Na tropie Bursztynowej Komnaty

Oryginalna Bursztynowa Komnata w 1917 r. Koloryzowane zdjęcie. Fot. Archiwum

Jest koniec sierpnia 1944 r. Na krzyżacki zamek w Królewcu, wówczas stolicy Prus Wschodnich (obecnie Kaliningrad w Rosji), w którym przechowywana jest Bursztynowa Komnata, alianci przypuszczają nalot dywanowy. W zamku wybucha pożar, a cenny skarb zostaje rozmontowany w pośpiechu i trafia do skrzyń. Właśnie wtedy Bursztynowa Komnata widziana jest po raz ostatni. Gdy w początku kwietnia 1945 r. Armia Czerwona zdobywa królewiecką twierdzę, nie ma po niej śladu. Rosjanie zatrzymują kustosza zamkowego muzeum, jednak w niedługim czasie mężczyzna ginie w tajemniczych okolicznościach… Tak zaczyna się jedna z najbardziej zagadkowych historii XX wieku, nad którą głowić się będą w kolejnych latach tysiące osób, próbując odszukać zaginione bursztynowe arcydzieło. A szukać się opłaca, bo wartość skarbu szacowana jest na pół miliarda dolarów! Trop wiedzie m.in. do Polski, tyle że potencjalnych miejsc, w których komnata mogła zostać ukryta, jest kilkadziesiąt! – Żyją na pewno tacy, którzy wiedzą, gdzie ona jest – zapewniał kilka lat temu w jednym z wywiadów dr Jacek Wilczur, członek Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, który poszukiwał komnaty przez ponad pół swojego życia. – Tyle, że nie mówią… On sam, gdy rozpoczynał poszukiwania Bursztynowej Komnaty, usłyszał: „Pan nie umrze w swoim łóżku”…

Odnalezienie Bursztynowej Komnaty jest marzeniem wielu. Próby wciąż są podejmowane, a badania trwają. Od lat 50. ubiegłego wieku to, gdzie ją ukryto, jest największą zagadką. Jedną z osób zaangażowanych w poszukiwania cennego skarbu był nieżyjący już dr Jacek Wilczur. Dokładnie patrzono mu na ręce. – ,,Pierwszy raz zszedłem na polecenie Ministra Sprawiedliwości Rzeczypospolitej pod ziemię, głęboko pod ziemię, w Sowich Górach w dniu 22 lipca 1964 roku. Dano mi przewodnika i chyba w trzecią dobę pobytu mojej grupy w bazie zdołałem ustalić, że pracował on dla naszych służb – dla Służby Bezpieczeństwa” – relacjonował w wywiadzie. Mordowano też świadków. – „Zamordowano pięciu – między pierwszym zeznaniem, które złożyli u mnie, a zapowiedzianym drugim” – opowiadał. Rosjanie pod koniec pierwszego dnia akcji podziemnej podesłali mu nawet dwóch dziennikarzy. -„Wiedziałem o tym, że pracują dla KGB – przyznał po latach. Jak twierdził, pierwszą zasadą w poszukiwaniach powinno być: nie wierzyć w nic i nikomu, sprawdzać wszystko po kilka razy. Tak też robił przez większą część swojego życia…

