowa Wola. Miejscowi nazywają ją „Wachhaus”. Aby jednak poznać jej tajemnicę, należy cofnąć się do czasów zaborów. Austro-węgierski budynek wraz z mostem kolejowym na rzece Wisłok zbudowano w 1905 r. Jego zadaniem była obrona mostu przed nagłym atakiem rosyjskiej kawalerii. We wrześniu 1914 r. strażnica została zdobyta przez Rosjan. Pod niemiecką okupacją budowla służyła za posterunek niemieckiej straży kolejowej.
Po II wojnie światowej obiekt popadł w ruinę, jest jednak szansa na jego odbudowę. – W listopadzie ubiegłego roku złożyliśmy wniosek o dofinansowanie do Urzędu Marszałkowskiego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podkarpackiego 2014 – 2020. W tej chwili jest on w trakcie oceny, a rozstrzygnięcie zaplanowano na kwiecień br. Jeśli gmina uzyska dofinansowanie na odbudowę strażnicy, jeszcze w tym roku będziemy mogli rozpocząć inwestycję – informuje Dominika Kozak z Urzędu Gminy w Tryńczy. – Szacunkowy koszt odbudowy zabytku to ponad 1,6 mln zł – dodaje.
Zapomniana dotąd strażnica kolejowa ma szansę stać się kolejnym atrakcyjnym punktem na mapie turystycznej gminy Tryńcza. Zachętą do odwiedzenia zabytku może być także znajdująca się w pobliżu trasa spływu kajakowego rzeką Wisłok.
Agata Flak



One Response to "Na razie jest ruina, ma być turystyczna perełka"