
Uroniły nie jedną i nie dwie. W ciągu ostatnich dni z ich oczu popłynęły już setki łez. Z dnia na dzień utraciły domy, rozstały się z bliskimi i uciekły do obcego kraju, by szukać schronienia i ratunku. Zatroskane i przestraszone. Wzięły ze sobą dzieci. Towarzyszy im niesamowita odwaga, hart ducha i strzępy marzeń, z których mają nadzieję, że uda im się uszyć przyszłość.
Każda z historii Ukrainek, które znalazły schronienie w polskich domach różni się nieco w szczegółach. Wszystkie napisane zostały jednak według jednego wojennego scenariusza. Irina wyruszyła z domu o świcie. Maria ostatni raz spojrzała na swój dom wieczorem. Obie mieszkają teraz w Gorzycach w pow. tarnobrzeskim. Pierwsza dotarła do granicy z Polską pociągiem, drugą brat odwiózł samochodem. Kolejne jechały do Polski 20, a jeszcze inne 50 godzin.
8 marca, w Międzynarodowy Dzień Kobiet, panie z Ukrainy, które znalazły dach nad głową na terenie gminy Gorzyce miały okazję na chwilę oderwać myśli od tragedii wojny. Leszek Surdy, wójt gminy wraz z współpracownikami zorganizowali dla pań i ich dzieci spotkanie. Z kwiatami. Z życzeniami. Ze słodkościami.
– Bardzo się cieszymy, że możemy was gościć u siebie, na naszej ziemi. Pamiętajcie, że traktujemy was jak najbliższą rodzinę. Nie bójcie się nas i naszych urzędników, bo wszyscy tu jesteśmy po to, aby wam pomóc. Dziś jest Międzynarodowy Dzień Kobiet. Obchodzimy go w Polsce, ale i z tego co wiem, to także w waszym kraju jest on od wielu, wielu lat uroczyście obchodzony. W tym dniu, wam drogie Panie i drogie dziewczyny, chciałbym życzyć zdrowia, hartu ducha, na ile się da, abyście były zawsze uśmiechnięte i pełne optymizmu i nadziei na lepsze jutro. I u nas i u jest taki zwyczaj, że wszystkie kobiety są obdarowywane kwiatami. I my także chcemy dzisiaj nimi obdarować.
Tulipany oblane łzami
„Djakuju. Djakuju. Djakuju”. Tylko tyle i aż tyle słychać było od wzruszonych pań, których oczy kolejny raz w ostatnich dniach zaszkliły się od łez. Pierwszy raz od wybuchu wojny były to jednak łzy wzruszenia. Łzy przywracające im nadzieję i godność po ucieczce przed barbarzyństwem wojny, po wielogodzinnej podróży. Pozbawione możliwości zabrania wielu osobistych rzeczy i nieco odarte z kobiecości, znów poczuły się ważne, dzielne i piękne.
– Nie spodziewałam się tego, że mogę dziś dostać życzenia czy kwiaty – powiedziała nam jedna z pań. – Dziękuję. Naprawdę dziękuję. To bardzo miłe i… Dużo dobra dostałam w Polsce, w Gorzycach. Bardzo dużo dobra. Wszyscy mówią nam, żebyśmy czuli się tu jak u siebie, wszyscy chcą pomóc. A my nie wiemy, gdzie będzie nasz dom, gdzie będziemy za tydzień, za miesiąc, czy za rok, ale to, że tu spotyka nas tyle dobra, to jest dla nas bardzo ważne. Ja uciekłam ze Lwowa z dwójką dzieci. Chciałabym tam wrócić, ale nie wiem, czy będę mogła. Mam nadzieję, że wojna się skończy. Mam nadzieję, że wrócę, ale tych dni tu w Polsce nigdy nie zapomnę.
– Ja chcę tu zostać. Przyjechałam z synem. Nie mam męża. Boję się, że nie będę miała do czego wracać, że tam już nigdy nie będzie tak jak było, więc chcę zacząć nowe życie w Polsce. Będę szukać pracy. Dostaliśmy tu dużą pomoc, dużo dobra i ja mam nadzieję, że tu można dobrze i spokojnie żyć. Moje marzenie to żyć, żyć spokojnie. Mieć pracę i mieszkanie – mówi pani Maria. – Myślę, że po tym, co się stało, już nic gorszego nas nie spotka. Już musi być tylko lepiej.