Komnata… obłożona bursztynem

Historia zaginionego skarbu sięga początków XVIII wieku, kiedy to król Prus Fryderyk I Hohenzollern zamarzył o wyłożeniu bursztynem jednej z sal barokowego pałacu Charlottenburg. Tak też się stało. Komnata o wymiarach 10,5 na 11,5 metra została przykryta misternie rzeźbionymi bursztynowymi mozaikami i płaskorzeźbami, których niektóre elementy można było podziwiać wyłącznie przez szkło powiększające. W 1716 r. dzieło nazwane Bursztynową Komnatą trafiło w ręce odwiedzającego Berlin cara Piotra I, który zachwycony pięknem bursztynowego arcydzieła otrzymał je w prezencie dyplomatycznym od syna króla – Fryderyka Wilhelma. Skarb został spakowany do 18 skrzyń i przewieziony najpierw do Petersburga, gdzie przeleżał w nich niemal ćwierć wieku! Okazało się bowiem, że nie ma w całym imperium specjalisty, który umiałby ją poprawnie złożyć. W połowie XVIII wieku skrzynie trafiły do Pałacu Jekaterińskiego w Carskim Siole, gdzie na polecenie carycy Katarzyny II komnata została zamontowana i przyozdobiona dodatkowo kryształowymi lustrami oraz pozłacanymi kinkietami. W takiej formie przetrwała prawie przez następne dwa wieki aż do czasu, gdy hitlerowcy zaatakowali Związek Radziecki. W lipcu 1942 r. na polecenie doktora Alfreda Rohde i jego zwierzchnika, gauleitera Prus Wschodnich Ericha Kocha, którzy przejęli pieczę nad skarbem, komnata została rozmontowana i przewieziona do Królewca…, gdzie widziano ją po raz ostatni.

Wojenna zawierucha

– Jest świadectwo Niemki Elizabeth Amp, która przyjaźniła się z córką Rohdego. Była na zamku, widziała Bursztynową Komnatę przed samym pożarem, a po pożarze Rohde miał jej powiedzieć: ,,Wszystko spłonęło” – mówi Ryszard Badowski, autor książki „Tajemnica Bursztynowej Komnaty”. Trudno w to jednak uwierzyć, bo Rohde kochał bursztyn i niezwykle zależało mu na Bursztynowej Komnacie. Można więc sądzić, że zrobił wszystko, żeby ją ocalić. Jesień to jest pierwszy termin, kiedy mogli ją wywieźć po cichutku w głąb Rzeszy. Były też takie domniemania, że mogła być ewakuowana z Królewca znacznie później. Jeszcze na początku stycznia 1945 r. są świadkowie, którzy widzieli ją w Królewcu – dodaje.
Komnata miała być przez nich widziana jeszcze na 5 dni przed zajęciem Królewca przez Armię Czerwoną. Tylko że, jak twierdzi dziennikarz Leszek Adamczewski: – Jeśli 5 kwietnia 1945 roku Bursztynowa Komnata rzeczywiście znajdowała się jeszcze w zamku królewieckim, to szansa jej wywiezienia poza miasto jest praktycznie żadna.
Jeżeli faktycznie pozostałaby w Królewcu, niechybnie spłonęłaby, bo zamek został doszczętnie spalony w trakcie walk. Tylko, jak zastanawia się Adamczewski, trudno też uwierzyć w fakt, że Bursztynową Komnatę zostawiono na pastwę radzieckich żołnierzy „którzy przecież nigdy w życiu nie słyszeli o Bursztynowej Komnacie i w pijackiej orgii zniszczyli wszystko, co napotkali po drodze”. Komnata była zbyt cenna, a dla pewnej grupy osób stanowiła nawet gwarancję na życie. W takiej sytuacji naturalne wydaje się więc, że zaryzykowano, by ją ocalić… Tylko zagadką jest – co działo się z nią dalej?
Pewności nie ma, są tylko przypuszczenia, a co do sposobu ewakuacji skarbu i tego, gdzie ostatecznie go ukryto, narosło mnóstwo legend. Niestety, w większości nieprawdziwych. Trop wiedzie m. in. do Polski. – Były hipotezy, że mogła być w Dzikowie, w Pasłęku, w Lidzbarku Warmińskim i jeszcze w paru innych miejscach. Bardzo poważne ślady prowadziły do zamku w Książu – przyznaje Badowski.
Zdaniem Leszka Adamczewskiego, Bursztynowa Komnata została najprawdopodobniej ukryta w podziemnej twierdzy, choć nie wyklucza, że mogła zostać zamurowana w pomieszczeniu jakiegoś małego prowincjonalnego muzeum. Tylko czy gdyby faktycznie istniała, przez tyle lat nie zostałaby odnaleziona? A może ktoś miał w tym interes, żeby pozostała nieodkryta… – Trudno się w tym połapać – przyznaje Badowski, dodając, że przecież na tym między innymi polega urok tej niezwykłej historii.

