Na Ukrainę tylko indywidualnie, ale to też ryzyko

Lwów z perspektywy Cmentarza Orląt. Polaków na nekropolii prawie nie widać, płonących zniczy prawie nie ma. To rzadki widok, bo od historycznego miejsca dzieli nas tylko kilkadziesiąt kilometrów. Fot. Jerzy Mielniczuk
Lwów z perspektywy Cmentarza Orląt. Polaków na nekropolii prawie nie widać, płonących zniczy prawie nie ma. To rzadki widok, bo od historycznego miejsca dzieli nas tylko kilkadziesiąt kilometrów. Fot. Jerzy Mielniczuk

PODKARPACIE. Z obawy o bezpieczeństwo podróżnych organizatorzy odwołują wycieczki nawet do Lwowa. Proponują inne wschodnie kierunki.

Ruch wycieczkowy za naszą wschodnią granicę prawie ustał. Niektóre biura turystyczne tłumaczą to jeszcze martwym sezonem, ale prawda jest taka, że wszyscy czekają na rozwój sytuacji. Zarezerwowane już na wiosnę wycieczki szkolne do Lwowa i na Wołyń zostały w większości odwołane. Niektórzy organizatorzy wycieczek dla dorosłych jeszcze wstrzymują się z decyzją. MSZ odradza wszystkim wyjazdy, a przebywającym na Ukrainie Polakom powroty do domów. Ukraińscy hotelarze ślą błagalne maile do naszych biur: Przyjeżdżajcie! Tu nie ma wojny!

Zwyczajowo polscy turyści gromadnie ruszali na Ukrainę począwszy od długiego majowego weekendu. W tym roku aura jest przyjaźniejsza i już można byłoby się piwa napić na rynku we Lwowie, albo podziwiać twierdzę w Kamieńcu Podolskim. Na zapchanym zazwyczaj polskimi autokarami parkingu pod Kurią Biskupią u podnóża Wysokiego Zamku we Lwowie pustki. W Mieście Zawsze Wiernym prawie nie widać zorganizowanych wycieczek, a jeżeli już to ukraińskie.

Ubezpieczyciele nie lubią wojny
– Okres od listopada do maja zawsze był martwym sezonem w wyjazdach na Ukrainę – uspokajają w Przemyskim Biurze Podróży “Bukowina”. Dowiadujemy się jednak, że nie mają zleconej ani jednej wycieczki szkolnej, a zawsze były już terminy “zaklepane”. Wycieczki na Kresy były nie tylko relaksem, ale uzupełnieniem szkolnego programu historii. Ich popularność rosła z roku na rok. Do teraz. – Żaden opiekun przy zdrowych zmysłach nie zaryzykuje wyjazdu z młodzieżą na terytorium objęte rozruchami na pograniczu wojny – mówi nauczyciel ze Stalowej Woli, który co roku z uczniami po kilka razy przekraczał granicę polsko-ukraińską. – Taka wycieczka musi być ubezpieczona, a ubezpieczyciele się wahają, bo nie wiedzą, czy cel podróży z dnia na dzień nie stanie się terenem wojny. Tam wszystkie ubezpieczenia tracą ważność.

– Na razie mamy tylko zapytania o możliwość zorganizowanego wyjazdu na Ukrainę, ale zazwyczaj na tym się kończy – dowiadujemy się w rzeszowskim “Guliwerze”. – Za to dobrze sprzedają się wyjazdy do Petersburga. Szkoda, że Krym w tym roku jest stracony, ale może jeszcze uda się coś z sezonu uratować.

“Guliwer” i inne nasze biura słały dziesiątkami i setkami swoich klientów na wypoczynek do krymskich kurortów. Większość hoteli na półwyspie była prawie polska, czyli polskojęzyczna. Teraz ich właściciele w naszym języku ślą błagania o przysyłanie gości. „Na polskich cywili czeka tu tylko słońce” – odważył się jeden z hotelarzy przesłać coś między wierszami. Pewnie i on traci nadzieję, bo nie wiadomo, czy od lata nie będziemy musieli wyrabiać wiz planując wyjazdy na Krym.

Trzeci: Nie wyjeżdżaj!
Ministerstwo Spraw Zagranicznych apeluje o rozwagę do planujących wyjazdy na Ukrainę. Resort dyplomacji wprowadził trzeci („Nie wyjeżdżaj!”) z czterech stopni zagrożenia dla turystów na Ukrainie. Podobny obowiązywał przed rokiem przy wyjazdach do Egiptu. Tamte ostrzeżenia wielu turystów jednak lekceważyło; w przypadku Ukrainy już nie. – MSZ nadal uważa za zasadne powstrzymanie się od planów podróży na Ukrainę, jeśli nie jest ona niezbędna – czytamy na stronie Ministerstwa SZ. – Jednocześnie stanowczo odradza podejmowanie podróży do następujących obwodów Ukrainy: charkowskiego, dniepropietrowskiego, donieckiego, ługańskiego i zaporoskiego.

Jerzy Mielniczuk

Leave a Reply

Your email address will not be published.