Jesteście piękne i wspaniałe
W spotkaniu z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet w Gorzycach prócz przedstawicieli gminy wziął udział także ks. dziekan Mariusz Kozłowski. To dzięki niemu powstał szybko zorganizowany ośrodek dla uchodźców z Ukrainy. Pierwsza rodzina, jaka dotarła do gminy, znalazła dach nad głową właśnie u niego.
Ludmiła, Nikita, Diana i mała Maria pochodzą ze wsi Bratkiwci, gminy Tysmenecka, obwodu Iwano-Frankiwskiego. W kolejce do polskiej granicy stali ponad 50 godzin. Na Ukrainie został ich mąż i tato. Obaj walczą o wolny kraj dla swojej rodziny. We wtorkowym spotkaniu ks. dziekan także uczestniczył i podnosił panie na duchu.
– Szanowne Panie, jesteście wspaniałe. Jesteście piękne i macie piękne serca. To, że teraz macie w oczach łzy, to ufam, że to są łzy szczęścia, których będzie więcej. Jutro, pojutrze i za rok – mówił ks. Mariusz Kozłowski. – Czujcie się u nas jak u siebie w domu. We wszystkim wam pomożemy.
– Łzy płyną, bo uciekałyśmy w nieznane. Nie znałyśmy tu nikogo. Nigdy tu nie byłyśmy. Nic nie wiedziałyśmy o Gorzycach. Nie miałyśmy czasu, żeby sprawdzić, gdzie można uciekać. Przyjęto nas, jakbyśmy były bliską rodziną. Czuję się tu bezpiecznie – mówi pani Julia, która uciekła do Polski z dwójką dzieci. – Dziś usłyszałam tu piękne słowa. Dla mnie to dobre miejsce, dobrzy ludzie.
Sytuacja w gminie Gorzyce jest wyjątkowa, bo w tutejszej szkole średniej od kilku lat uczą się uczniowie z Ukrainy. Z dnia na dzień, stali się ogniwem łączącym organizujących im pomoc urzędników i wolontariuszy z uchodźcami. Są tłumaczami, wspierają obie strony, pomagają zorientować się w obowiązujących w Polsce przepisach i codziennych zwyczajach. Podczas świątecznego spotkania z okazji Dnia Kobiet, także dwoje młodych Ukraińców, którzy uczyli się w Gorzycach zanim wybuchła wojna, tłumaczyli słowa skierowane do Ukrainek przez wójta, księdza i urzędników, a dziennikarzom pomagali rozmawiać z paniami, dla których zorganizowano uroczystość.
Kobiety, które zadziwiają świat
Świat patrzy na to, co dzieje się na Ukrainie w ostatnich dniach, ale i patrzy na Polskę. Wrażliwi na krzywdę i oburzeni barbarzyństwem wojny chylą czoła przed Ukrainkami, które ratując życie swoich dzieci, uciekają w nieznane przed okupantem. Polskie domy stały się dla tysięcy z nich azylem, którego się nie spodziewały. Ta otwartość i bezinteresowność już została dostrzeżona. Polki ratują Ukrainki, a Amerykanie dowiedzieli się o tym od uwielbianej za oceanem Oprah Winfrey, która we wtorkowym nagraniu powiedziała o tym, jak bardzo porusza ją to, co dzieje się teraz w zaatakowanej przez Rosję Ukrainie i niosącej ogromnych rozmiarów pomoc uchodźcom.
– Nie mogę przestać myśleć o bezsensownych, morderczych atakach na Ukraińców (…). Nie mogę przestać myśleć o strachu i wycieńczeniu, jakie muszą czuć ci, którzy uciekają, którzy śpią w bunkrach, którzy ukrywają się w swoich piwnicach. O twarzach matek i dzieci, ojców żegnających się na dworcu, mężczyzn, którzy nigdy wcześniej nie mieli w ręku broni, ale zostają, aby bronić demokracji – powiedziała Oprah Winfrey we wtorek na Instagramie.
Gwiazda wspomniała także o Polakach. – Czy słyszeliście, jak Polacy wyciągają dłoń? Czy słyszeliście o tym, jak wiele rodzin po drugiej stronie granicy w Polsce otworzyło swoje domy dla uchodźców z Ukrainy? Jak wyciągają dłoń do osób, których nawet nie znają, bo wiedzą, że to sąsiedzi i oni wszyscy są tacy jak my? – pytała Oprah Winfrey.
Małgorzata Rokoszewska



9 Responses to "Na setki łez rozpaczy są też łzy wzruszenia i nadziei"