Tajemnicza śmierć opiekuna komnaty

Zacznijmy ją zatem od początku, a konkretnie od roku 1945. Gdy 10 kwietnia, po prawie 3 miesiącach oblężenia, Armia Radziecka zdobywa Królewiec, do miasta przyjeżdża archeolog – profesor Aleksander Briusow, pełnomocnik Ludowego Komisariatu Kultury do spraw odzyskania skarbów muzealnych. Rosjanom bardzo zależało na zdobyciu Bursztynowej Komnaty, którą traktowali jako klejnot rodowy. – To było trochę dziwaczne od samego początku zajęcia Królewca – zastanawia się Ryszard Badowski. – Rohde, który został w Królewcu, nie ewakuował się, mógł zostać po to, żeby pilnować Bursztynowej Komnaty. Ponoć widziany był, jak palił w zamku jakieś dokumenty… Tymczasem w połowie grudnia 45 r. Rohde i jego żona umierają na czerwonkę. Czy aby na pewno? – Okazało się potem, że grób jest pusty, a zaświadczenie lekarskie o zgonie Rohdego i jego żony było fałszywe – komentuje Badowski. – Znów jedna z kolejnych zagadek. Został, żeby pilnować Bursztynowej Komnaty, jedyny, który wiedział, gdzie ona jest albo też za dużo wiedział.
Czy Rohde sfingował swoją śmierć? Odpowiedź na to pytanie nigdy nie padła.

Pierwsze powojenne tropy

Cztery lata później powołana zostaje Komisja Wieniamina Królewskiego, której celem jest odnalezienie Bursztynowej Komnaty. – Wykopali wszystko, co się tylko dało i nic nie znaleźli – przyznaje Badowski. Tymczasem zaraz po wojnie syn jednego z esesmanów dokonuje sensacyjnego odkrycia. Na strychu znajduje dokumenty ojca mówiące o ewakuacji komnaty!
Rozkaz SS:
,,Do Obersturmbahnfuehrera SS George’a Ringela. Oczekuje się, że w najbliższym czasie w Królewcu przeprowadzona zostanie operacja „Zieleń”. W związku z tym powinien Pan przeprowadzić akcję „Bursztynowa Komnata” i dostarczyć ją do znanego Panu B3. Po przeprowadzeniu operacji wejścia – zgodnie z ustaleniem – zamaskować. Jeśli budynek zachował się – wysadzić go w powietrze.”
Dziś wiemy, że został przechwycony przez stację nasłuchu radiowego Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy przekazali to Rosjanom, mówiąc, że to gdzieś znaleźli w swojej strefie okupacji – przyznaje Adamczewski. Kim był Ringel? – Nie istniał – twierdzi Badowski. To był pseudonim esesmana. Jego prawdziwe nazwisko brzmiało Wust i on rzeczywiście zlecił ewakuację komnaty w głąb Niemiec.
Akcja ,,Bursztynowa Komnata” została przeprowadzona. Pozostaje tylko pytanie, co kryje się pod tajemniczym określeniem B3? Czy jest to obiekt, który istnieje do dzisiaj? A może został stworzony tylko na potrzeby akcji? Niewykluczone, że jest to właśnie zakodowane miejsce, w którym przez tyle lat na odnalezienie czeka wciąż bursztynowy skarb…

