
Rozmowa z MARCINEM JAŁOCHĄ, trenerem piłkarzy Resovii.
– Po zwycięstwie nad Stalą było piwko i chóralne śpiewy?
– Piwa napijemy się po rundzie, mam nadzieję, że wtedy będzie co świętować. Po meczu zdałem sobie sprawę, co dla piłkarzy Resovii oznacza pokonanie Stali, ale w euforię nikt nie wpada. Za dużo punktów pogubiliśmy…Wróciliśmy zatem do klubu, porozjeżdżaliśmy się do domów, w poniedziałek przed południem spotkaliśmy się na zajęciach. Myślami jesteśmy już przy meczu z Garbarnią.
– Za co może Pan pochwalić swoich zawodników?
– Za determinację i konsekwentną postawę w obronie. Zawiedziony jestem natomiast naszą grą w ofensywie. Nie potrafiliśmy utrzymać piłki na połowie przeciwnika.
– Poziom meczu nie był zbyt wysoki…
– Znam Resovię z lepszego okresu, gdy biła się z Niecieczą i Kolejarzem Stróże o pierwszą ligę. To było jednak dwa lata temu, dziś obie rzeszowskie jedenastki przeżywają trudne chwile. Niedzielne derby to była bardziej kopanina, niż gra w piłkę. Zrzucam to na karb stresu związanego z tak specyficznym wydarzeniem jakim są derby. Widziałem jak ten stres pęta nogi moim zawodnikom. Zagraliśmy dwa razy gorzej, niż w Olsztynie.
– A atmosfera derbów się Panu podobała?
– Od zawsze twierdzę, że jeśli na trybunach brakuje kibiców jednej z drużyn, to oglądamy pół-mecz. Poza tym spodziewałem się, że przyjdzie więcej ludzi.
– Trener musi mieć nosa i Pan go miał, wpuszczając Sebastiana Hajduka. Ten gol pomoże mu przebić się do podstawowego składu?
– Zobaczymy. Przesunąłem Sebastiana na dwa tygodnie do zespołu rezerw, bo jego forma pozostawiała wiele do życzenia. Zrobiłem to również po to, by zawodnik nabrał sportowej złości. I Hajduk pokazał charakter. Nie spuścił głowy, tylko zasuwał na treningach. Takiego go potrzebuje, choć żeby było jasne – to nie jest ten napastnik, który siał postrach w całej lidze.
– Wie Pan, że Hajduk bojkotuje media?
– Słucham? Hmm, nie wiedziałem, dziwne to trochę. Spróbuję z nim o tym porozmawiać.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


