
EURO 2016. Polska – Norwegia na początek drugiej części turnieju. Pojedynki z tym rywalem przeszły do historii światowego szczypiorniaka.
– Zapominamy o Francji – takie hasło obowiązuje w polskim obozie przed drugą fazą mistrzostw. Biało-czerwoni zdają sobie sprawę, że po zwycięstwie nad Norwegią znajdą się na autostradzie prowadzącej do półfinału i nie chcą tej szansy zaprzepaścić.
Od medialnego szumu odciąć się jednak nie da. – W dobie Internetu trudno odizolować się od świata. Mamy nadzieję, że spełnimy oczekiwania swoje i całego narodu – podkreśla skrzydłowy Adam Wiśniewski. Występy polskich piłkarzy ręcznych to nad Wisłą temat nr 1, zwłaszcza po spektakularnej wiktorii nad obrońcą tytułu i mistrzem olimpijskim. – To zapewne jedno z większych zwycięstw Polski w ostatnich latach, ale nie wpadajmy w zachwyt – apeluje z kolei Michał Jurecki. – Niektórzy już wieszają nam na szyjach medale, lecz będziemy musieli się napracować, by dostać się do strefy medalowej – uważa lider naszej drużyny. Nadmierna ostrożność? Bynajmniej. Brak pokory zgubił już niejednego sportowca, choć Polakom to chyba nie grozi. Nie przy tym trenerze. – W piłce ręcznej w każdym meczu można przyczepić się do czegoś. Jeśli trener albo zawodnicy będą w pełni usatysfakcjonowani, niczego nie osiągną. Zawsze wszystko można zrobić lepiej – podkreśla Michael Biegler w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”. – Zejdźmy na ziemię. Proszę nie myśleć, że w następnych spotkaniach czeka nas spacerek – dodaje asystent selekcjonera, Jacek Będzikowski, odpowiedzialny również za rozpracowywanie rywali.
Marzą o rewanżu
Zadar, rok 2009, ćwierćfinał mundialu. Przerwa na żądanie w meczu Polska – Norwegia. Wynik: 30-30. Trener Bogdan Wenta, okrzyknięty potem jasnowidzem, krzyczy do swoich zawodników: – Mamy 15 sekund, oni zdejmą bramkarza, wprowadzą siódmego gracza! Trzeba przerwać im i będzie pusta brama! Tylko spokojnie, mamy dużo czasu.
Pamiętacie Państwo, co działo się później? Jasne, że tak. Tego bowiem nie sposób zapomnieć! Polacy zablokowali Norwega, piłkę chwycił Artur Siódmiak i rzutem zza połowy boiska zdobył bramkę! Kolos z Wągrowca nie zostałby jednak „Królem Arturem”, gdyby chwilę wcześniej do remisu nie doprowadził Rafał Gliński, późniejszy kapitan Stali Mielec. Wtedy z Chorwacji Polacy przywieźli brązowe medale, a Norwegowie potworną traumę. – Wyobrażam sobie, jak bardzo chcą się zrewanżować. Trzeba uważać – podkreślał „Glina”, gdy dowiedział się, z kim przyjdzie nam się mierzyć w drugiej części turnieju.
6 mln kibiców
Choć krople na uspokojenie to obowiązkowy zestaw kibica polskiej reprezentacji, wolelibyśmy, aby spotkanie z Norwegią wyglądało jak to z Francją. Atak i dominacja od pierwszych minut, żelazna defensywa i wyczyniający cuda w bramce Sławomir Szmal. Niech biało-czerwoni znów zapiszą się w kronikach czymś pozytywnym, bo na razie w Krakowie rozprawiają się z rywalami i z trudną historią. Pierwszy raz na dużym turnieju pokonaliśmy Macedonię, z Francją wygraliśmy po 22 latach. Rośnie też zainteresowanie kibiców. Dzięki świetnie zorganizowanej grupie fanów z Kielc i Płocka, Tauron Arena Kraków zaczęła przypominać „kocioł czarownic”. 15-tysięczna publika niesie polski zespół, a przeciwnikowi pęta ręce i nogi. W telewizji zwycięstwo nad Francją oglądało natomiast 5,8 miliona widzów – o 500 tysięcy więcej niż poprzednie pojedynki Polaków. Norwegowie o takich kibicach mogą pomarzyć. Ich mecz z Chorwacją zgromadził przed odbiornikami ledwie 225 tysięcy ludzi. W tym kraju wyobraźnię wciąż rozpalają głównie szczypiornistki – świeżo upieczone mistrzynie świata.
Faworyt kontra czarny koń
Dlaczego mecz z Norwegią urasta do miana kluczowego? Ponieważ obie drużyny awansowały do II rundy z kompletem 4 punktów i zwycięstwo znacznie przybliża do półfinału. Polacy są faworytami, lecz zespołu z krainy fiordów lekceważyć nie wolno. Debiutujący w roli trenera, zaledwie 43-letni Christian Berge, przywiózł na ME zespół młody i waleczny. Czarnym koniem turnieju miała być Słowenia, która jednak szybko pojechała do domu. Jako tych, którzy są w stanie napsuć krwi mocarzom, coraz częściej wymienia się właśnie Norwegię. – To chyba nie takie dziwne? Pokonali już Chorwację, która zawsze mierzy wysoko. Okazali się też lepsi od dobrze dysponowanej Białorusi – zauważa Jacek Będzikowski.
A my przypominamy, że w dniu meczu z Norwegią 34. urodziny obchodzić będzie Karol Bielecki. Coś nam podpowiada, że nasz bombardier przyszykuje sobie prezent…
Tomasz Szeliga