Kolejna zagadkowa śmierć

Sprawa Bursztynowej Komnaty znów nabiera wątku kryminalnego za sprawą kolejnej już śmierci – tym razem ginie najsłynniejszy poszukiwacz skarbu, urodzony przed wojną w Królewcu – Georg Stein. W sierpniu 1987 r. na skraju lasu w miejscowości Aldorf w Dolnej Bawarii na jego zwłoki natknął się podczas spaceru przypadkowy mężczyzna. Przy ciele policja odnajduje dwoje nożyc, dwa noże i skalpel, który tkwi w brzuchu denata. Sprawa jest tajemnicza, bo zmarły w 2018 r. baron Eduard von Falz-
-Fein stwierdził w filmie „Rzecz o bursztynowej komnacie”, że otrzymał od niego list o dziwnej treści: ,,Jestem teraz niedaleko Monachium, u przyjaciół, ale nie mam już sił i nie chcę się więcej zajmować poszukiwaniami.” – Zakończył tak bardzo smutno. Dostałem ten list i myślę sobie: ,,Masz, babo, placek.”. A na drugi dzień widzę na pierwszej stronie w gazecie: ,,Georg Stein popełnił samobójstwo” – mówił w wywiadzie przeprowadzonym na potrzeby filmu Falz-Fein.
– Popełnił samobójstwo, bo załamał się, że nie może nic znaleźć. Tylko jak można popełnić samobójstwo, zadając sobie kilkanaście ciosów sztyletem? – komentuje Ryszard Badowski.
Stein pozostawił po sobie tak zwany testament – archiwum oryginalnych dokumentów traktujących o losie zagrabionych skarbów, na utworzenie którego poświęcił swój majątek. Baron Eduard von Falz-Fein wykupił to archiwum od dzieci Steina i podarował je Rosji. Obecnie w posiadaniu archiwum Steina jest Awenir Piotrowicz Owsjanow z Kaliningradu, który prowadzi tam poszukiwania Bursztynowej Komnaty przyjmując, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem wydarzeń jest to, że Niemcy ukryli ją tuż przed wkroczeniem radzieckich wojsk. Gdzie? Niewykluczone, że w oddalonym o 60 km. od dawnego Królewca Pasłęku. Istnieją bowiem relacje świadków, którzy twierdzą, że jesienią 44 roku do pasłęckiego zamku przyjeżdżały ciężarówki wypełnione skrzyniami. Tyle, że sensacji tych ostatecznie nie potwierdzono – międzynarodowej komisji nie udało się odnaleźć w Pasłęku bezcennego skarbu.

Zatopiony skarb?

A gdyby tak Bursztynowa Komnata została… zatopiona? Tłem tej kolejnej już teorii jest katastrofa niemieckiego statku pasażerskiego ,,Wilhelm Gusttloff”, do której doszło z końcem stycznia 1945 r. Zginęło w niej niemal 8 tys. ludzi, a uratować się zdołało zaledwie 914. Statek wypłynął z portu w Gdyni w końcu stycznia 1945 r. Na wysokości Łeby został trafiony przez 3 torpedy rosyjskiego okrętu podwodnego S-13. Skąd przypuszczenie, że tragedia może mieć związek z zaginionym skarbem? Ryszard Badowski tłumaczy to w następujący sposób: – To było mniej więcej w tym czasie, kiedy odcięto Królewiec. Bursztynową Komnatę musieliby ewakuować samochodami przez Zalew Wiślany. Tyle, że bombardowali go Rosjanie. Na Zalewie Wiślanym utonęło, mówią niektórzy, do 0,5 miliona Niemców. Ludzie uciekali przez zalew do Gdańska. Przyleciały samoloty i rozwaliły lód. I poszły na dno: sanie, samochody, czołgi – wszystko. Jeżeli wieźli wtedy Bursztynową Komnatę, to leży w Zalewie Wiślanym. Wrak ,,Wilhelma Gustloffa” po raz pierwszy został spenetrowany w 1973 r. Jednak do tej pory nikomu nie udało się dotrzeć do ładowni, które znajdują się w głębi statku. Leżący 22 mile morskie na północ od Łeby wrak został ponad 25 lat temu uznany za mogiłę wojenną i objęty jest całkowitym zakazem nurkowania.
Zdaniem Badowskiego, Gustloff nie mógł jednak wieźć Bursztynowej Komnaty, bo istnieją – uznane za wysoce prawdopodobne – zeznania świadków, którzy twierdzą, że istniała ona jeszcze po zatopieniu Gustloffa… Co zatem mogło się z nią stać?

Katarzyna Szczyrek, Jakub Karyś

Leave a Reply

Your email address will not be published.