
Rozmowa z Bartłomiejem Makowskim, obrońcą Siarki Tarnobrzeg.
Siarka kończy sezon meczem u siebie z Concordią Elbląg. Do awansu potrzebne jej zwycięstwo własne i Stali Rzeszów, która zmierzy się na wyjeździe z wiceliderem – Wigrami Suwałki.
– Pierwsza liga to dla Tarnobrzega już tylko marzenie ściętej głowy?
– Nadzieja umiera ostatnia, więc nie tracimy wiary. Liczymy, iż zła karta odwróci się w kluczowym momencie. Bo to, co stało się w meczu na szczycie z Pogonią Siedlce przechodzi ludzkie pojęcie. Można mieć pretensje do sędziego, ale tak naprawdę sami jesteśmy winni. Nie pomogliśmy sobie, to może teraz ktoś pomoże nam? Futbol pełen jest takich historii.
– Byliście wściekli na siebie za niewykorzystane okazje?
– Oczywiście. Do 60 minuty powinniśmy prowadzić 3-0 i powoli szykować się na fetę z okazji awansu. Tymczasem zapłaciliśmy słoną cenę za zmarnowane okazje. Inna sprawa, że po faulu na środku boiska facet z Pogoni powinien otrzymać drugą żółtą kartkę. Arbiter nie zareagował, a kilka chwil później ten sam delikwent strzelił nam gola. Mecz piłkarski składa się właśnie z takich szczegółów.
– Najgorsza jest zapewne świadomość, iż jeszcze miesiąc temu mieliście 9 punktów przewagi nad konkurencją?
– To boli najbardziej. Dlaczego roztrwoniliśmy kapitał? Być może sami zbyt szybko widzieliśmy się w I lidze. Zablokowaliśmy się. Przestaliśmy strzelać bramki. Nagle boisko w Tarnobrzegu przestało być twierdzą. Przegraliśmy ze Stalą Stalowa Wola i Wigrami Suwałki, choć wcale nie byliśmy słabsi.
– Część kibiców straciła cierpliwość i zarzuca Wam brak chęci…
– Na temat kibiców nie będę się wypowiadał. Jeśli uważają, że taka postawa pomaga drużynie, to widocznie tak musi być.
– Prezydent Tarnobrzega za Siarkę dałby się pokroić. Do Siedlec poleciał helikopterem, pierwsza liga to jest jego marzenie. Jak on zniósł porażkę z Pogonią?
– Zaraz po meczu wszedł do szatni i powiedział, że bardzo w nas wierzy. Prezydent przeżywa wszystkie niepowodzenia, ale też wspiera nas i pomaga.
– Teraz przydałaby się niedziela cudów…
– A wie pan, że to jest całkiem możliwe! Myśmy limit pomyłek już wyczerpali i jestem przekonany, że godnie pożegnamy się z tarnobrzeską publicznością. Co do Wigier – są na fali, mają styl, wiedzą, co to taktyka. Ale Stal Rzeszów walczy o życie i też potrafi grać w piłkę. Niespodzianka jest możliwa. Być może mecz ułoży się dla Stali tak jak dla „Stalówki”, gdy grała w Tarnobrzegu. Pierwsza akcja, przypadkowa ręka, karny i gol.
– Myślał pan już o tym, gdzie będzie grał w przyszłym sezonie? Chciałby pan zostać w Siarce, jeśli tego awansu jednak nie będzie?
– Chciałbym. Rywalizacja w nowej drugiej lidze może być równie interesująca. Tworzymy fajną paczkę, niewykluczone, że znów przystąpimy do walki o awans. Niektóre mecze mają być transmitowane przez Orange Sport, co byłoby dodatkowym bodźcem.
Rozmawiał Tomasz Szeliga



One Response to "Nadzieja umiera ostatnia"