Nadszedł czas na współpłacenie?

Połowa osób deklaruje chęć współpłacenia za przyśpieszenie kolejki na badanie. Fot. Wit Hadło
Połowa osób deklaruje chęć współpłacenia za przyśpieszenie kolejki na badanie. Fot. Wit Hadło

PODKARPACIE. Średnio 1000 zł wydajemy na leczenie w ciągu roku. Wyłącznie z publicznego systemu opieki zdrowotnej korzysta tylko 14 proc. respondentów.

Z raportu Fundacji MY Pacjenci przeprowadzonego w ramach debaty Razem dla Zdrowia wynika, że godzimy się na współpłacenie pod warunkiem, że skróci to kolejki i otrzymamy lepszej jakości świadczenie. Jesteśmy za wprowadzeniem limitu czasu oczekiwania na świadczenia zdrowotne, po przekroczeniu którego pacjent może udać się do dowolnie wybranego świadczeniodawcy, a NFZ musi mu zapłacić zgodnie ze swoim cennikiem.

Dlaczego teraz dopłacamy do „bezpłatnej” służby zdrowia? Ponieważ przerażają nas wielomiesięczne kolejki do specjalistów czy badań diagnostycznych.

Nie jesteśmy zainteresowani dodatkowymi ubezpieczeniami zdrowotnymi
Na pytanie, jak dofinansować ochronę zdrowia respondenci wskazali na zmniejszenie innych wydatków publicznych np. na wojsko czy górnictwo. Nie ufają dodatkowym ubezpieczeniom zdrowotnym, ponieważ ich zdaniem zawiodły ich zaufanie inne ubezpieczenia – majątkowe lub komunikacyjne. Nie są też gotowi do płacenia większej składki na obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne. Natomiast wskazali na istnienie nierówności społecznych w obszarze poboru składek. 89 proc. badanych uważa, że rolnicy powinni płacić takie same składki na zdrowie jak pozostali obywatele.

Pomimo wysokiej skali prywatnych dopłat do leczenia w Polsce (do leków refundowanych dopłacamy 40 proc., najwięcej w EU, dopłacamy też do wyrobów medycznych, usługi stomatologiczne) jesteśmy skłonni rozważać ten właśnie mechanizm lepszego finansowania ochrony zdrowia. Współpłacenie popiera połowa ankietowanych, bo woli wydawać pieniądze na prywatne leczenie bez jakichkolwiek pośredników. Za jakie usługi moglibyśmy dopłacić z własnej kieszeni? Więcej niż połowa badanych była skłonna dopłacić za lepszej jakości wyroby medyczne (np. implanty, soczewki czy stenty) oraz za krótszy czas oczekiwania na wizytę lub badanie. Jednak 22 proc. respondentów w ogóle nie chce dopłacać do świadczeń zdrowotnych z własnej kieszeni.

Na poziomie deklaratywnym gotowi jesteśmy dopłacać niewielkie sumy, nieprzekraczające 50 zł do wizyt u lekarza specjalisty czy 10 zł do wizyt lekarza rodzinnego, jak również za dzień pobytu w szpitalu czy badania diagnostyczne. Większość uważa jednak, że należy wprowadzić system osłon dla szczególnych grup społecznych np. kobiet w ciąży, dzieci, osób niepełnosprawnych oraz pacjentów z chorobami przewlekłymi i nowotworowymi.

Respondenci poparli propozycję określenia maksymalnego czasu oczekiwania na świadczenie, po upływie którego pacjentowi przysługiwałoby prawo do skorzystania z usługi poza sektorem publicznym. Pacjenci pokrywaliby wtedy różnicę w cenie świadczenia między cennikiem prywatnego świadczeniodawcy, a cennikiem ustalonym przez NFZ. Za wprowadzeniem podobnego rozwiązania opowiedziało się 79 proc. badanych.

Wskazali także, ile powinien wynosić maksymalny czas oczekiwania na świadczenia. Na wizytę u lekarza specjalisty nie powinniśmy czekać dłużej niż 2 tygodnie, a na badanie – tydzień.

Leave a Reply

Your email address will not be published.